sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział 7.


" Znów stoję pośrodku ulicy. Nie kojarzę tego miejsca. Nie znam go. Nie poznaję, żadnego z domów. Znów ubrana jestem w sukienkę. Rozglądam się. Szukam czegoś, lecz jeszcze nie wiem czego. Widzę go. Stoi na końcu ulicy. Chcę, żebym do niego przyszła. Czuję, że jest bezpieczny. Czuję, że mnie ochroni. To jego szukam. Biegnę. Biegnę w jego stronę. Jestem coraz bliżej. Czeka na mnie. Uśmiecha się. Wiem, że się uśmiecha, choć nie widzę jego twarzy. Jest zamazana. Jestem coraz bliżej. Czeka na mnie. Chce go chwycić, ale go już nie ma. Wszystko robi się rozmazane...."

I obudziłam się. Znowu cała zlana potem i zmęczona. Sięgnęłam po telefon, ale przypomniało mi się, że jest sobota. Wstałam. Nie mogłam już spać. Byłam za bardzo pobudzona. Znowu ten sen. Usłyszałam sygnał mojego telefonu, gdy przychodzi sms. Sms od Harry'ego. " Zabiorę cię gdzieś. Tam gdzie na pewno jeszcze nie byłaś ". Po czym ja odpisałam " No nie wiem.:) ". Godzina 17. Na tą godzinę powinnam czekać na niego pod domem. A była już 11. Dziwne. Nigdy tak długo nie spałam. Zawsze budziłam się wcześniej. Ba, byłam do tego przyzwyczajona. Tony'ego nie było. Dopiero po pewnym czasie przypomniałam sobie, że ma dziś trening. Trening z Nick'iem. Gdy o nim myślę, robi mi się niedobrze. Jak o nim pomyślałam, odechciało mi się jeść moje musli. Wylałam je i popędziłam na górę. Pomyślałam, że nie będę się dzisiaj z nikim spotykać. Wybiorę strój na spotkanie z Harry'm i posiedzę sobie z moimi nudami.
- Dzisiaj pod liceum w Londynie doszło do katastrofy. Chevrolet uderzył w Forda, powodując karambol i uszczerbki na zdrowiu drugiego kierowcy. Obaj kierowcy z pasażerami są w szpitalu. Apelujemy o szczególną uwagę na drogach... - usłyszałam poranny głos dziennikarza w telewizji. Niewiarygodne, że w Londynie jest aż tyle wypadków. Nie rozumiem....
* Godzina 16.55 *
Pędziłam jak oszalała, by zdążyć na czas. Cała zmachana doszłam do pobliskiego skrzyżowania i oparłam się o kolana, by chwilę odsapnąć. Go jeszcze nie było. Miał czekać. I wtedy zaczęło lać."Tylko nie to" pomyślałam i szybko schowałam się pod murem, chociaż i tak byłam już cała mokra. Jak ja się teraz mu pokaże ? Wyglądam jak zmokły pies.


Niektóre kropelki deszczu nadal pieściły moją skórę. Dalej nie mogłam się schować. Aż zza progu przyjechało BMW. Wiedziałam, że to on. Zaparkowałam przed murem i pewnie czekał, aż przyjdę, ale nie miałam zamiaru. Bałam się wejść do tego pięknego BMW w mokrych ciuchach. Po chwili czasu, Harry wyjrzał przez szybę.
- No chodź. Zmarzniesz.
- Nie mogę.- Nadal stałam w tym samym miejscu. Byłam przemoczona. Harry zrezygnowany wysiadł z samochodu i podszedł do mnie. Jego loki w chwilę, wyprostowały się, i przez to wyglądał trochę śmiesznie.
- No chodź. Boisz się ?
- Nie.
- To co się stało ?
- Ja... Nie mogę wejść do takiego auta, w mokrych ubraniach.- roześmiał się.\
- Wiesz to auto może na zewnątrz wygląda na fajne, ale w środku jest okropny bałagan. Nie miałem czasu posprzątać. Uwierz. Chodz - wyciągnął do mnie rękę. Pomału złapałam ją i dałam się wciągnąć do auta. Rzeczywiście, Harry miał bałagan. Wiele gazet, dokumentów oraz kilka kubków po kawie.
- Widzisz... Ja też jestem mokry. - uśmiechnął się, pokazując swoje dołeczki. Kąciki moich ust też powędrowały ku górze. Niewiarygodne... Chyba się zakochałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz