czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 2.

26 lipca 2013 r.
Tak jak przeczuwałam, burza rozpędziła się na dobre. Lało strasznie, w kilka sekund nie było na mnie już suchej nitki. Gdy weszłam do budynku, od razu zrobiło się cieplej i ciszej. Gdy wchodziłam na górę, drzwi mieszkania nr 14 otworzyły się. Zza drzwi wyszła starsza pani, o białych jak śnieg włosach. Znałam tą panią, była bardzo miła. Zawsze mogłyśmy pogadać, oferowała mi swoją pomoc. Zza jej pleców wyłonił się jakiś mężczyzna, a dokładniej blondyn, trochę wyższy ode mnie. Gdy pani Jefferson odwróciła się i mnie zobaczyła, westchnęła z "rozpaczy".
- Jezuniu, Amy jak ty wyglądasz! - zasłoniła usta dłońmi - jesteś cała mokra.
- Niestety nie zdążyłam wrócić przed ulewą do domu.- przystanęłam obok niej.
- Poczekaj, przyniosę ci jakieś sweter - już chciała się odwrócić, ale zaprzeczyłam.
- leż nie trzeba. Przecież mieszkasz obok pani.
- