czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 2.

26 lipca 2013 r.
Tak jak przeczuwałam, burza rozpędziła się na dobre. Lało strasznie, w kilka sekund nie było na mnie już suchej nitki. Gdy weszłam do budynku, od razu zrobiło się cieplej i ciszej. Gdy wchodziłam na górę, drzwi mieszkania nr 14 otworzyły się. Zza drzwi wyszła starsza pani, o białych jak śnieg włosach. Znałam tą panią, była bardzo miła. Zawsze mogłyśmy pogadać, oferowała mi swoją pomoc. Zza jej pleców wyłonił się jakiś mężczyzna, a dokładniej blondyn, trochę wyższy ode mnie. Gdy pani Jefferson odwróciła się i mnie zobaczyła, westchnęła z "rozpaczy".
- Jezuniu, Amy jak ty wyglądasz! - zasłoniła usta dłońmi - jesteś cała mokra.
- Niestety nie zdążyłam wrócić przed ulewą do domu.- przystanęłam obok niej.
- Poczekaj, przyniosę ci jakieś sweter - już chciała się odwrócić, ale zaprzeczyłam.
- leż nie trzeba. Przecież mieszkasz obok pani.
- Aż żal serce ściska. Pewnie jest ci strasznie zimno.
- Jest mi już cieplej.
- A wy się pewnie nie znacie. Amy, to mój wnuczek Niall.- dopiero teraz lepiej przyjrzałam się chłopakowi. Miał blond włosy, gdzieniegdzie prześwitywały brunatne pasemka. Jego oczy były koloru oceanu, a twarz miał trochę dziecinną, co odróżniało go, od muskulatury jego ciała.
- Cześć - powiedział cicho, lekko machając ręką.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Właśnie idziemy do sklepu, może chcesz iść z nami ? - zagaiła pani Jefferson.
- Nie, dziękuję. Muszę się jeszcze przebrać.- przeczesałam po swoich mokrych włosach, by wykazać dowody.
- Racja. Do zobaczenia Amy - poklepała mnie po ramieniu i zeszła na kolejny schodek, podpierając się poręczy. Po chwili dołączył do niej jej wnuczek. Po klatce rozniósł się zapach męskich perfum.

27 lipca, 2013 r.

Gdybym się nie obudziła pomyślałabym, że ten sen to jawa. Był taki realistyczny, że mogłabym przysiąść, że to było naprawdę. Ale i tak budząc się wiedziałam, że to był znowu ten głupi koszmar. Ale gdy tylko się otrząsnęłam powróciłam do świata prawdziwego. Znowu - jak codziennie rano - luknęłam na wyświetlacz telefonu. Zero wiadomości, zero połączeń. Miał zadzwonić, ale nie odezwał się od dawna. A może czekał aż odezwę się pierwsza ? Nie, przecież powiedział, że zadzwoni. Dobra, jeśli nie zadzwoni do jutra, zrobię to ja.
Ubrałam się pośpiesznie w to co miałam przygotowane na krześle. Czyli w zasadzie to co nosiłam wczoraj. Gdy otworzyłam lodówkę, nie znalazłam tam nic oprócz jogurtów, wody, masła i śmietany. Trzeba było zrobić zakupy wczoraj, a nie otwieram dzisiaj lodówkę,a tam same światło. Nic, musiałam się ubrać i skoczyć do sklepu bo przecież muszę coś zjeść. Założyłam swoją skórzaną kurtkę, trampki, a włosy zarzuciłam na prawy bok. Po drodze do drzwi zabrałam torebkę wraz z portfelem i kluczami. Gdy zamykałam drzwi, usłyszałam jak ktoś wychodzi z mieszkania obok. To pewnie pani Jefferson.
- Dzień dobr..- nie dokończyłam ze zdziwienia. To nie była pani Jefferson tylko jej wnuczek Niall. Był tu codziennie ? - O, cześć. Myślałam, że to twoja babcia.
- Nie - uśmiechnął się - Wysłała mnie do sklepu, bo wczoraj zapomniała czegoś kupić.
- Ja właśnie też idę do sklepu. W mojej lodówce gości tylko światło.
- Możemy iść razem... Jeśli chcesz.- włożył ręcę do kieszeni.
- Tak, chodźmy - wyszliśmy z klatki. Dopiero teraz bardziej się mu przyjrzałam. Jego oczy, niebieskie jak ocean, oraz blond włosy dawały mu słodki wyraz twarzy. Pachniało od niego tymi samymi perfumami co wczoraj. Można byłoby powiedzieć, że jest nawet podobny do Mik'e Newton'a ze Zmierzchu, ale i tak Niall był ładniejszy.
- Często bywasz u babci ? - zagaiłam tak od niechcenia.
- Nie za często. Często robię wypady z kumplami, jestem u rodziny. Ale staram się przyjść co jakiś czas.A nawet jeśli ja mieszkam w Londynie. A ty tam mieszkasz ? sama ?
- Tak, jestem skazana na samotność... A czym się zajmujesz ?
- Lubię śpiewać, ale tak zawodowo to nic nie robię. A ty ?
- Jestem..początkującą modelką. Wiem, że to brzmi głupio i tak dalej, ale staram się zarabiać na życie.
- Modelki nie są aż takie złe. Niektóre się tylko tak podlizują, ale ty chyba nie jesteś taka.
- Staram się - odparłam cicho i pchnęłam drzwi wejściowe do sklepu.
- Harry nie lubi za bardzo modelek.- odparł Niall sięgając po sok jabłkowy.
- Kto to Harry ? - zdziwiłam się.
- To mój dobry przyjaciel. Zapoznam cię kiedyś z nim i resztą.
- Byłoby fajnie.- mruknęłam i wzięłam kilka kajzerek. Niall pomógł mi sięgnąć ser, bo był za wysoko, a ja nie mogłam go dosięgnąć.
- Czemu, nie jestem wyższa ? - zaśmiałam się.
- Jeszcze podrośniesz.- gdy wyszliśmy ze sklepu rozpadało się. Zasłoniłam głowę rękami, ale to nic nie pomagało. Horan ( okazało się, że tak ma na nazwisko ) dał mi swoją kurtkę, przez co byłam wkurzona. Było zimno, a on przez całą drogę musiał iść w krótkim rękawku.
- Miło było cię poznać - powiedział Niall gdy staliśmy na klatce.
- Mi ciebie też. Do zobaczenia.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 1.

26 lipca, 2013 r. 

Ciemność oplotła mnie z każdej strony, nie dając żadnej szansy na ucieczkę. Nie wiedziałam gdzie jestem. Może w lesie, a może na łące. Wiedziałam tylko, że jestem tu sama. Sama, bez nikogo, kto mógłby mi pomóc. Zaczęłam biec, nie wiedząc nawet w jakim kierunku się kieruję. Biegłam co chwilę patrząc się za siebie. Potknęłam się. Przewróciłam się o gruby konar. Wylądowałam płasko na ziemi. Nie miałam siły już wstać. Zauważyłam światło. Przebijało się przez niekończącą się ciemność i szło do mnie. Coraz bliżej...

- Niee ! - wrzasnęłam, ześlizgując się z łóżka. Zaczęłam macać podłogę, zastanawiając się czy to nadal ten sen. Wszystko było tak jak w realu. Puszysty dywan i wielkie, dwuosobowe łóżko z fioletową pościelą. Odetchnęłam z ulgą, przypominając sobie, że to tylko codzienny sen. Wstałam i niezgrabnie usiadłam na łóżku, podkładając jedną nogę pod drugą. Sprawdziłam Iphona, ciekawa czy on do mnie zadzwonił. Była już dwunasta, a on nadal nie zadzwonił. Mijały dni, a on miał przecież zadzwonić.
Ale za to dzwonił Nathan. Zapewne załatwił mi jakąś sesję. Westchnęłam. Ale dzisiaj miałam mieć dzień wolny. No trudno. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze. Odebrał po czterech sygnałach.
- Cześć.- powiedziałam cicho, by nie draźnić swojego gardła, które bolało od wczoraj.
- Cześć. Wcześniej nie dało się zadzwonić ? - odpowiedział ironicznie.
- Dopiero się obudziłam.
- Hm.. No dobra, ale zgadnij co ci załatwiłem.
- Miałam mieć dzisiaj dzień wolny, nie pamiętasz ?
- Oj Amy.. Amy... Kariera modelki nie jest taka łatwa. Dzisiaj pójdziesz tylko na jedną sesje i możesz wracać do domu. - zaśmiał się. Doskonale wiedziałam, że śmiał się z mojego lenistwa. No cóż taka byłam.
- Na którą mam się stawić ? - ziewnęłam.
- Bądź za dwie godziny na Wilshire. Tylko najpierw się dobrze obudź.- zaśmiał się znowu, po czym nacisnął czerwoną słuchawkę, gdyż przerwano połączenie. Nie miałam własnego zdania, więc musiałam zacząć się ubierać. Przebrałam się szybko w link i jak najszybciej wyszłam z domu, zabierając przy okazji batonik zbożowy z półki. O mały włos, a zapomniałabym zamknąć drzwi, ale przypomniało mi się gdy stałam przy windzie. Gdy wreszcie się ogarnęłam wyszłam na ulicę, kierując się do Wilshire. Nie miałam za daleko, więc szłam pieszo. Trochę świeżego powietrza mi się przyda. Na miejsce doszłam kilka minut po czasie, ale nie sądziłam, że Nathan się wkurzy. Stał tam już, nerwowo tupiąc nogą. Gdy mnie zobaczył, zaczął iść w moją stronę z założonymi rękami. Gdy do mnie dotarł złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, nie odzywając się ani słowem. Odezwał się dopiero w środku,a dokładnie w agencji John'a Links'a.
- A teraz idziesz do tamtego pomieszczenia i przebierasz się w tamte rzeczy na wieszaku. Tylko żwawiej - uśmiechnął się i popchnął mnie w kierunku przymierzalni. W głośnikach leciała przygnębiająca piosenka link, ale za to bardzo dobrze przedstawiała moje życie jeszcze kilka tygodni temu. This is a last goodbye, na na na na na...  nie, nie mogę się teraz rozkleić. Jeszcze dostanę jakąś burę od Nathana. Gdy przebrałam się już w zwiewną, zielonkawą sukieneczkę do kolan założyłam jeszcze beżowe szpilki po czym wyszłam zza zasłony. Wszystko było już przygotowane. Na tle stała fotorama ze zdjęciem morza oraz skałami, tuż obok były powystawiane sprzęty. Fotograf majstrował coś w swojej cyfrówce, a gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i pokazał mi gdzie mam stanąć. Wyczułam, że sesja ma być oparta na kolekcji letniej. Był już koniec lipca.
Błysk fleszy mi już nie przeszkadzał. Zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Przyzwyczaiłam się też do obecności Nathana na moich sesjach. Na początku był na każdej, później już nie przychodził,a teraz znowu zaczynał. Czasami zastanawiałam się czy on też nie jest tym przytłoczony. Musiał wszystko załatwiać za mnie ( jeśli chodzi o karierę ) i prawie zawsze za mną chodzić. Zastanawiam się czy nie ma tego czasami dość.
Gdy sesja się skończyła posłusznie ubrałam się w swoje ubrania i popatrzyłam na zdjęcia. Były...fajne. Nie były takie super, ale były super. Zobaczyłam jak Nathan gada z " panem " John'em i zaraz podchodzi do mnie.
- To co, koniec sesji, możesz wreszcie odpocząć. Idziemy na kawę ?
- Tak, z przyjemnością.- złapał mnie za rękę, ale ja ją odepchnęłam. Wiedziałam, ze jesteśmy tylko przyjaciółmi i pracujemy razem, ale i tak nie chciałam, żeby ktoś pomyślał, że jesteśmy razem. Nadal nie mogłam ogarnąć się po rozstaniu z Davidem.
Zaszliśmy do Starbacks'a. Zajęliśmy miejsca przy oknie, by mieć widok na ulicę. Nathan zamówił dwie kawy po czym odwrócił się do mnie.
- No to...  Co tam u ciebie ?
- Nathan - zmieniłam temat- mam jedno pytanie.
- Pytaj śmiało.- napił się łyka kawy.
- Czy nie jesteś czasami...znudzony swoją pracą ? - wykrztusiłam wreszcie, a potem by na niego nie patrzeć napiłam się kawy. Trochę się zamyślił, bo nie odpowiadał długo.
- Nie zastanawiałem się nad tym. Ale lubię swoją pracę. Poznaję się wtedy wiele fajnych ludzi, odwiedza się nowe miejsca. A po za tym fajnie się z tobą pracuje. Jesteś bardzo... Masz duże poczucie humoru. Co mi pozwala zapomnnieć o stresie i o innych sprawach.
- Gdybym tylko ja tak mogła - mruknęłam do siebie.
- Co ?
- Nic, nic. Wiesz co ja już muszę lecieć. Mam jeszcze parę spraw.- wstałam z miejsca.
- Odprowadzę cię.- Nathan podążył za mną
- Wiesz...Nie obraź się, ale chcę być na chwilę sama. Spotkamy się pojutrze, pa - pocałowałam go przelotnie w policzek i ruszyłam w stronę wyjścia. Jeszcze zanim wyszłam usłyszałam ciche " do zobaczenia ".
 Zaczynało się ochładzać, a ja miałam tylko letnią bluzkę na sobie. Pocierałam sobie ręcę, by było mi cieplej, ale to i tak nic nie dawało. Zbierało się na burzę, przeczuwałąm to. Zaczęłam biec, by jak najszybciej znaleźć się w środku.


No i jak, podoba wam się 1 rozdział ? Piszcie w komentarzach, bo nie wiem czy się wam spodobało. < 33

wtorek, 16 lipca 2013

Zaczynam !

Jutro już zaczynam nowe opowiadanie. ;) Mam nadzieję, że wam się spodoba.;p

czwartek, 11 lipca 2013

Jednak.

Zaczęły się wakacje, a mi się po prostu nudzi. Więc postanowiłam jednak zostać na blogu, tylko z jednym pytaniem: Czy chcecie nadal to czytać ? Oczywiście zmienię opowiadanie bo to jest beznadziejne. A więc czekam. ; )

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Przykro mi.

Nadszedł dzień, w którym zadecydowałam co zrobię. Zostało tylko kilka dni, a w tedy się z Wami pożegnam. Usuwam bloga. Myślałam nad zawieszeniem, ale po co, jeżeli w zasadzie nikt na niego nie wchodzi ? Wcześniej miało się kilku czytelników, ale teraz na pewno nikt tego nie czyta. A nawet jeśli to nie mam czasu na pisanie tutaj. Mam jeszcze innego bloga, na którym też opóźniam się z pisaniem i muszę to nadrobić. Jeszcze ta szkoła. W wakacje miałabym pewnie więcej czasu, ale to już postanowione. Usuwam za kilka dni. Ciężko jest mi się z Wami żegnać, bo przyjemnie mi się tu pisało.;c Ale już postanowione. Już nigdy tutaj nie zawitam. Zostawiam Was. Za kilka dni nie będzie tutaj strony.Może jeszcze uda mi się komuś oddać tego bloga. Nie wiem. A więc... Żegnajcie drogie Directioners. Love ya.xx
                                                                                                                                                 ~ Olcia.

piątek, 17 maja 2013

Rozdział 2.

Mijały dni zanim znaleźliśmy kryjówkę, w której nikt by nas nie zauważył. Codziennie razem z Harry'm, maszerowaliśmy przez pustynię, tylko z jedną butelką wody. Wychodziliśmy po świcie, a wracaliśmy późnym wieczorem. Jamie zawsze zostawał sam. W końcu niedługo jego trzynaste urodziny. Niedługo będzie już na tyle dorosły by poradzić sobie w codziennym życiu.
Dzisiaj też wróciliśmy wieczorem, ale z lepszym nastawieniem. W końcu znaleźliśmy kryjówkę. Kryjówkę Harry'ego i jego braci. Pan Styles opowiadał, że kiedyś w dzieciństwie zrobili małą kryjówkę, nieopodal domu, by chować się przed rodzicami. Gdy wróciliśmy szybko spakowałam wszystkie rzeczy i wyszliśmy, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Był tylko jeden problem. Było za daleko.
- Mel, nie dam rady - szepnął Jamie i usiadł na skale.
- Dasz ! Zobacz ile już za nami. Jesteś dużym chłopcem. - pocieszałam go, by tylko nie stracił wiary. Bolało mnie to. Bolało mnie, że Jamie musi przechodzić takie katusze. Boli mnie to, że ja jestem w to wplątana.
Gdy po godzinnej wędrówce dotarliśmy na miejsce, byliśmy wniebowzięci. Oklapłam na ziemi nie zważając, że pobrudzę sobie spodnie. I tak były już brudne i lepkie od potu. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na dom. Domek był prostą budowlą, zakończony został szpikiem, a cały był zbudowany z gałęzi i liści. W środku były tak jakby dwa pokoje. Jeden był największy, mieściła się tam przestarzała sofa, materac, parę gazet młodzieżowych oraz kilka pudeł. W drugim zaś były tylko dwa materace oraz zardzewiała już umywalka. Te dwa pomieszczenia oddzielone były tylko jednym sznurkiem na, którym można byłoby wieszać mokre ubrania. Nie mieliśmy za wiele, ale tu było więcej niż mieliśmy w jaskini. Planowaliśmy zostać tutaj przez dwa miesiące, może trochę więcej. Zależy jak nam będzie się tutaj układać.
Jamie usiadł na jednym z materaców i wyciągnął wodę z plecaka. Harry wyszedł by bardziej zamaskować dom, a ja zaczęłam rozpakowywać rzeczy. Zaczęłam od półek. Było tam kilka opakowań ciastek i jedna paczka paluszków. Wyciągnęłam je, ale uznałam, że nie nadają się do zjedzenia. Tkwiły tu chyba z 3 lata, a może i więcej. Poukładałam na półkach wszystkie zapasy naszej żywności oraz parę narzędzie m.in: nóż. Żebym tylko pamiętała gdzie go zostawiłam.
- Zasypałem wejście paroma kamieniami. Raczej nikt nie powinien nas zauważyć.- oznajmił Harry wchodząc do pomieszczenia.
- Mam taką nadzieję. Robimy dzisiaj jakieś ognisko? Warto by było, coś zjeść.- zamknęłam szafkę i odwróciłam się do Harry'ego.
- Tak, jeżeli Jamie nie śpi.
- Nie śpię ! Nie chodzę spać tak wcześnie.- wstał z materaca i podszedł do nas - Mogę poszukać opału, dobrze ?
- Dobrze mały- Harry poczochrał jego mokre włosy - Ale idziesz ze mną.
- To ja przygotuję jedzenie. Uważajcie na siebie - wyszłam na dwór. Powietrze zrobiło się już zimne, a słońce chowało się już za horyzontem. Niedługo powinno się już ściemnić. Trzeba działaś jak najszybciej. Przygotowałam wszystko, od kiełbasek do... W zasadzie mieliśmy tylko kiełbaski i chleb, porwany ze sklepu w nocy. Gdy wrócili chłopcy i rozpalili ognisko, wokół zrobiło się jaśniej i cieplej. Ognisko jarzyło się pięknymi kolorami od żółci do czerwieni. Usiedliśmy na ziemi, rozkoszując się ciepłem kiełbasek. Jamie po chwili poszedł do domu, pod pretekstem wypakowania rzeczy, ale i tak wiedziałam, że jest już śpiący. Zostaliśmy sami - ja i Harry. Ustaliłam z nim, że czasem mogę mówić na niego Hazza. Tak mówili jego przyjaciele z zespołu. Hazza dużo mi o nich opowiadał. Mieli własny zespół, dopóki nie rozpoczęła się inwazja. Ich boysband nie był za bardzo znany, dopiero zaczynali. Ale warto mieć marzenia.
- Harry...- zaczęłam.
- Tak, Mel ?
- Od momentu, w którym się poznaliśmy... Ani razu mnie nie pocałowałeś.- Harry oblizał wargi wpatrując się w swoje buty, po czym spojrzał się na mnie, uniósł mój podbródek i pocałował mnie. Trwało to długo, dopóki nie poczułam tego, że robi to dla siebie.  Oraz dla mnie.

Przepraszam, że krótki, ale mam problemy z nerką i nie miałam czasu.I'm soory, postaram się poprawić. <3

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 1 ~ The Host.

Jamie siedział skulony w kącie jaskini. Wydawało mi się, że śpi.
- Jamie...  Jamie, śpisz ?
- Nie. - przysunął się do mnie i przytulił do piersi. - Ale chciałbym zasnąć. Opowiedz mi coś.
- A o czym chcesz posłuchać ?
- Opowiedz mi o duszach.
- Przecież już opowiadałam ci o nich.- zdziwiłam się, ale przytuliłam go mocniej.
- Wiem, ale lubię o nich słuchać. Proszę, opowiedz.
- No dobrze. - westchnęłam, a w głowie przygotowałam sobie plan opowieści.
- No więc... Zaczęło się to dwa lata temu. Na naszą planetę przyleciały nieznane nam istoty, Zawładnęły nami, jakbyśmy byli ich lalkami. Dusze wszczepiono do ludzkich ciał, by mogły normalnie żyć. Można je poznać po bliźnie na karku oraz po srebrnych kręgach wokół źrenic. Są przyjazne, jak mi wiadomo. Ufają sobie. Nawet w sklepach nie muszą płacić. Nadal szukają pozostałych rebeliantów. Prawdopodobnie tylko my zostaliśmy w tym mieście....- Smutne. Może nawet już nigdy nie zobaczymy swoich rodziców. Chciałam już kontynuować opowieść, ale zauważyłam, że Jamie zasnął. I to bardzo szybko. Położyłam go na macie, a sama wyszłam przed grotę. Słońce już pomału chowało się za górami. Powinnam wyruszyć na wyprawę. Kończą nam się zapasy. Wyruszę jutro przed zachodem słońca. Wróciłam do jaskini i położyłam się obok Jamie'go...
- Melanie ! Melanie, obudź się ! - Jamie szarpał mnie za ramiona. W jego oczach widział lekkie przerażenie oraz zaskoczenie.
- Jamie... Co się stało ?
- Chyba tu idą ! Łowcy ! - Rzeczywiście. W oddali było słychać ciężkie kroki.
- Szybko, chowaj się ! - poderwałam się z miejsca, ciągnąc Jamie'go ze sobą. Wsadziłam go to niewielkiej szczeliny. Miałam szczęście, że jest małych proporcji. Ja sama wyjrzałam lekko za skały. Miał rację. Łowcy tu szli. Na czele szła kobieta o jasnych włosach, około czterdziestki. Z tyłu szło dwóch zbudowanych mężczyzn. Schowałam się jak najszybciej do szczeliny, by mnie nie zauważyli. Modliłam się, by tu nie weszli.
- Łowco, nie warto iść dalej. Przeszliśmy już spory kawałek i nic nie znaleźliśmy.
- Musimy wracać. Trzeba rozładować kapsuły na Planetę Mgieł.- Co ? Jaka Planeta Mgieł ? Czy na innej planecie też żyją ludzie ? A może nazwali tak tylko jakiś schowek ?
- Widziałam tu kogoś. Na pewno.
- Pewnie był to tylko jakiś turysta. Wiele osób się tu kręci.
- Dobrze.- nastała chwila ciszy - Chodzmy.- poczekałam, aż ich stłumione głosy i kroki ucichną. Gdy było już zupełnie cicho, podbiegłam do Jamie'go.
- Jamie ! Bawiłeś się przed grotą ?
- Chciałem tylko popatrzeć na pustynię... Była wtedy taka...
- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie wychodził poza kryjówkę. Następnym razem tego nie rób, dobrze ?- chłopiec kiwnął głową, a ja go przytuliłam. - Dzisiaj muszę wyruszyć na wyprawę. Mamy mało jedzenia. Wyruszę wieczorem,a ty masz tu czekać jasne ? Powinnam wrócić o świcie. Jeżeli ktoś tu przyjdzie, uciekaj. Najlepiej do lasu.
- Ale wrócisz ?
- Oczywiście. Obiecuję...
Na wieczór pożegnałam się z Jamie'm i wyruszyłam. Trudno było iść po kamiennym szlaku. Nie miałam do tego butów. Spowalniał mnie jeszcze plecak, który był przepełniony do połowy. Pomimo, że słońce już zaszło, nadal było parno. Zadrapałam sobie całe kolana i łokcie. Chciało mi się pić, ale wiedziałam, że nie mogę się teraz napoić. Nie starczyłoby mi na resztę. Po godzinie, dotarłam na autostradę. Chowałam się za krzakami, które nie wiadomo jak wyrosły na tej pustyni. Odetchnęłam z ulgą, gdy dotarłam do miasta. Do domu Cleawoters'ów zostało mi ok. dziesięć kilometrów. Teraz szło mi się o wiele lepiej. Do mieszkania weszłam tylnymi drzwiami. Ktoś mógł nadal tam być. Na szczęście w domu było pusto. Wolałam nie zapalać światła, by nikt mnie nie nakrył. Najpierw zaczęłam przeszukiwać szafki w kuchni. Wzięłam noże, różne narzędzia i inne potrzebne rzeczy. Później zaczęłam opróżniać lodówkę. Wyjmowałam wszystko. Sery, mleko, jogurty... A wtedy... Usłyszałam za sobą kroki. Chciałam uciec, ale wtedy ten ktoś złapał mnie za ramiona i podłożył coś ostrego pod brodę.
- No, proszę ! Zabij mnie ! Na co czekasz ?! - krzyczałam. Wolałam już być martwa niż zamieniona w tego pasożyta. Upuściłam plecak przez co moje ręcę stały się wolne, ale nadal nie mogłam sobie pomóc. Mężczyzna - poznałam po budowie ciała - obrócił mnie i oparł plecami o lodówkę. Poświecił mi latarką w oczy. Długo mi się przyglądaj.
- Niewiarygodne... Jesteś człowiekiem - wydyszał i pocałował mnie. Co ?! Co ten pasożyt sobie robił ?! Wyrwałam się z jego objęć, zbierając za sobą plecak. Biegłam ile sił w nogach. Nie mógł mnie dogonić. Byłam dobra w bieganiu. A nawet bardzo dobra. Lecz nadal słyszałam go za mną. Przyśpieszyłam, ale to nic nie dało. Był szybszy. Przewrócił mnie na plecy i przytrzymał nogami moje ręcę. Nie miałam jak się wyrwać.
- Spokojnie ! Zobacz, ja też jestem człowiekiem ! - poświęcił sobie latarką w oczy.Były zielone, bez żadnego odcienia srebra. Niewiarygodne...
- Pokaż kark.
- Nie mogę. Mam tam bliznę. Musiałem sobie ją zrobić by myśleli, że jestem jednym z nim. Bolało, ale opłaciło się..
- Możesz ze mnie zejść ? - posłusznie wypełnił  moje polecenie. Wstałam ocierając brud ze spodni
- Przepraszam od dwóch lat nie widziałem człowieka.
- Ani pewnie nie całowałeś. Muszę iść. Ktoś na mnie czeka.
- Nie jesteś sama ?
- Nie. Jestem z bratem, który na mnie czeka. Naprawdę muszę iśc.
- Mogę cię podrzucić moim jeepem. Tam stoi - Słucham ? Ma auto ?! Szłam tu pięć godzin, a on ma samochód... Super. Za dużo wrażeń jak na dziś.- Teraz i tak cię nie opuszczę. Gdzie macie kryjówkę ?
- W górach, nieopodal pustyni.
- Byłem tam, kiedyś. A tak w ogóle nazywam się Harry Styles.
- Melanie... Melanie Stryder.
- Miło mi cię poznać Mel. Mogę tak mówić ?
- Tak... Tak będzie nawet lepiej.
- No to co ? Idziemy do auta ? - wyciągnął do mnie rękę. Po chwili zastanowienia złapałam ją. Nie miałam nic innego do zrobienia...
                                                                                                                                                     ~ By Olcia.

środa, 8 maja 2013

Dobra ludzie.


Dobra ludzie, nie mogę się już doczekać. ! Robię opowiadanie na podstawie bestselleru Stephenie Meyer "Intruz". A to znaczy: Nowe opowiadanie. Nowi bohaterowie. Oczywiście powieść będzie powiązana z One Direction. Myślę, że wam się spodoba nowe opowiadanie. Jeżeli chcecie dowiedzieć się konkretniej o tej powieści, to wpiszcie sobie w wyszukiwarke.xd
~ Olcia.

sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 7.


" Znów stoję pośrodku ulicy. Nie kojarzę tego miejsca. Nie znam go. Nie poznaję, żadnego z domów. Znów ubrana jestem w sukienkę. Rozglądam się. Szukam czegoś, lecz jeszcze nie wiem czego. Widzę go. Stoi na końcu ulicy. Chcę, żebym do niego przyszła. Czuję, że jest bezpieczny. Czuję, że mnie ochroni. To jego szukam. Biegnę. Biegnę w jego stronę. Jestem coraz bliżej. Czeka na mnie. Uśmiecha się. Wiem, że się uśmiecha, choć nie widzę jego twarzy. Jest zamazana. Jestem coraz bliżej. Czeka na mnie. Chce go chwycić, ale go już nie ma. Wszystko robi się rozmazane...."

I obudziłam się. Znowu cała zlana potem i zmęczona. Sięgnęłam po telefon, ale przypomniało mi się, że jest sobota. Wstałam. Nie mogłam już spać. Byłam za bardzo pobudzona. Znowu ten sen. Usłyszałam sygnał mojego telefonu, gdy przychodzi sms. Sms od Harry'ego. " Zabiorę cię gdzieś. Tam gdzie na pewno jeszcze nie byłaś ". Po czym ja odpisałam " No nie wiem.:) ". Godzina 17. Na tą godzinę powinnam czekać na niego pod domem. A była już 11. Dziwne. Nigdy tak długo nie spałam. Zawsze budziłam się wcześniej. Ba, byłam do tego przyzwyczajona. Tony'ego nie było. Dopiero po pewnym czasie przypomniałam sobie, że ma dziś trening. Trening z Nick'iem. Gdy o nim myślę, robi mi się niedobrze. Jak o nim pomyślałam, odechciało mi się jeść moje musli. Wylałam je i popędziłam na górę. Pomyślałam, że nie będę się dzisiaj z nikim spotykać. Wybiorę strój na spotkanie z Harry'm i posiedzę sobie z moimi nudami.
- Dzisiaj pod liceum w Londynie doszło do katastrofy. Chevrolet uderzył w Forda, powodując karambol i uszczerbki na zdrowiu drugiego kierowcy. Obaj kierowcy z pasażerami są w szpitalu. Apelujemy o szczególną uwagę na drogach... - usłyszałam poranny głos dziennikarza w telewizji. Niewiarygodne, że w Londynie jest aż tyle wypadków. Nie rozumiem....
* Godzina 16.55 *
Pędziłam jak oszalała, by zdążyć na czas. Cała zmachana doszłam do pobliskiego skrzyżowania i oparłam się o kolana, by chwilę odsapnąć. Go jeszcze nie było. Miał czekać. I wtedy zaczęło lać."Tylko nie to" pomyślałam i szybko schowałam się pod murem, chociaż i tak byłam już cała mokra. Jak ja się teraz mu pokaże ? Wyglądam jak zmokły pies.


Niektóre kropelki deszczu nadal pieściły moją skórę. Dalej nie mogłam się schować. Aż zza progu przyjechało BMW. Wiedziałam, że to on. Zaparkowałam przed murem i pewnie czekał, aż przyjdę, ale nie miałam zamiaru. Bałam się wejść do tego pięknego BMW w mokrych ciuchach. Po chwili czasu, Harry wyjrzał przez szybę.
- No chodź. Zmarzniesz.
- Nie mogę.- Nadal stałam w tym samym miejscu. Byłam przemoczona. Harry zrezygnowany wysiadł z samochodu i podszedł do mnie. Jego loki w chwilę, wyprostowały się, i przez to wyglądał trochę śmiesznie.
- No chodź. Boisz się ?
- Nie.
- To co się stało ?
- Ja... Nie mogę wejść do takiego auta, w mokrych ubraniach.- roześmiał się.\
- Wiesz to auto może na zewnątrz wygląda na fajne, ale w środku jest okropny bałagan. Nie miałem czasu posprzątać. Uwierz. Chodz - wyciągnął do mnie rękę. Pomału złapałam ją i dałam się wciągnąć do auta. Rzeczywiście, Harry miał bałagan. Wiele gazet, dokumentów oraz kilka kubków po kawie.
- Widzisz... Ja też jestem mokry. - uśmiechnął się, pokazując swoje dołeczki. Kąciki moich ust też powędrowały ku górze. Niewiarygodne... Chyba się zakochałam...

sobota, 13 kwietnia 2013

Heej ! Chciałabym ogłosić, iż 6 rozdział jest pod postem niżej. Niestety ntak się złożyło.;c Ale mam dla was super filmik. Powstała polska parodia "Kiss You" chłopaków z Leszna.<3

Dla mnie super.<3

czwartek, 4 kwietnia 2013

Imagin ? A może wspomnienia ?

Każda Directioners pamięta dzień w, którym pokochała tych pięciu chłopaków. Pamięta dzień w, którym pierwszy raz usłyszała ich piosenke. Przecież tego nie da się zapomnieć.
Jesteś z nimi od początku. Cieszysz się ich szczęściem, wygranymi... Masz w pokoju sterte ich plakatòw, słuchasz ich na okrągło, kupujesz ich płyty i biografie, znasz na pamięć wszystkie piosenki, głosujesz na nich by mogli cieszyć się wygraną...
Nie obchodzą cię rzucane hejty w ich strone, bo i tak wiesz, że są najlepsi. Nie obchodzi cię zdanie innych.
Czekasz na ich koncert w Polsce, modlisz się o to.
Lecz czasami rozmyślasz. Oni mieszkają w Wielkiej Brytanii, Ty w Polsce. Dzieli was tysiące kilometrów. Łzy spływają ci po policzkach i nie możesz się opanować. Dopiero po chwili możesz się opanować. I myślisz Rzeczywistość.
A później znowu uśmiech pojawia się na twojej twarzy. Bo mimo to, że może nigdy ich nie spotkasz, Kochasz ich.
A tak z innej rury:
Jestem szczęśliwa, że jestem Directioner. Nigdy nie będę żałować tej decyzji. Nawet jeśli będą mieli po 50 lat, zostaną w moich sercach....

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 6.

... Gdy nagle potknęłam się. Złapałam się za obolałe kolano i podwinęłam spodnie. Poleciała krew.
- Oj - bąknęłam. Ze wściekłości zapaliłam papierosa. Czemu zawsze mi się to zdarza ? Jestem aż taką niezdarą ? Gdy wròciłam do domu, od razu poszłam do łazienki. Napuściłam gorącą wodę i po chwili byłam już w wannie. Kolano zaczęło szczypać, ale za bardzo się tym nie przejęłam. Jestem przyzwyczajona do tego, że jestem taką łamagą.
- Jenna, ile można siedzieć w łazience ?! - Tony zaczął się wkurzać.
- Zamknij się ! - wrzasnęłam. Ucichł. Nigdy tak nie powiedziałam. Nigdy tak ostro się do niego nie odezwałam. Co się ze mną dzieje ? Czemu stałam się taka oschła ? Życie zmienia ludzi. Najgorsze było to, że nie miałam wyrzutòw sumienia po tym co powiedziałam. Stawałam się jakąś... Nie ma słów dla takiej jak ja.
Wyszłam z wanny, ubrałam się w pidżame i poszłam do pokoju. Nie wiele myśląc włączyłam laptopa, by napisać posta na bloga.
" Nowe życie. Nowi znajomi. Wszystko zaczyna się od nowa. Nic nie jest po staremu. Wszystko odwróciło się o 180°. Stałam się oschła i dzika, a kiedyś byłam miła i wesoła. Co się ze mną dzieje ? Czy nie mogę być tą dziewczyną co kiedyś ? " Zadzwonił telefon.
- Tak ? - odebrałam.
- Cześć. To ja Harry.
- Ooo... Cześć Harry. No co tam ?
- Wiesz... Potrzebuję pocieszenia.
- Nawalaj.
- No. Pokłóciłem się z moim przyjacielem. Nie wiem jakto odkręcić.
- Pogadaj z nim...
- Chciałem, ale nie chce ze mną rozmawiać.
- To pròbuj. Jeżeli to twoja wina to przeproś.
- No okay. Spróbuję z nim pogadać. Dzięki. Do jutra.- rozłączył się. Rozwaliłam się na łóżku. Po chwili zasnęłam, odganiając od siebie złe myśli...

Przepraszam.<3 Przepraszam, że takie krótkie, ale pisze z telefonu. I że w ogóle tak długo. Jako przeprosiny, macie moje zdjęcie z Julcią. Zgadnijcie, ktòra to ja !! ;D ( robione wczoraj.:) )

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział 5.

Stoję pośrodku ulicy. Nie wiem gdzie jestem, rozglądam się dookoła. Patrzę na swòj strój. Jestem ubrana w żółtawą sukienke z wzorami kwiatków. Na głowie spoczywa wiązanka ze stokrotek. Czuję się szczęśliwa, ale też zagubiona. Szukam kogoś, ale nie wiem kogo. Widzę go. Stoi na końcu ulicy. Chce się do mnie przytulić, ale jestem za daleko. Biegnę... Biegnę jak najszybciej w jego stronę, ale on się oddala. Z każdym moim krokiem w przòd, on się oddala do tyłu. Chcę go. Czuję, że go kocham. On znika.


                       
                                        

Budzę się cała zdyszana i spocona. Obok mnie świruję mój budzik, który zawsze dzwoni o tej porze. Wyłączyłam go. Dyszałam, nie mogłam złapać oddechu. Nie wiedziałam, że taki piękny sen, a zarazem okropny może tak przestraszyć człowieka.Kim był ten chłopak ? To pytanie mnie nurtuje.
Zanim doszłam do siebie minęło trochę czasu. Gdy już mogłam złapać oddech, ubrałam się < link >. Lekko spóźniona, dotarłam do szkoły. Zajęłam swoje miejsce i zaczęłam pisać notatki z nieprzydatnej mi biologi. Vicki nie było dziś w szkole. Poinformowała mnie już o tym wczoraj, a ja idę dziś po lekcjach dać jej lekcje. Dopiero pod koniec lekcji przypomniało mi się, że Harry ( jak pamiętam ) miał czekać na mnie pod szkołą. To mnie bardziej dobiło. Myśli, że nie jestem odpowiedzialna ? Zobaczy. Przed szkołą zaczęłam go wypatrywać. Bez skutku. Wyszło na to, że zostałam na dziedzińcu sama. Już chciałam iść, ale zauważyłam go. To ta sama żółta kurtka, która cały czas mnie prześladowała.
- Czekasz. Myślałem, że sobie pójdziesz.- powiedział.
- Obietnica to obietnica. Idę do przyjaciółki, dać jej lekcje.
- Odprowadzę cię kawałek.
- Jeśli tak bardzo chcesz.
- Tak w ogóle to... Ty jesteś taka inna.
- Czyli jaka ? - zdziwiłam się.- Z innej planety ?
- Nie - zaśmiał się - Inni jak mnie widzą to inaczej reagują.
- Rozumiem.
- No, ale to nic. Mam jeszcze takie pytanie.
- No pytaj.
- Dasz się gdzieś wyciągnąć ?- spytał z trudem.
- Noo... Jeżeli ładnie poprosisz.
- Jenno, czy uczynisz mnie szczęśliwym facetem i dasz się gdzieś wyciągnąć ?
- No dobra.- uśmiechnęłam się.- Muszę iść. Tu mieszka moja przyjaciółka.
- Ok. To wpadne po ciebie jutro o osiemnastej ok?
- Jasne. - pożegnałam się. Myślałam, że to sotkanie będzie inaczej wyglądać. Mój plan miał wyglądać tak, że będę na niego zła za to, że kazałam mi na niego czekać.Wyszło inaczej. Mam nadzieję, że Vicka tego nie widziała.
- Cześć - powiedziała, gdy przekroczył próg jej domu - Było coś ciekawego w szkole ?
- Same nudy. Jak zawsze - podałam jej lekcje, chwilę jeszcze pogadałyśmy. Gdy wyszłam, zapadał już zmrok. Szłam, gdy nagle....

środa, 20 marca 2013

Gify i pare informacji.

Cześć kochane. Powiem tylko tyle, że rycze. Powód ? Prawdopodobnie Eleanor i Louis się zaręczyli. To okropne. Chce, żeby Louis był szczęśliwy, ale... Nawet jeśli on jest za młody. Przechodząc do innego tematu. Danielle i Liam zamieszkali razem oraz adoptowali pieska o imieniu "Loki". Jest naprawdę słodki. Dam wam trochę imagifów.


[T.I] - Chyba powiększe sobie piersi.
 N:

H - Na takie !!

[ T.I ] - Ok, jutro pójdę na wizytę.
N:
H - Jeest !


Z - Dostałem prace !
N -

Z - Nie wierzysz we mnie ?
N - Oj no wierze, wierze.




Wiem, że mało bo tylko 2, ale nie mam ochoty dzisiaj na nic. Papatki ;*

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział 4

Chyba nigdy nie zmachałam się tak przy bieganiu. Musiałam się zatrzymać, bo nie mogłam złapać oddechu. Słyszałam szybkie bicie swojego serca. Oparłam się o murek, powoli siadając. Położyłam torbe obok swoich tenisòwek i zamknęłam oczy. Wzięłam głęboki oddech i związałam włosy w kucyka. Jeszcze chwile posiedziałam, a potem wstałam i ruszyłam w swoją stronę. Gdy postawiłam pare kroków, moim oczom ukazał się Nick. Uśmiechnęłam się w duchu i ruszyłam do niego. Niestety za chwilę znowu się zatrzymałam, bo nie wierzyłam swoim oczom. O murek oparta była dziewczyna, a Nick zaczął ją całować. Najgorsze było to, że tą dziewczyną była Megan. Kolana zaczęły mi się uginać, nie wiedziałam co zrobić. Gdy Nick mnie zobaczył uśmiech z jego twarzy zniknął i zaczął biec do mnie. Nadal nie mogłam się ruszyć, tylko stałam i patrzyłam na niego.
- Jenna... To nie jest tak jak myślisz - złapał mnie za ramiona. Nie mogłam otworzyć ust, cały czas byłam w szoku.- Jenna... Muszę ci coś powiedzieć.... Ja po poprostu nic... Nic już do ciebie nie czuję. Nie chciałem ci tego mówić, bo bałem się, źe cię zranię.
- I myślisz - odzyskałam głos - że nie mówiąc mi tego byłoby lepiej ?
- T- Tak.
- Jesteś idiotą. Nie wiem jak można być takim głupim. - odwròciłam się i poszłam nie powstrzymując łez. Nie płakałam, dlatego, że mnie zostawił. Płakałam, dlatego, że nie wiedziałam jak mogłam być taką idiotką i kochać go. To był błąd. Bardzo bolesny błąd. Na szczęście w domu nikogo nie było. Mogłam wypełniać swój plan.
Wyciągnęłam małą karteczke i zaczęłam pisać:
" Rodzice - Nie gniewajcie się. Dla takiej głupiej jak ja, nie ma tu miejsca. Kocham Was xoxo
Tony - Kocham Cię braciszku.Masz dbać o siebie i walczyć o Vicke. Życzę Ci szczęścia :)
Vicki - I love u <3.Te nasze wygłupy. Dbaj o siebie. Zobaczymy się w tym "lepszym" świecie.
                                              Jenna
Po czym zostawiając wszystko, wyszłam z domu, nie zamykając go na klucz. Dotarcie na miejsce zajęło mi pięć minut. Wieżowiec stał tuż obok. Pojechałam windą na 10 piętro, a pòżniej weszłam na dach budynku. Stanęłam na krawędzi dachu. Przez chwilę zastanawiałam się czy dobrze robię, ale szybko o tym zapomniałam. Już chciałam skoczyć gdy ktoś mnie złapał w talii  i pociągnął do tyłu.
- Nick, zostaw mnie ! - zaczęłam się szarpać, ale on był silniejszy.
- Nie znam żadnego Nick'a - usłyszałam ochrypły głos.
- Nie ważne kim jesteś, ale masz mnie puścić !
- Żebyś się zabiła ? Nie skorzystam.- przestałam się szamotać bo i tak nie miałam z nim szans.
- No dobrze nie skocze, ale możesz mnie puścić ? - spytałam. On delikatnie mnie puścił. Nadal czułam jego oddech na karku, więc nie miałam szans na ucieczke. Powoli się odwròciłam, ale pożałowałam tego gdy zobaczyłam kto to. Czemu to mi akurat się zdarza ? Czemu to znowu on ?! Pytam się czemu ?!
- Czemu chciałaś to zrobić ? - spytał wkładając ręcę do kieszeni.
- Nie znam cię na tyle, żeby wszystko ci mòwić.- prychnęłam.
- No dobrze. To jestem Harry. - uśmiechnął się.
- Jenna... - wymusiłam delikatny uśmiech.
- Miło mi cię poznać. Chodzisz jeszcze do tego liceum ?
- Tak, niestety.
- Przyjdę po ciebie. Nie chce, źebyś sobie coś jeszcze zrobiła.
- Nie musisz się o mnie troszczyć.
- Ale i tak przyjdę. I masz obiecać, że mi nie uciekniesz, jasne ?
- No okay... Ale do domu mogę wròcić sama ?- zaśmiał się melodyjnym głosem, przez co ukazały się jego dołeczki. Były takie śliczne. Na chwilę odpłynęłam, ale po chwili się opanowałam.
- Pozwalam.
- To... Do zobaczenia ?
- Do zobaczenia.- minęłam go i zeszłam na dół. Niestety mòj plan nie wypalił. Ale... Lepiej późno niż wcale. Gdy powròciłam do domu szybko zgniotłam " list " i wyrzuciłam go do kosza. Nikt go nie zobaczy ( na razie ) ani nikt go nawet nie dotknie. Tajemnica. Po tym ekscytującym dniu położyłam się spać.

Takie sobie. Przepraszam, że krótkie. I przepraszam jak dialogi nie są oddzielone, ale pisze z telefonu.


poniedziałek, 4 marca 2013

Informacje.

Cześć :) Mam takie małe informacje. Nie będę już tak często dodawać rozdziałòw. Powody: Mam też innego bloga i muszę pisać rozdziały. Oraz szkoła. Dużo uczenia się itd. Postaram się dodawać rozdziały od tygodniaa to dwòch tygodni. A może i szybciej. Rozdział 3 jest już pisany c: Jeżeli ktoś chce mnie wyszukać na twitterze to pod @OlaSianos . Mam jeszcze jedną wiadomość. Jeżeli chcecie umieścić swój imagin na moim blogu to wysyłajcie je na adres sianosola2000@interia.pl  Oczywiście nie zawsze jestem na komputerze. Ale wysyłajcie swoje imaginy, a napewno je umieszcze na moim blegejszyn. Możecie też wysyłać linki do swoich blogów, to też umieszcze je tutaj. Dzięki za uwage.xoxo
                             

Rozdział 3

Po przyjściu do domu, zastałam wszystkich w swoich pokojach. Tylko tata siedział jeszcze przed telewizorem i oglądał mecz. Tak mi się zdawało, że oglądał, ale mógł też zasnąć jak to on. Było już pozmywane i posprzątne. Postanowiłam wziąść gorący i odprężający prysznic. Rozebrałam się i weszłam do kabiny, odkręcając wode. To niewiarygodne, że w centrum handlowym spotkałam taką sławną osobe. Ale skąd miałam wiedzieć, że jest piosenkarzem ? Chodz mieszkam w Londynie nigdy o takim zespole nie słyszałam. Chociaż Londyn nie jest, aż taki wielki jak to się niektòrym osobom wydaje. Wytarłam się ręcznikiem i założyłam swoją, nieco przy dużawą pidżame. Włączyłam laptopa i postanowiłam dowiedzieć się więcej o tym zespole. Dowiedziałam się tylko jak się nazywają, skąd pochodzą, jakie mają piosenki i to, że brali udział w X-factorze zajmując trzecie miejsce. Do tego napisałam jeszcze posta na bloga:
"Niewiarygodne spotkać gwiazde w centrum handlowym i nawet nie wiedzieć kto to jest. Naprawdę nie wiem czemu tak się tym przejmuje. Wzasadzie to normalny człowiek. Ale dość pisania o tym dziwnym zjawisku. Spotkałam się dzisiaj z Victorią, a wczoraj z Nick'iem. Czasami mam go nawet dość. Jest zazdrosny o byle jaki uśmiech do chłopaka. Może jeszcze będzie nademną czuwał jak wròcę do szkoły ? Każda dziewczyna chce, żeby jej chłopak był uroczy oraz by obdarowywał ją ròźnymi prezentami. Ja chciałabym, żeby mój chłopak był... Dobrze napewno uroczy oraz, żeby pomagał mi z moim Stevem. Zapomniałam powiedzieć kto to jest Steve. Steve to mały guz, ktòry siedzi sobie w mojej głowie i czeka na usunięcie, ktòre odbędzie się za kilka miesięcy, a dokładnie w czerwcu. Pewnie pomyślicie, że palenie to zły pomysł, ale staram się to rzucić i być szczęśliwa jak każda inna nastolatka. Cieszyć się z życia i być kochana."
Tak skończyłam posta. Nie chciałam za bardzo się rozpisywać i tak zapewne nikt nie czyta tego bloga. Wzasadzie to dobrze, bo tak jakby mój pamiętnik. Wtedy zadzwonił telefon. Dzwoniła Vicki. Zawsze dzwonimy do siebie wieczorem i gadamy całą noc. Taki nasz zwyczaj. Wcisnęłam zieloną słuchawke i przycisnęłam telefon do ucha.
- Cześć Vicki - powiedziałam kładąc się na łóżku.
- No hej - odpowiedziała - Patrzyłaś coś o nich ?
- Tak trochę. Coś tam wyszukałam, ale nie za wiele.
- Czemu tak się przestraszyłaś jak pokazałam ci ich zdjęcie ?
- Noo - nie wiedziałam co odpowiedzieć - Pewnie ci się przewidziało.
- Raczej nie, ale mniejsza z tym. Coś mi chciałaś powiedzieć.
- Aaa taak. Mam takie pytanie, ale pytam tylko z ciekawości. Podoba ci się może... Tony ?
- Tony ? To miły i uroczy chłopak, ale nie w moim guście.
- Rozumiem. Tak tylko pytam z nudów.
- Mi też się nudzi. Chyba zaraz pójde spać. Głowa mnie boli, a jutro ten test z biologi.
- To najlepiej idz spać.
- Tak chyba zrobię. Dobranoc.
- Dobranoc - rozłączyłam się. Przykryłam się kołdrą pròbując zasnąć.
* kilka dni później *
* przed liceum *
Stoję przed tym wejściem i nie wiem co zrobić. Wejść czy poczekać na Victorie ? Może już jest w środku ? Tak dawno tu nie byłam. Zauważyłam, że odmalowali budynek. I bardzo dobrze. Tamta farba już zszarzała i zostały z niej tylko strupy, a teraźniejszy kolor dodawał tej szkole uroku.
- Dobra, ogarnij się.- powiedziałam do siebie - To tylko szkoła, przecież cię nie zje. - pchnęłam drzwi i weszłam do środka. Już po kilku krokach czułam na sobie wzrok każdego. Zarumieniłam się, a żeby to ukryć spuściłam głowę i ułożyłam włosy na twarz. Dotarłam do swojej szafki i włożyłam do niej książki.
- Ooo cześć - obok mnie stanęła Megan i jej sfora. Ta okropna Megan. Niechętnie odwròciłam się w jej stronę.
- No hej - szepnęłam nie patrząc jej w oczy.
- Wcale się nie zmieniłaś przez ten czas. Ale zrobiłaś coś... Z włosami ?
- Tak. Przefarbowałam końcówki - odpowiedziałam trochę odważniej. Spojrzała na moje włosy. W jej oczach przez chwilę widać było zazdrość. Jej matka oczywiście nie pozwoliłaby jej na to.
- Bardzo ładnie wyglądasz. A jak ci się układa  z Nick'iem ? - spytała uśmiechając się do mnie.
- Jest dobrze. Nawet super.
- Musisz na niego uważać. Jak ciebie nie było to ciągle latał za dziewczynami. Nawet za mną - to ostatnie zdanie powiedziała trochę ciszej.
- To już moja sprawa. Nie musisz się tym interesować - odeszłam i pokierowałam się w stronę swojej sali. Już wtedy ujrzałam Vicke stojącą obok Nick'a.
- Cześć - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Hej - Nick pocałował mnie z policzek - Co tam ?
- A miałam małą konfrontacje z Megan, ale jest okay.- zadzwonił dzwonek. Weszłyśmy do klasy i tak minęła mi reszta popołudnia.
Wracałam do domu swoją ulubioną ścieżką. Tą najkròtszą oczywiście. Wtedy zza zakrętu wyłoniła się jakaś postać w żòłtej kurtce. Tylko nie to... Czy to znowu może być on ? To nieprawdopodobne. Ale to jednak on. Boże co mam zrobić ? Szybko skręciłam w lewo i przyśpieszyłam kroku.

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział 2 #I don't know who it is

Umòwiłam się z Nick'iem o dziewietnastej pod centrum handlowym. Nie mogłam się już doczekać. Ale myślę, że on będzie chociaż normalny. Mama zawołała nas na kolacje. Założyłam sweter, żeby nie było widać moich blizn. Usiadłam na krześle, a mama położyła przede mną talerz ze spaghetti.
- Specjalnie dla ciebie. Wiem, że bardzo lubisz - powiedziała mama.
- Dzięki - odpowiedziałam. Wszyscy zaczęli jeść.
- Macie jakieś plany na ten wieczòr ? - spytał tata - Moglibyśmy porobić coś razem.
- Ja bardzo chętnie - oznajmiła mama.
- Ja też - powiedział Tony.
- A ja nie mogę - oznajmiłam - Spotykam się z Nick'iem.
- A nie możesz jutro ?
- Daj jej spokój - powiedziała mama - Niech się nacieszy.
- To ja lece - odłożyłam talerz do zlewu.
- Przecież ty nawet nic nie zjadłaś.
- Nie jestem głodna. Pa - wyszłam z domu. Nareszcie spotkam się z Nick'iem. Nie widziałam go od dawna.Starałam się jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Kiedy go zobaczyłam od razu do niego podbiegłam.
- Jenna ! Nareszcie cię widzę.- przytulił mnie i pocałował.
- Ale się stęskniłam. Czemu mnie nie odwiedziłeś ?
- Przepraszam, przecież wiesz, że ćwiczymy z kolegami. Nie fochasz się ?
- No oczywiście, że nie. Idziemy coś sobie kupić ?
- No jasne. Chodź- złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę pierwszych sklepów. Naprawdę było tego wiele. Wtedy mój wzrok przeniósł się na chłopaka w źółtej kurtce z kapturem  na głowie. Mimo iż nie było widać, aż tak bardzo jego twarzy to zauważyłam, że ba brązowe loczki i zielone oczy. Wtedy spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął. Ja zrobiłam to samo tylko tylko bardziej śmiało.
- Ej- Nick mnie szturchnął - Podoba ci się inny ?
- No wiesz... Tylko się na niego spojrzałam. Nie możesz być taki zazdrosny. Chodź lepiej do tego sklepu.-Weszliśmy do mojego ulubionego ciucholandu. Zawsze było tu pełno ślicznych ciuchów. Ja upatrzyłam sobie to < link >. Tak wiem. Bluzka z tekstem Justin'a Bieber'a. Ale to nawet fajnie, ja do niego nic nie mam. Pare jego piosenek znajdzie się na moim telefonie. Nick upatrzył sobie jakąś koszule w kratke. Gdy zapłaciliśmy poszliśmy jeszcze do kawiarni.
- Czyli za tydzień wracasz do szkoły ? - spytał gdy usiedliśmy na swoich miejscach.
- Tak. Może nawet wcześniej.
- To fajnie. Wiesz ile ta Megan o tobie plotkowała ?\
- Dowiedziała się, że tam byłam ?!
- Nie na szczęście nie. Ale domyślała się. Nadal każdy myśli, że byłaś na jakiejś zamianie i mieszkałaś przez te pare miesięcy u babci.
- To dobrze - westchnęłam.
- A co u... No tej twojej przyjaciółki ?
- Vicki... Ona ma na imię Vicki. Jest okay, ale trochę się pokłóciłyśmy.
- A o co ?
- Nie ważne. Idziemy ?
- Jak chcesz.- po 10 minutach wróciliśmy pod mój dom. Jakoś nie chciałam rozstawać się z Nick'iem. Wolałabym spędzić z nim tutaj całą noc.
- Przyjdziesz jutro ? - spytałam.
- Sorki nie mogę. Trenuję z kolegami. Wiesz za kilka dni zaczyna się nowy trening piłki nożnej.
- Jasne. A bo wiesz Tony się zapisał na te lekcje... Jakby co pomożesz mu ?
- No jasne. Masz to jak w banku - pocałował mnie i odszedł.
* Następnego dnia *
Wczesnym rankiem usłyszałam dżwięk oznaczający nową wiadomość. Wolnym ruchem wyciągnęłam telefon spod poduszki i przeczytałam " Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. Spotkajmy się o dwunastej w MilkshakeCity." Tak to był sms od Vicki. No cóż była dziesiąta, powinnam już się szykować. Ale w ogóle nie miałam zamiaru tego zrobić. Powoli zwlekłam się z łóżka. Ubrałam to co było na krzesełku i zeszłam na dół. Nikt jeszcze się tu nie plątał, więc mam swobodę. Zrobiłam sobie tosty i poszłam do swojego pokoju.
* Godzina 12.05 *
- Jenna przepraszam cię za wczoraj. Tak mi głupio - Vicki usprawiedliwiała się pijąc swojego shake'a.
- Nie ma za co przepraszać. Rozumiem chciałaś wiedzieć jak się czuję. Zapomnijmy o tym.
- Jasne.Nie uwierzysz co znalazłam w internecie. - wyjęła swój telefon i chwilkę na nim postukała - Oni są świetni ! - dała mi telefon. Wyświetlił się jakiś filmik, a dokładnie teledysk. Na dole napisane było "One Direction - What Makes You Beautiful " Obejrzałam chwilę, a póżniej podałam jej telefon.
- I co ? Świetne głosy. Teraz wyglądają zupełnie inaczej. Ściągnęłam pare ich zdjęć. Opacz to - pokazała mi zdjęcie. Przyjrzałam się dokładnie. Byłam zaskoczona. Wśród piątki chłopaków zauważyłam tego, którego spotkałam wczoraj w centrum handlowym/. Nie, chyba mam coś ze wzrokiem. To nie może być on.
- Aż cię zatkało. I nie uwierzysz, że mieszkają tutaj w Londynie. Może ich spotkam. Pewnie ich kojarzysz.
- Nie wiem kto to jest. - wydukałam.
- Raczej ich. Posłuchaj sobie w domu. Wciągniesz się.
- No nie wiem, nie wiem.
- A ja wiem ! - krzyknęła i zaczęła pić swój koktajl.
                                                                                                                                                              ~ By Olciaa.

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 1 #There is always okay.

Po przyjeździe do domu, pierwsze co zrobiłam przytuliłam moją kotkę Vanessę.
- Stęskniłam się za tobą.- po czym odłożyłam ją na łóźko. Nie chciało mi się rozpakowywać tych walizek, więc najpierw weszłam na komputer.


