Mijały dni zanim znaleźliśmy kryjówkę, w której nikt by nas nie zauważył. Codziennie razem z Harry'm, maszerowaliśmy przez pustynię, tylko z jedną butelką wody. Wychodziliśmy po świcie, a wracaliśmy późnym wieczorem. Jamie zawsze zostawał sam. W końcu niedługo jego trzynaste urodziny. Niedługo będzie już na tyle dorosły by poradzić sobie w codziennym życiu.
Dzisiaj też wróciliśmy wieczorem, ale z lepszym nastawieniem. W końcu znaleźliśmy kryjówkę. Kryjówkę Harry'ego i jego braci. Pan Styles opowiadał, że kiedyś w dzieciństwie zrobili małą kryjówkę, nieopodal domu, by chować się przed rodzicami. Gdy wróciliśmy szybko spakowałam wszystkie rzeczy i wyszliśmy, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Był tylko jeden problem. Było za daleko.
- Mel, nie dam rady - szepnął Jamie i usiadł na skale.
- Dasz ! Zobacz ile już za nami. Jesteś dużym chłopcem. - pocieszałam go, by tylko nie stracił wiary. Bolało mnie to. Bolało mnie, że Jamie musi przechodzić takie katusze. Boli mnie to, że ja jestem w to wplątana.
Gdy po godzinnej wędrówce dotarliśmy na miejsce, byliśmy wniebowzięci. Oklapłam na ziemi nie zważając, że pobrudzę sobie spodnie. I tak były już brudne i lepkie od potu. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na dom. Domek był prostą budowlą, zakończony został szpikiem, a cały był zbudowany z gałęzi i liści. W środku były tak jakby dwa pokoje. Jeden był największy, mieściła się tam przestarzała sofa, materac, parę gazet młodzieżowych oraz kilka pudeł. W drugim zaś były tylko dwa materace oraz zardzewiała już umywalka. Te dwa pomieszczenia oddzielone były tylko jednym sznurkiem na, którym można byłoby wieszać mokre ubrania. Nie mieliśmy za wiele, ale tu było więcej niż mieliśmy w jaskini. Planowaliśmy zostać tutaj przez dwa miesiące, może trochę więcej. Zależy jak nam będzie się tutaj układać.
Jamie usiadł na jednym z materaców i wyciągnął wodę z plecaka. Harry wyszedł by bardziej zamaskować dom, a ja zaczęłam rozpakowywać rzeczy. Zaczęłam od półek. Było tam kilka opakowań ciastek i jedna paczka paluszków. Wyciągnęłam je, ale uznałam, że nie nadają się do zjedzenia. Tkwiły tu chyba z 3 lata, a może i więcej. Poukładałam na półkach wszystkie zapasy naszej żywności oraz parę narzędzie m.in: nóż. Żebym tylko pamiętała gdzie go zostawiłam.
- Zasypałem wejście paroma kamieniami. Raczej nikt nie powinien nas zauważyć.- oznajmił Harry wchodząc do pomieszczenia.
- Mam taką nadzieję. Robimy dzisiaj jakieś ognisko? Warto by było, coś zjeść.- zamknęłam szafkę i odwróciłam się do Harry'ego.
- Tak, jeżeli Jamie nie śpi.
- Nie śpię ! Nie chodzę spać tak wcześnie.- wstał z materaca i podszedł do nas - Mogę poszukać opału, dobrze ?
- Dobrze mały- Harry poczochrał jego mokre włosy - Ale idziesz ze mną.
- To ja przygotuję jedzenie. Uważajcie na siebie - wyszłam na dwór. Powietrze zrobiło się już zimne, a słońce chowało się już za horyzontem. Niedługo powinno się już ściemnić. Trzeba działaś jak najszybciej. Przygotowałam wszystko, od kiełbasek do... W zasadzie mieliśmy tylko kiełbaski i chleb, porwany ze sklepu w nocy. Gdy wrócili chłopcy i rozpalili ognisko, wokół zrobiło się jaśniej i cieplej. Ognisko jarzyło się pięknymi kolorami od żółci do czerwieni. Usiedliśmy na ziemi, rozkoszując się ciepłem kiełbasek. Jamie po chwili poszedł do domu, pod pretekstem wypakowania rzeczy, ale i tak wiedziałam, że jest już śpiący. Zostaliśmy sami - ja i Harry. Ustaliłam z nim, że czasem mogę mówić na niego Hazza. Tak mówili jego przyjaciele z zespołu. Hazza dużo mi o nich opowiadał. Mieli własny zespół, dopóki nie rozpoczęła się inwazja. Ich boysband nie był za bardzo znany, dopiero zaczynali. Ale warto mieć marzenia.
- Harry...- zaczęłam.
- Tak, Mel ?
- Od momentu, w którym się poznaliśmy... Ani razu mnie nie pocałowałeś.- Harry oblizał wargi wpatrując się w swoje buty, po czym spojrzał się na mnie, uniósł mój podbródek i pocałował mnie. Trwało to długo, dopóki nie poczułam tego, że robi to dla siebie. Oraz dla mnie.
Przepraszam, że krótki, ale mam problemy z nerką i nie miałam czasu.I'm soory, postaram się poprawić. <3
piątek, 17 maja 2013
czwartek, 9 maja 2013
Rozdział 1 ~ The Host.
Jamie siedział skulony w kącie jaskini. Wydawało mi się, że śpi.
- Jamie... Jamie, śpisz ?
- Nie. - przysunął się do mnie i przytulił do piersi. - Ale chciałbym zasnąć. Opowiedz mi coś.
- A o czym chcesz posłuchać ?
- Opowiedz mi o duszach.
- Przecież już opowiadałam ci o nich.- zdziwiłam się, ale przytuliłam go mocniej.
- Wiem, ale lubię o nich słuchać. Proszę, opowiedz.
- No dobrze. - westchnęłam, a w głowie przygotowałam sobie plan opowieści.
- No więc... Zaczęło się to dwa lata temu. Na naszą planetę przyleciały nieznane nam istoty, Zawładnęły nami, jakbyśmy byli ich lalkami. Dusze wszczepiono do ludzkich ciał, by mogły normalnie żyć. Można je poznać po bliźnie na karku oraz po srebrnych kręgach wokół źrenic. Są przyjazne, jak mi wiadomo. Ufają sobie. Nawet w sklepach nie muszą płacić. Nadal szukają pozostałych rebeliantów. Prawdopodobnie tylko my zostaliśmy w tym mieście....- Smutne. Może nawet już nigdy nie zobaczymy swoich rodziców. Chciałam już kontynuować opowieść, ale zauważyłam, że Jamie zasnął. I to bardzo szybko. Położyłam go na macie, a sama wyszłam przed grotę. Słońce już pomału chowało się za górami. Powinnam wyruszyć na wyprawę. Kończą nam się zapasy. Wyruszę jutro przed zachodem słońca. Wróciłam do jaskini i położyłam się obok Jamie'go...
- Melanie ! Melanie, obudź się ! - Jamie szarpał mnie za ramiona. W jego oczach widział lekkie przerażenie oraz zaskoczenie.
- Jamie... Co się stało ?
- Chyba tu idą ! Łowcy ! - Rzeczywiście. W oddali było słychać ciężkie kroki.
- Szybko, chowaj się ! - poderwałam się z miejsca, ciągnąc Jamie'go ze sobą. Wsadziłam go to niewielkiej szczeliny. Miałam szczęście, że jest małych proporcji. Ja sama wyjrzałam lekko za skały. Miał rację. Łowcy tu szli. Na czele szła kobieta o jasnych włosach, około czterdziestki. Z tyłu szło dwóch zbudowanych mężczyzn. Schowałam się jak najszybciej do szczeliny, by mnie nie zauważyli. Modliłam się, by tu nie weszli.
- Łowco, nie warto iść dalej. Przeszliśmy już spory kawałek i nic nie znaleźliśmy.
- Musimy wracać. Trzeba rozładować kapsuły na Planetę Mgieł.- Co ? Jaka Planeta Mgieł ? Czy na innej planecie też żyją ludzie ? A może nazwali tak tylko jakiś schowek ?
- Widziałam tu kogoś. Na pewno.
- Pewnie był to tylko jakiś turysta. Wiele osób się tu kręci.
- Dobrze.- nastała chwila ciszy - Chodzmy.- poczekałam, aż ich stłumione głosy i kroki ucichną. Gdy było już zupełnie cicho, podbiegłam do Jamie'go.
- Jamie ! Bawiłeś się przed grotą ?
- Chciałem tylko popatrzeć na pustynię... Była wtedy taka...
- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie wychodził poza kryjówkę. Następnym razem tego nie rób, dobrze ?- chłopiec kiwnął głową, a ja go przytuliłam. - Dzisiaj muszę wyruszyć na wyprawę. Mamy mało jedzenia. Wyruszę wieczorem,a ty masz tu czekać jasne ? Powinnam wrócić o świcie. Jeżeli ktoś tu przyjdzie, uciekaj. Najlepiej do lasu.
- Ale wrócisz ?
- Oczywiście. Obiecuję...
Na wieczór pożegnałam się z Jamie'm i wyruszyłam. Trudno było iść po kamiennym szlaku. Nie miałam do tego butów. Spowalniał mnie jeszcze plecak, który był przepełniony do połowy. Pomimo, że słońce już zaszło, nadal było parno. Zadrapałam sobie całe kolana i łokcie. Chciało mi się pić, ale wiedziałam, że nie mogę się teraz napoić. Nie starczyłoby mi na resztę. Po godzinie, dotarłam na autostradę. Chowałam się za krzakami, które nie wiadomo jak wyrosły na tej pustyni. Odetchnęłam z ulgą, gdy dotarłam do miasta. Do domu Cleawoters'ów zostało mi ok. dziesięć kilometrów. Teraz szło mi się o wiele lepiej. Do mieszkania weszłam tylnymi drzwiami. Ktoś mógł nadal tam być. Na szczęście w domu było pusto. Wolałam nie zapalać światła, by nikt mnie nie nakrył. Najpierw zaczęłam przeszukiwać szafki w kuchni. Wzięłam noże, różne narzędzia i inne potrzebne rzeczy. Później zaczęłam opróżniać lodówkę. Wyjmowałam wszystko. Sery, mleko, jogurty... A wtedy... Usłyszałam za sobą kroki. Chciałam uciec, ale wtedy ten ktoś złapał mnie za ramiona i podłożył coś ostrego pod brodę.
- No, proszę ! Zabij mnie ! Na co czekasz ?! - krzyczałam. Wolałam już być martwa niż zamieniona w tego pasożyta. Upuściłam plecak przez co moje ręcę stały się wolne, ale nadal nie mogłam sobie pomóc. Mężczyzna - poznałam po budowie ciała - obrócił mnie i oparł plecami o lodówkę. Poświecił mi latarką w oczy. Długo mi się przyglądaj.
- Niewiarygodne... Jesteś człowiekiem - wydyszał i pocałował mnie. Co ?! Co ten pasożyt sobie robił ?! Wyrwałam się z jego objęć, zbierając za sobą plecak. Biegłam ile sił w nogach. Nie mógł mnie dogonić. Byłam dobra w bieganiu. A nawet bardzo dobra. Lecz nadal słyszałam go za mną. Przyśpieszyłam, ale to nic nie dało. Był szybszy. Przewrócił mnie na plecy i przytrzymał nogami moje ręcę. Nie miałam jak się wyrwać.
- Spokojnie ! Zobacz, ja też jestem człowiekiem ! - poświęcił sobie latarką w oczy.Były zielone, bez żadnego odcienia srebra. Niewiarygodne...
- Pokaż kark.
- Nie mogę. Mam tam bliznę. Musiałem sobie ją zrobić by myśleli, że jestem jednym z nim. Bolało, ale opłaciło się..
- Możesz ze mnie zejść ? - posłusznie wypełnił moje polecenie. Wstałam ocierając brud ze spodni
- Przepraszam od dwóch lat nie widziałem człowieka.
- Ani pewnie nie całowałeś. Muszę iść. Ktoś na mnie czeka.
- Nie jesteś sama ?
- Nie. Jestem z bratem, który na mnie czeka. Naprawdę muszę iśc.
- Mogę cię podrzucić moim jeepem. Tam stoi - Słucham ? Ma auto ?! Szłam tu pięć godzin, a on ma samochód... Super. Za dużo wrażeń jak na dziś.- Teraz i tak cię nie opuszczę. Gdzie macie kryjówkę ?
- W górach, nieopodal pustyni.
- Byłem tam, kiedyś. A tak w ogóle nazywam się Harry Styles.
- Melanie... Melanie Stryder.
- Miło mi cię poznać Mel. Mogę tak mówić ?
- Tak... Tak będzie nawet lepiej.
- No to co ? Idziemy do auta ? - wyciągnął do mnie rękę. Po chwili zastanowienia złapałam ją. Nie miałam nic innego do zrobienia...
~ By Olcia.
- Jamie... Jamie, śpisz ?
- Nie. - przysunął się do mnie i przytulił do piersi. - Ale chciałbym zasnąć. Opowiedz mi coś.
- A o czym chcesz posłuchać ?
- Opowiedz mi o duszach.
- Przecież już opowiadałam ci o nich.- zdziwiłam się, ale przytuliłam go mocniej.
- Wiem, ale lubię o nich słuchać. Proszę, opowiedz.
- No dobrze. - westchnęłam, a w głowie przygotowałam sobie plan opowieści.
- No więc... Zaczęło się to dwa lata temu. Na naszą planetę przyleciały nieznane nam istoty, Zawładnęły nami, jakbyśmy byli ich lalkami. Dusze wszczepiono do ludzkich ciał, by mogły normalnie żyć. Można je poznać po bliźnie na karku oraz po srebrnych kręgach wokół źrenic. Są przyjazne, jak mi wiadomo. Ufają sobie. Nawet w sklepach nie muszą płacić. Nadal szukają pozostałych rebeliantów. Prawdopodobnie tylko my zostaliśmy w tym mieście....- Smutne. Może nawet już nigdy nie zobaczymy swoich rodziców. Chciałam już kontynuować opowieść, ale zauważyłam, że Jamie zasnął. I to bardzo szybko. Położyłam go na macie, a sama wyszłam przed grotę. Słońce już pomału chowało się za górami. Powinnam wyruszyć na wyprawę. Kończą nam się zapasy. Wyruszę jutro przed zachodem słońca. Wróciłam do jaskini i położyłam się obok Jamie'go...
- Melanie ! Melanie, obudź się ! - Jamie szarpał mnie za ramiona. W jego oczach widział lekkie przerażenie oraz zaskoczenie.
- Jamie... Co się stało ?
- Chyba tu idą ! Łowcy ! - Rzeczywiście. W oddali było słychać ciężkie kroki.
- Szybko, chowaj się ! - poderwałam się z miejsca, ciągnąc Jamie'go ze sobą. Wsadziłam go to niewielkiej szczeliny. Miałam szczęście, że jest małych proporcji. Ja sama wyjrzałam lekko za skały. Miał rację. Łowcy tu szli. Na czele szła kobieta o jasnych włosach, około czterdziestki. Z tyłu szło dwóch zbudowanych mężczyzn. Schowałam się jak najszybciej do szczeliny, by mnie nie zauważyli. Modliłam się, by tu nie weszli.
- Łowco, nie warto iść dalej. Przeszliśmy już spory kawałek i nic nie znaleźliśmy.
- Musimy wracać. Trzeba rozładować kapsuły na Planetę Mgieł.- Co ? Jaka Planeta Mgieł ? Czy na innej planecie też żyją ludzie ? A może nazwali tak tylko jakiś schowek ?
- Widziałam tu kogoś. Na pewno.
- Pewnie był to tylko jakiś turysta. Wiele osób się tu kręci.
- Dobrze.- nastała chwila ciszy - Chodzmy.- poczekałam, aż ich stłumione głosy i kroki ucichną. Gdy było już zupełnie cicho, podbiegłam do Jamie'go.
- Jamie ! Bawiłeś się przed grotą ?
- Chciałem tylko popatrzeć na pustynię... Była wtedy taka...
- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie wychodził poza kryjówkę. Następnym razem tego nie rób, dobrze ?- chłopiec kiwnął głową, a ja go przytuliłam. - Dzisiaj muszę wyruszyć na wyprawę. Mamy mało jedzenia. Wyruszę wieczorem,a ty masz tu czekać jasne ? Powinnam wrócić o świcie. Jeżeli ktoś tu przyjdzie, uciekaj. Najlepiej do lasu.
- Ale wrócisz ?
- Oczywiście. Obiecuję...
Na wieczór pożegnałam się z Jamie'm i wyruszyłam. Trudno było iść po kamiennym szlaku. Nie miałam do tego butów. Spowalniał mnie jeszcze plecak, który był przepełniony do połowy. Pomimo, że słońce już zaszło, nadal było parno. Zadrapałam sobie całe kolana i łokcie. Chciało mi się pić, ale wiedziałam, że nie mogę się teraz napoić. Nie starczyłoby mi na resztę. Po godzinie, dotarłam na autostradę. Chowałam się za krzakami, które nie wiadomo jak wyrosły na tej pustyni. Odetchnęłam z ulgą, gdy dotarłam do miasta. Do domu Cleawoters'ów zostało mi ok. dziesięć kilometrów. Teraz szło mi się o wiele lepiej. Do mieszkania weszłam tylnymi drzwiami. Ktoś mógł nadal tam być. Na szczęście w domu było pusto. Wolałam nie zapalać światła, by nikt mnie nie nakrył. Najpierw zaczęłam przeszukiwać szafki w kuchni. Wzięłam noże, różne narzędzia i inne potrzebne rzeczy. Później zaczęłam opróżniać lodówkę. Wyjmowałam wszystko. Sery, mleko, jogurty... A wtedy... Usłyszałam za sobą kroki. Chciałam uciec, ale wtedy ten ktoś złapał mnie za ramiona i podłożył coś ostrego pod brodę.
- No, proszę ! Zabij mnie ! Na co czekasz ?! - krzyczałam. Wolałam już być martwa niż zamieniona w tego pasożyta. Upuściłam plecak przez co moje ręcę stały się wolne, ale nadal nie mogłam sobie pomóc. Mężczyzna - poznałam po budowie ciała - obrócił mnie i oparł plecami o lodówkę. Poświecił mi latarką w oczy. Długo mi się przyglądaj.
- Niewiarygodne... Jesteś człowiekiem - wydyszał i pocałował mnie. Co ?! Co ten pasożyt sobie robił ?! Wyrwałam się z jego objęć, zbierając za sobą plecak. Biegłam ile sił w nogach. Nie mógł mnie dogonić. Byłam dobra w bieganiu. A nawet bardzo dobra. Lecz nadal słyszałam go za mną. Przyśpieszyłam, ale to nic nie dało. Był szybszy. Przewrócił mnie na plecy i przytrzymał nogami moje ręcę. Nie miałam jak się wyrwać.
- Spokojnie ! Zobacz, ja też jestem człowiekiem ! - poświęcił sobie latarką w oczy.Były zielone, bez żadnego odcienia srebra. Niewiarygodne...
- Pokaż kark.
- Nie mogę. Mam tam bliznę. Musiałem sobie ją zrobić by myśleli, że jestem jednym z nim. Bolało, ale opłaciło się..
- Możesz ze mnie zejść ? - posłusznie wypełnił moje polecenie. Wstałam ocierając brud ze spodni
- Przepraszam od dwóch lat nie widziałem człowieka.
- Ani pewnie nie całowałeś. Muszę iść. Ktoś na mnie czeka.
- Nie jesteś sama ?
- Nie. Jestem z bratem, który na mnie czeka. Naprawdę muszę iśc.
- Mogę cię podrzucić moim jeepem. Tam stoi - Słucham ? Ma auto ?! Szłam tu pięć godzin, a on ma samochód... Super. Za dużo wrażeń jak na dziś.- Teraz i tak cię nie opuszczę. Gdzie macie kryjówkę ?
- W górach, nieopodal pustyni.
- Byłem tam, kiedyś. A tak w ogóle nazywam się Harry Styles.
- Melanie... Melanie Stryder.
- Miło mi cię poznać Mel. Mogę tak mówić ?
- Tak... Tak będzie nawet lepiej.
- No to co ? Idziemy do auta ? - wyciągnął do mnie rękę. Po chwili zastanowienia złapałam ją. Nie miałam nic innego do zrobienia...
~ By Olcia.
środa, 8 maja 2013
Dobra ludzie.
Dobra ludzie, nie mogę się już doczekać. ! Robię opowiadanie na podstawie bestselleru Stephenie Meyer "Intruz". A to znaczy: Nowe opowiadanie. Nowi bohaterowie. Oczywiście powieść będzie powiązana z One Direction. Myślę, że wam się spodoba nowe opowiadanie. Jeżeli chcecie dowiedzieć się konkretniej o tej powieści, to wpiszcie sobie w wyszukiwarke.xd
~ Olcia.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)