" WooW już w domu, po kilku miesięcznym siedzeniu w beznadziejnym szpitalu. Nareszcie mogę nacieszyć się swoją kotką i oczywiście moim przytulnym pokojem. Pachnie tu jakoś inaczej... Może mój brat przyprowadził jakąś dziewczynę ;D  Mam nadzieję, że spotkam się dzisiaj z Vicki, a może nawet z Nick'iem. Dawno ich nie widziałam. Cieszę się, że wróciłam do domu, ale już w aucie rodzice zaczęli pytać jak było, a tym zepsuli mi humor. Jakby się opanować nie mogli. Tak się zastanawiam czy ktoś będzie to czytał. Traktuję tego bloga bardziej jak pamiętnik. Zobaczymy jak dalej będzie"

Później weszłam na facebooka. Nic ciekawego. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedziałam.  Do pokoju wszedł nie kto inny jak Tony - Tony ! - krzyknęłam i mocno go przytuliłam.
- Cześć Jenn - tak, Jenn. Tony lubił tak na mnie mówić.- Wiesz jak tęskniłem ?
- A jak ja ? Co tam ciekawego ?
- Dzwoniła Vicky i chce się spotkać za godzinę w tej waszej ulubionej kawiarni. Idziesz ?
- No jasne. Chcesz iść ze mną ? - spytałam podnosząc jedną brew ku górze.
- Jeżeli mogę to bardzo chętnie - uśmiechnął się.
- Wiem, że ci się podoba.
- Kto ?
- No Vicki...
- Co ? Coś ty...
- Ehee...
- No dobra, trochę... Ale jak coś komuś powiesz to po tobie.- pogroził mi palcem. Ja udałam, że zasuwam sobie usta.
- Nie martw się. Muszę się jeszcze rozpakować.- westchnęłam.
- Pomóc ci ?
- Gdybyś mógł - Tony pomógł mi rozpakować wszystkie rzeczy. Trochę nam to zajęło. Po czterdziestu minutach wyszliśmy z domu. kierując się do miejsca, gdzie mieliśmy się spotkać. Tak się zastanawiam czy Vicki też będzie robić mi lekcje na temat mojego zachowania. Przez ten cały odwyk zmieniłam się kompletnie. Wcześniej chociaż paliłam i się cięłam to byłam miłą i wesołą dziewczyną. Oczywiście nadal palę. Tego już nie mogę odwołać. Teraz też staram się być miła, ale nie często mi to wychodzi. Moja osobowość stała się chłodna i wybuchowa. Inna dziewczyna niż kiedyś. Staram się. tylko tyle mogę powiedzieć.
- Jenna ! - krzyknęła Vicki gdy mnie zobaczyła. Pocałowała mnie w policzek i zaczęła mi się przyglądać.- Schudłaś przez ten miesiąc. Przepraszam, że cię nie odwiedziłam, ale miałam tyle spraw. Nie gniewasz się ?
- No jasne, że nie.- uśmiechnęłam się. Usiedliśmy obok stolika.
- Zamawiamy coś ? - spytał Tony.
- Tak, muszę się czegoś napić.- powiedziała Vicki.
- Mnie też suszy w gardle - odpowiedziałam- Pójdziesz ? - spytałam Tony'ego.
- Jasne. Zamówie wam koktajle.- poszedł.
- Zrobiłaś coś z końcówkami ? Są takie ciemniejsze - oznajmiła Vicki.
- Tak. Pomyślałam, że będzie ładnie wyglądać.
- I tak wygląda.- po chwili przyszedł Tony z kubkami.- A jak się czujesz ?
- A jak miałabym się czuć ? - zdziwiłam się - Przecież jest wszystko okay.
- No, ale... Jak wrażenia. Po pobycie tam....
- Nie mów, że ty też o to pytasz... Nie chce o tym rozmawiać.
- Dobrze. Przepraszam. Ja się tylko o ciebie troszczę.
- Nie trzeba. Sama o siebie umiem zadbać.
- Tak, ale po tym co robiłaś trzeba cię przypilnować.
- Czyli po czym ? - pomału traciłam kontrole.
- Miałam powód, żeby to robić.
- Ale po co to ? A później czekać tylko na to jak będziesz tego żałować.
- Wiem co robię! I jeżeli będę chciała to robić, to będę !
- Na pewno tego nie zrobisz !
- Moje życie i moje sprawy ! Nie wtrącaj się ! - po czym wstałam i wyszłam. Złość gotowała się we mnie. Nie obchodziło mnie to, że w kawiarni wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatke. Nie potrzebnie się wtrącają. Wyjęłam z torby papierosa i zapaliłam. Co chwile wypuszczałam dym z ust. Jednak powinnam rzucić to palenie. Słyszałam o tych chorobach. Nawet moja ciocia, która była nałogową palaczką zmarła na raka. Chyba kupię sobie te specjalne tabletki. Zgasiłam papierosa i poszłam do domu.

Siedziałam w swoim pokoju i nadal nie mogłam pojąć czemu wszyscy wtrącają się w nie swoje sprawy.  A najczęściej w moje sprawy. To mogło człowieka to szału doprowadzić. Wyjęłam z szafki małą żyletkę i podciągnęłam rękaw. Zaczęłam się ciąć. Trochę boli, ale jak zawsze dawało mi to przyjemność i ulgę. Na dywanie zauważyłam małe kropelki krwi. Szybko je starłam, żeby nie zaschły po czym włożyłam to "ostre narzędzie" z powrotem do komody. Wtedy zobaczyłam swoją listę, którą jeszcze przed wyjazdem do psychiatryka schowałam starannie i głęboko na dno półki. Od razu się uśmiechnęłam gdy ją zobaczyłam. Przed przeczytaniem włączyłam muzykę na swoim smartfonie.



  • Podcięcie żył   26.11.2012
  • Zastrzelenie  02.12.2012
  • Podcięcie gardła  14.12.2012
  • Powieszenie  30.12.2012
  • Skok z budynku
Tak to była moja lista. Prawie wszystko wykonałam oprócz zastrzelenia. Za bardzo się bałam. Gdy podcięłam sobie żyły znaleźli mnie rodzice i cudem udało się mnie uratować. Tłumaczyłam się, że to przez szkołę. Podcięcie gardła też nie poszło. Powieszenie prawie wyszło. Gdy już stałam na stołku do piwnicy wszedł Tony i w pore mnie uratował. Został tylko skok z budynku. Powinnam to zrealizować. Ale to nie teraz. Dopiero za kilka tygodni. Wszystko musi mieć swoją przyczynę. Ponownie schowałam kartke w to samo miejsce i zaczęłam kiwać się na krześle.

Rozdział 1 już jest. Chciałabym tylko zaznaczyć, że na początku nie będzie za bardzo o One Direction. Ale później się rozwinie ;D
                                                                                                                                                          ~By Olcia.

wtorek, 19 lutego 2013

Prolog. # Can i count on you

" Cześć. Jestem Jenna i mam 18 lat. Od kilku miesięcy mieszkam w szpitalu psychiatrycznym. Dzisiejszy dzień jest najlepszym w moim życiu, ponieważ wypisują mnie z tego ponurego miejsca.Pewnie jesteście ciekawi czemu tu trafiłam. Nienawidzę swojego życia. Moim  zdaniem jest ono beznadziejne. Przez to moje ciało jest pokaleczone i wyczerpane. Nie cierpię też swoich rodziców. Może i starają się być najlepszymi rodzicami pod słońcem, ale przysłali mnie tu do tej budy, a to nie był dobry krok. Mam też chłopaka Nick'a, który należy do szkolnej drużyny piłkarskiej. Tylko on podtrzymuje mnie tu jeszcze. On, Vicki i Tony. Vicki to moja najlepsza przyjaciółka, a Tony to mój ukochany brat. Pewnie wszyscy myślą, że rodzeństwo często się kłóci, wyrywają sobie nawzajem włosy i dyskutują kto ma rację. W moim i Tony'ego przypadku jest inaczej. My się nie kłócimy bardziej sobie pomagamy. Mam nadzieję, że ten blog pomoże mi to wszystko podporządkować. Może gdy wszystko wyleje tu w rzeczywistości poradze sobie lepiej ? Na razie to tylko przypuszczenia "

Wyłączyłam laptopa i schowałam go do torby. Wszystko było już spakowane i grzecznie leżało na łóżku. Wtedy do pokoju weszła pielęgniarka.
- Jenna, rodzice już na ciebie czekają. Są na dole.- oznajmiła, wieszając się na drzwiach.
- Nareszcie wyjdę z tego miejsca.-prychnęłam. Kobieta spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i wyszła, zamykając delikatnie drzwi. Wzięłam wszystkie torby i ostatni raz po patrzyłam na pokój. Pora wymazać ten okropny widok z mojego umysłu. Koniec koszmarów i nieprzespanych nocy. Już nigdy tu nie wrócę, na pewno. Wyszłam z pokoju i zostawiłam klucz w zamku. Zjechałam windą na dół. Po drodze żegnałam się z poznanymi tu osobami, aż wreszcie dotarłam do głównego holu.Gdy rodzice mnie zobaczyli uśmiechnęli się, ale ja nie odwzajemniłam uśmiechu. Jakoś nie miałam ochoty okazywać dzisiaj uczuć.
- Córciu - mama przytuliła mnie, ale ja nadal zostawałam w bezruchu.- Nareszcie będziesz razem z nami. Nie cieszysz się ?
- Cieszę, ale nadal pamiętam, że to wy mnie tutaj zostawiliście.
- Jenna przecież dobrze wiesz, że to dla twojego dobra. Chodzmy już do samochodu. Po drodze nam trochę poopowiadasz. Wyszliśmy z szpitala i ruszyliśmy w stronę auta. Ja szłam za rodzicami z torbą na ramieniu, a reszte rzeczy wziął tata. Włożył je do bagażnika, a ja rozsiadłam się wygodnie na tylnym siedzeniu. Wyjęłam telefon i słuchawki z kieszeni i zaczęłam słuchać muzyki. po chwili ruszyliśmy. Londyn o tej porze dnia zdawał się być ciemną mogiłą. Słońce chowało się za chmurami, czemu skutkiem był półmrok. Deszcz padał od samego rana i wyglądało na to, że będzie tak do końca dnia. Ale przyzwyczaiłam się do takiej pogody. To nazywało się życie w Londynie.

niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 24 #When you be happy

Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak umrę. Ale umrzeć za kogoś kogo się kocha... Wydaję się dobrą śmiercią. Otarłam się o śmierć tyle razy, że dawno wyrobiłam norę przeciętnego śmiertelnika. Zaczynałam oswajać się z myślą, że podobne sytuacje są w moim przypadku nieuniknione. Chyba rzeczywiście przyciągam je jak magnes. Upadek ze schodów. Skończył się rozbitą głową i paroma ranami. Skok z okna. Pare siniaków i głeboka rana na czole. A teraz to... Ale to nie było już przypadkiem. Uratowałam kogoś kogo kocham. Kogoś komu mogłabym poświęcić wszystko.
- Za chwilę powinna się wybudzić. - usłyszałam głos mężczyzny. Nic nie widziałam, tylko słyszałam.
- Ale przeżyje ? Ona musi się obudzić  ten głos znałam od dawna. To głos Lou. Cieszę się, że nic mu nie jest.
- Trzeba chwilkę zaczekać. Zostawie pana samego, a wrócę za dziesięć minut by sprawdzić jej stan.- usłyszałam kroki oraz trzaśnięcie drzwiami. Nie wiedziałam gdzie jestem. Próbowałam otworzyć oczy. Pomału otworzyłam powieki. Zaczęłam mrugać, z powodu światła które mnie oślepiało.
- Blaire ! Blaire to ja - Louis złapał mnie za rękę i mocno ją ścisnął.
- Lou ? To ty ? - spytałam ochrypłym głosem.
- Tak to ja. Jak się czujesz ?
- Słabo. Gdzie ja jestem ?
- Jesteś w szpitalu. Tu w Londynie. Miałaś wypadek.
- Pamiętam.
- Naprawdę ? Byłaś w śpiączce dwa tygodnie. Naprawdę to pamiętasz ?
- Jak to byłam w śpiączce ?
- Wpadłaś pod koła samochodu. Uderzenie było bardzo silne. Myśleliśmy, że się nie obudzisz. Uratowałaś mnie. Będę ci wdzięczny do końca życia.
- Musiałam to zrobić - spróbowałam się uśmiechnąć. Poczułam ostry ból brzucha.- Auu...
- Co się dzieje ? - przestraszył się.
- Mój brzuch. Boli.
- Blaire muszę ci coś powiedzieć.
- Tak ?
- Kochanie... Ty... Ty jesteś w ciąży.
- Słucham ? - doszczędnie mnie zatkało.
- Jesteś w ciąży. Będziemy mieli dziecko.- uśmiechną się. Ja po chwili zrobiłam to samo. Jestem w ciąży. To niesamowite. Noszę w sobie dziecko moje i Louis'a.
- Myślałam, że to matka powinna dowiedzieć się pierwsza.- zaśmiał się.
- Cieszysz się ? - spytał.
- Oczywiście. Jak mogłabym się nie cieszyć.
- No widzę, że wszystko w porządku ? - do sali wszedł mężczyzna, a na sobie miał kitel.- I jak się pani czuje ?
- Jest dobrze.
- Prosiłbym, żeby pan na chwilkę wyszedł dobrze ? Muszę ją zbadać - Lou wstał z krzesełka i wyszedł.
- Może pani usiąść ? Trzeba rozruszać te mięśnie.- podparłam się łokciami o łóżko i próbowałam usiąść. Zajęło mi to wiele trudu, ale udało się.
- No dobrze, a jak brzuch ? Boli ?
- Na razie nie. Przed chwilą lekko bolał, ale jest już wszystko w porządku.
- Mąż już powiadomił ?
- Mąż ? On nie jest moim mężem.
- Myślałem, że jest. To przepraszam. A coś panią boli oprócz brzucha ?
- Nie. Jest okay.
- Zostanie pani jeszcze u nas tydzień, a później wypisze cię do domu. Zawołam twojego chłopaka - wyszedł i powiedział coś do Louis'a, który siedział na krzesełku. Wstał i wszedł do mnie.
- No i co ? Wszystko w porządku ?
- Tak. W jak najlepszym.
- Zobacz kto do ciebie przyszedł - wtedy do sali weszli po kolei Niall, Liam, Harry i Zayn.
- Cześć chłopcy !
- Blaire jak miło widzieć cię żywą ! - każdy mnie przytulił, a Zayn dał mi kwiaty.
- Dziękuję. A czemu miałabym nie żyć ?
- Byłaś w tak krytycznym stanie, że myśleliśmy, że cię stracimy. Ale na szczęście jesteś z nami.
- Tak, całe szczęście. Pewnie rozwaliliście by całe mieszkanie.
- Aż tak źle nie jest.
- Dzięki, że przyszliście. Bardzo was kocham
- My ciebie też. No to co ? Aaa no właśnie... My musimy się ulotnić.
- Co tak krótko ? - zdziwiłam się.
- A zaraz się dowiesz.- wyszli tak szybko jak weszli.
- Szybko ich zwiało.
- Tak, ale jest tego powód - Lou obdarował mnie tym uroczym uśmiechem. Zawsze jak go widze zaczynam się rumienić. Tak jak teraz.\
- Czyli jaki ?
- Nie podoba mi się twoje nazwisko.
- A co jest w nim złego ?
- Trzeba je zmienić- wtedy Louis wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko  kształcie serca i klęknął. Otworzył, a w środku ujrzałam pierścionek.- Blaire wiem, że nie znamy się za długo, ale bardzo cię kocham. Czy zostaniesz moją panią Tomlinson i wyjdziesz za mnie ?- o mój boże. Czy on właśnie mi się oświadczył ?
- Tak, Lou. Wyjdę za ciebie.- po czym założył mi pierścionek na palec i delikatnie pocałował.

                                              KONIEC.
No i co skarbki ? Koniec. Myślę, że koniec się wam podoba.  Jedno opowiadanie już za mną i zaczynam nowe ;D Ale myślę, że nie zapomnicie o Blaire i Louis'ie. Musicie pamiętać. Kocham Was.
Tak wyglądał ich ślub ;D HeeH
                                                                                                                                                   ~ By Olcia.

sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 23 #When darkness sets in

Po pogrzebie wròciliśmy z Lou do domu. Zdjęłam marynarke i powiesiłam ją na wieszaku.
- Chcesz coś zjeść ? - spytałam.
- Nie, nie jestem głodny.
- Ja też nie. To co robimy ?
- Nie wiem. A kiedy wracamy do Londynu ?
- Kiedy chcesz.
- Chciałbym już tam być. Boję się, że coś nabroili. Wiesz jacy są.
- Wiem. Możemy zacząć się pakować. Ale nie mamy biletów - wtedy Lou wyciągnął z kieszeni dwa bilety.
- Jak je zdobyłeś ?!
- No wiesz... Kupiłem je jak wylatywałem z Londynu.
- Kochany jesteś - przytuliłam go i pocałowałam w policzek. - To idziemy się pakować ?
- Jasne.
Godzina 12.43 W Samolocie
- Jak będziemy lądować to cię obudze - powiedział Louis.
- Na razie nie zasne. Najwyżej za pół godziny.
- Źle się czujesz ?
- Nie. Jest okay. Muszę trochę pomyśleć.
- O czym ?
- Nieważne. Lepiej się prześpie teraz.
- Dobranoc - przytulił mnie.
- Dobranoc.
Godzine Później Londyn
- Zamówić taxówke czy wolisz zadzwonić po Niall'a ?
- Zamów tax'ówke.
- Okay - Louis zadzwonił po tax'ówke. Po dziesięciu minutach przyjechała. Pogoda nie była za ładna. Padało, na ulicy nie było żywego ducha. Gdy dojechaliśmy szybko weszliśmy do domu. Chłopcy siedzieli na kanapie.
- Blaire ! - krzyknął Harry, gdy mnie zobaczył i mocno przytulił.- Nareszcie! Wiesz jak długo na was czekaliśmy ?
- No, ale już jesteśmy. A wy co tak siedzicie ? Narozrabialiście ?
- Co ? Nie. Oprócz nowego telewizora, nowej lodòwki i nowej kanapy wszystko w porządku.
- Tamten telewizor był dobry, ale ktoś musiał go zepsuć - Liam spojrzał na Zayn'a.
- To nie była moja wina. Sam spadł!
- Ale ktoś musiał go szturchnąć
- Dobra chłopaki nie kłòćmy się. Poròbmy coś razem.
- Ja nie mogę - powiedział Zayn - Ide do Pierrie
- A ja do Danielle - oznajmił Liam
- Ja lecę do Eda - zagadał Harry
- Ja miałem zamiar iść do Nando's - powiedział Niall - Możecie iść ze mną.
- Ja chętnie - odpowiedziałam.
- No to chodzmy
Kilka tygodni później
Szłam z Louis'em do galerii handlowej. Musiałam kupić coś nowego, bo Louis zaprosił mnie na kolacje.
- A powiesz chociaż gdzie idziemy na tą kolacje ?
- Nie. To niespodzianka, mówiłem już ci.
- Ale wiesz, że nie jestem cierpliwa. - Wiem. - przechodziliśmy przez pasy. Wtedy zauważyłam samochód, ktòry jechał prosto na Louis'a. Odepchnęłam go, a sama trafiłam pod koła samochodu. Poczułam ostry ból z boku. Wtedy nastała ciemność.

Tak wiem kròtki, ale nie mogłam się tego doczekać. To jest przedostatni rozdział tego opowiadania. Nie wiem kiedy dodam ostatni. Może jutro lub w poniedziałek. Myślę, że spodoba wam się koniec (:
                                                                     ~ By Olcia.

czwartek, 14 lutego 2013

Nowi bohaterowie.

Cześć (: Słuchajcie w zakładkach pojawili się nowi bohaterowie do następnego opowiadania. Ale chciałam przypomnieć. Ja nie zmieniam bloga, będę tu tylko po prostu zaczynam nowe opowiadanie (: A więc starzy bohaterowie zostają, ale będą dródzy w zakładce " Bohaterowie Can I count on you ". Dzięki.
                                                                                                                                                 ~By Olcia.

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 22 #Where is Max?!

* Następnego dnia rano *
Tą noc zaliczyłam jako nie przespaną. Całą noc myślałam o tym co się stało, nawet wyłoniłam pare łez. Rano nie czułam zmęczenia. Zaczęłam wpatrywać się w zdjęcie moje i Max'a, które stało na komodzie. O mój boże! Dopiero teraz zorientowałam się, że nie wiem gdzie jest mój pies.Wyskoczyłam spod kołdry i pobiegłam na dół. Mary siedziała na kanapie i czytała gazetę.
- Gdzie jest Max?! - be żadnego przywitania, krzyknęłam.
- A może tak dzień dobry ?
- Dzień dobry
- Jaki Max?
- Mój pies.
-Aaa on. Jest w schronisku.
-  Jak to w schronisku ?!
- No w schronisku. Nikt nie mógł się nim zająć, więc nie miałam wyboru.
- Ty go tam zabrałaś ?! Musę po niego pojechać i odebrać.
- Blaire wiesz, że mam uczulenie na sierść.
- To zamieszkam sama w moim domu. Jestem pełnoletnia i mogę robić co chce. Daj mi papiery.
- Słuchaj, muszę się tobą zająć...
- Nie! Mam 19 lat i mogę robić co chce. Daj mi papiery!- Mary patrzyła na mnie chwilę, ale po chwili wstała, wyjęła z komody jakieś papiery i podała mi je. Wzięłam je i poszłam na góre. Wiem, że nie powinnam się tak odzywać, ale musiałam. Szybko ubrałam się w to < link > , wzięłam komórkę i wyszłam z domu. Poszłam na pobliski przystanek i zobaczyłam rozkład jazdy. Mój autobus miał przyjechać za pięć minut. Wtedy usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dzwonił Lou.
- Halo ? - odebrałam.
- Cześć kotku.
- Cześć. Co tam u was ?
- Nie wiem.
-Jak nie wiesz? Wyjechałeś gdzieś ?- byłam zdziwiona
- Tak, wyjechałem.
- Gdzie ?
- Do ciebie. Jestem na lotnisku w Dublinie.
- Co ?!- naprawdę zaskoczył mnie bardzo. Wtedy przyjechał mój autokar. Weszłam, zapłaciłam i zajęłam miejsce.- Ale...Jak?
- No jestem na lotnisku w Dublinie. Za godzine będę u ciebie.
- Louis...
- Hmm ?
- Wiesz, że jesteś kochany, prawda?
- Wiem. Ale dla ciebie wszystko.
- Słuchaj, ciocia jedzie dziś do jakieś koleżanki do Dublina. Ja jadę teraz do schroniska, bo kochana Mary oddała mojego psa. Jak będziesz pod domem to puść sygnał dobrze ?
- Jasne.Muszę kończyć. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- co za niespodzianka. Przyjedzie do mnie. Chyba nic lepszego nie mogło się stać.
* 20 minut później w schronisku *
Poszłam do recepcji i czekałam jak ta pani skończy. Tak ta pani. Gada, gada i gada. Utrapienie. Gdy nareszcie skończyła uśmiechnęła się do mnie i spytała:
- W czym mogę służyć ?
- Proszę pani. Moja ciocia oddała tu kilka dni temu mojego psa, bez mojej zgody. Chciałabym go odzyskać.
- Jest pani pełnoletnia?
- Tak.
-Po proszę dowód i papiery.- wyjęłam z torebki dowód oraz potrzebne akta i położyłam je na blacie.Patrzyła trochę na mnie, trochę na papiery.
- Proszę za mną - powiedziała, gdy nareszcie odłożyła papiery. Szliśmy jakimś korytarzem, aż wreszcie dotarłyśmy do drzwi. Już od razu zobaczyłam mojego psa.
- ma pani szczęście, że nikt go jeszcze nie wziął.- wzięłam na ręcę Max'a i mocno przytuliłam
- Dziękuję. Mam coś podpisać ?
- Tak chodźmy jeszcze do recepcji.-podpisałam wszystkie dokumenty, a potem wyszłam. Wiem, że do autobusu nie wpuszczą mnie z psem. Musiałam iść pieszo. Szłam ok.40 minut, aż wreszcie dotarłam do domu Mary. Tak, Lou siedział już na schodkach i gapił się w swój telefon.
- Lou! - krzyknęłam. Odwrócił się i wstał. Podbiegł do mnie i mocno przytulił, całując.
- Wiesz jak się stęskniłem ?!
- A wiesz jak ja? Długo czekasz ?
- Nie. Przed chwilą przyjechałem.
- Poznaj mojego psa Max'a.
- Jaki słodki.
- Wiesz... Dzisiaj postawiłam się cioci. Powiedziałam, że będę mieszkała sama, bo ona ma alergię na sierść. Więc na razie zamieszkamy u mnie.
- Masz swój dom?
- To znaczy.. Mieszkałam w nim z mamą.
- Och. Przepraszam.
- Za co? Przecież nic się nie stało. Pójdziesz z Max'em do domu? Ja pójdę po rzeczy do cioci.
- Jasne.
- Masz klucze. To tamten. Ten niebieski. Widzisz?
- Tak. Leć się spakować - weszłam do domu i nie rozbierając się poszłam do swojego pokoju. Wzięłam walizke i spakowałam wszystko co tutaj przywiozłam. Mary nie było. Po spakowaniu wróciłam do swojego prawdziwego domu. Lou stał w salonie i rozglądał się.
- Ładnie tu masz.
- Dzięki. Będziesz spał ze mną. Jeśli chcesz.
- To będzie czysta przyjemność - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Chodź rozpakujesz się, a ja zrobię coś do jedzenia - pokazałam Louis'owi pokój, a ja poszłam do kuchni, by przygotować coś do jedzenia. Nie miałam na nic pomysłu.
- Co chcesz zjeść ?! - krzyknęłam.
- Nie wiem. Najlepiej twój speciał.- ale co jest moim speciałem? Wiem. Mama zawsze mówiła, że kocha moją lazanie. Ale...Nie było tylu składników, a mi nie chciało się iść do sklepu. Dobra, zrobię naleśniki, może mu posmakują. Zaczęłam robić naleśniki, a przy okazji nakarmiłam też Max'a. Po chwili doszedł do mnie Louis.
- Ale ładnie pachnie.
- Masz- podałam mu talerz. Zaczął od razu jeść. Chyba był głodny.
- Chłopcy nie chcieli przyjechać ?
- Oni nic nie wiedzą.
- Jak to nie wiedzą? Pewnie umierają ze strachu. Musisz im powiedzieć.
- No okay. Zaraz zadzwonię.
- No. Co skłoniło cię do przyjazdu tutaj ?
- Stęskniłem się. Wiesz jak trudno jest wytrzymać bez ciebie? A chłopaki ciągle się kłócą.
- Mogli pójść do pokoju zabaw.
- Jaki pokój zabaw ?
- No ten na samej górze. Tam gdzie jest bilard i tak dalej.
- Byłaś tam ?
- Tak. Nudziło mi się, postanowiłam trochę pozwiedzać.
- Nikt tam już nie wchodzi. 2 lata temu tętniło tam życiem. Zawsze wieczorem gromadziliśmy się tam i graliśmy w różne gry. Teraz nie ma na to czasu.
- Rozumiem.
- Kiedyś było inaczej. Wcześniej ta sława była taka super, a tera bywa często męcząca.
- Ale macie fanów. I siebie. To najważniejsze.
- Masz rację.- po posiłku postanowiliśmy, że pokaże Louis'owi moje miasto. Byliśmy w różnych miejscach i przy tym świetnie się bawiliśmy. Louis nigdy tu nie był, chociaż Niall pochodzi z tąd. Wróciliśmy dopiero wieczorem, padnięci.
* Godzina 23.24 *
- Patrz ktoś już wie, że jesteś w Irlandii.- pokazałam na ekran komputera.
- Wieści szybko się rozchodzą.
- Wiesz- zeszłam z krzesełka i usiadłam mu na kolanach- Cieszę się, że tu jesteś- pocałowałam go namiętnie. Zaczęłam zdejmować mu koszulke, nie przestając go całować.
- Na pewno tego chcesz? - spytał.
- Na nic innego nie czekam.
* Następnego dnia Godzina 10.23 *
Zeszła noc była cudowna. Wzasadzie chciałam tego spróbować wcześniej, ale nie miałam odwagi. Teraz szykowaliśmy się na pogrzeb mamy. Który był na jedenastą. Ubrałam się w to < link >. Mary zapewne kazałaby mi założyć jakąś sukienkę. Nie, ja sukienki tylko na jakieś imprezy. Lou był już gotowy, czekał tylko na mnie. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ciocia Mary już tam była. Spojrzałam na nią tylko raz. Też się na mnie patrzyła, ale ja szybko odwróciłam wzrok. Mój wzrok już na niej nie spoczął. To wszystko trwało ponad dwie godziny. Nie miałam siły patrzeć na mamę. Przywróciłoby to za wiele wspomnień, a nie chciałam teraz płakać. Bardzo mi jej brakuje.Była jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Mam szczęście, że pozostał mi Louis. Po tym wszystkim nie miałam już sił. Wróciliśmy do domu.


No i jak? Jest długi. przyznam,ale to dobrze. Mam dla was przykrą wiadomość. Niedługo opowiadanie się skończy. Jeszcze kilka rozdziałów ( Może nawet tylko dwa, trzy ) i koniec. Ale będzie nowe opowiadanie. Na pewno lepsze bo całą noc myślałam i wymyśliłam super historie. Mogę tylko zdradzić, że głównym bohaterem z chłopaków będzie Harry. Tylko się nie obrażajcie.
                                                                                                                                                      ~By Olcia.

wtorek, 12 lutego 2013

Niespotykany wpis.

No cześć (: Pewnie zastanawiacie się co oznacza tytuł tego posta. To zaraz wytłumacze. Zauważyliście, że teraz nie za szybko dodaje rozdziały. To przez szkołe ( chociaż w poniedziałek zaczęły się u mnie ferie ) a do tego nie za często jestem na komputerze, a na telefonie aż tak bardzo nie chce mi się pisać. Mam już pomysł na następne opowiadanie. Będzie lepsze od tego napewno. Przepraszam za niektóre błędy, ale telefon a więc wiecie. Okay nie przynudzam. Jeżeli chodzi o tytuł. Już dawno temu napisałam, że będę czasem dodawać imaginy. To napisze. Teraz. A więc ZAPRASZAM NA IMAGIN Z HARRY'M.

- Czemu ty mi to robisz ?! - wydzierałam się na niego, nie powstrzymując łez.
- Skarbie... Przecież wiesz, że cię kocham.
- Nie wierzę ci. Nawet się mną nie interesujesz!
- [T.I] to nie moja wina, że nie miałem czasu.
- Dowiedziałam się, że jestem chora na nowotwór. A ty ? A ty Nick nie przejąłeś się bo wolałeś kolegów!
- Graliśmy ważny mecz!
- A ja nie jestem ważna?! Dobra Nick z nami koniec! - wyszłam trzaskając drzwiami. Pogoda sprzyjała mojemu humorowi. Było ciemno, padał deszcz. Na ulicy nie było żywego ducha. Tylko ja. Samotna i chora dziewczyna. W pobliskim sklepie kupiłam butelkę piwa i przysiadłam na mokrym krawężniku. Nie powinnam pić z powodu choroby, ale teraz nie interesowało mnie to. Znowu zaczęłam płakać i wypiłam łyk piwa. Ciesze się, że z nim zerwałam. Nir miał dla mnie czasu, nie interesował się. Drugi łyk piwa.
- Ej nic ci nie jest ? - podszedł do mnie chłopak i przykucnął obok.
- Jest. Wszystko jest źle!
- Czemu tu siedzisz ? - spojrzałam na twarz chłopaka. Dopiero teraz zobaczyłam jego mokre loki, opadające na jego twarz i czułe zielone tęczówki, które patrzyły na mnie z troską.
- To jest bardzo, bardzo długa historia.
- Wysłucham.
- No... Przed chwilą zerwałam z moim chłopakiem. Tym idiotą, pucybusem, głupkiem i mogłabym jeszcze wiele wymieniać. Powiedziałam mu, że jestem chora na nowotwór, a on w ogóle się nie przejął. W domu kłóciliśmy się i z nim zerwałam. Teraz nie mam gdzie mieszkać, więc zamieszkam tu.
- Przepraszam. Jesteś chora ?
- Tak.
- Oddawaj - wyrwał mi z ręki butelke- To nie jest rozwiązanie.
- Wiem, ale czuję się okropnie.
- Wstań - wstał i wyciągnął do mnie ręcę - No wstań - posłusznie wstałam i stanęłam przed nim. Byłam od niego niższa o pare centymetrów.
- Naprawdę nie masz gdzie mieszkać ? A rozdzice ?
- Wystawili mnie. Ich nienawidzę tak samo jak Nick'a. Piją i tylko kase wydają.
- Przenocujesz u mnie.
- Nie. Ja nie mogę się wprosić.
- Możesz - uśmiechnął się - To nie problem. Mieszkam sam.
- Nie. Nawet się nie znamy.
- Jestem Harry.
- [T.I]
- No teraz się znamy. Pojedziemy po twoje rzeczy i na razie przenocujesz u mnie.
- Ech... No dobrze. Dziękuję... Harry.- po tym poszliśmy z Harry'm to mojego byłego domu. Harry to naprawdę uroczy chłopak. Pomógł mi. Zatrzymał się, a mógł mnie olać. Nick siedział na kanapie i oglądał mecz, gdy przyszłam. Myślał, że do niego wróciłam, ale wzięłam tylko swoje rzeczy i wyszłam. Trochę się awanturował, ale skończył gdy wyszłam. Z powrotem wróciłam do Harry'ego, i poszliśmy do jego domu...
* Rok później *
Mieszkałam z Harry'm i jesteśmy parą. Cieszę się, że jest mam takiego chłopaka. Jest troskliwy i opiekuńczy. Ale minął rok, a ze mną jest coraz gorzej. Teraz leżę na szpitalnym łóżku i czekam na Styles'a. Czuję się okropnie. Nie mam siły jeść, ruszać się ani w ogóle żyć. Przypomniałam sobie ten dzień w, którym Harry powiedział to:
* Retrospekcja *
- [T.I] możemy porozmawiać ? - spytał Harry. Wyglądał na zdenerwowanego. Jego zielone tęczówki lśniły.
- No jasne- odłożyłam komórke i po patrzyłam na niego. Przybliżył się do mnie.
- Mieszkasz ze mną już pół roku..
- Harry jeśli chcesz, żebym się wyprowadziła to powiedz.
- Nie! Za żadne skarby masz się nie wyprowadzać! Chodzi mi o to, że... Przez te sześć miesięcy. Ja... Ty mi się bardzo spodobałaś i... Chciałem spytać czy chcesz... Być ze mną ? - głośno przełknął ślinę.
- Harry. Wiesz... Bardzo mi się podobasz, ale... To nie ma sensu.
- Czemu? Jak chcesz mogę nie spotykać się tyle z chłopakami.
- Nie no coś ty nie o to mi chodzi. Po prostu... Przecież ja jestem chora, prawdopodobnie niedługo umrę. Nie ma sensu.
- [T.I]... Nie umrzesz. Wiem, że jest coraz gorzej, ale ja ci pomogę. Wiele dla mnie znaczysz. Nie obchodzi mnie to. Będę z tobą na zawsze.
- Naprawdę? - łza popłynęła mi po policzku.
- Naprawdę- starł ją swoją dłonią i pocałował, przywracjąc mnie o dreszce *
Tak. Była to najpiękniejsza chwila mojego, nędznego życia. Wtedy zobaczyłam Harry'ego, który wchodził na sale i usiadł obok mnie. W ręku trzymał czerwone róże.
- Cześć skarbie - pocałował mnie w policzek - To dla cieebie. Wiem, że je kochasz.
- Cześć misiu. Dziękuję jesteś kochany.
- Wiem. Każdy mi to mówi.- zaśmiałam się.- [T.I] mam jeszcze coś.
- Nie musisz obsypywać mnie prezentami.
- Muszę. A o to to- wyjął z kieszeni kurtki srebrny naszyjnik z serduszkiem.
- Jaki śliczny!
- Zobacz co jest w środku- otworzyłam małe serduszko i zobaczyłam zdjęcie moje i Harry'ego.
- Kocham Cię po prostu. Założysz mi?
- Jasne - założył mi łańcuszek na szyję, a po chwili położyłam się na łóżku. Dzisiejszy dzień był najgorszy ze wszystkich. Czułam się tak okropnie źle.
- Harry... Dziękuję za to, że wtedy pomogłeś mi.
- To był mój obowiązek.
- Dziękuję za to, że cały czas byłeś przy mnie i opiekowałeś się mną.
- To była dla mnie przyjemność.
- Dziękuję za to, że cały czas mnie kochałeś.
- Czemu mówisz to teraz?
- Dziękuję za to, że byłeś. Kochałeś. Płakałeś. Przytulałeś.
- [T.I]
- I jeszcze jedno. Pamiętaj Kocham Cię całym sercem. Jesteś moim bohaterem. - i zamknęłam oczy słysząc tylko cichy dźwięk pikającej maszyny i krzyk Harry'ego.

Popłakałam się przy własnym imaginie. Myślę, że się podoba.
                                               ~ By Olcia.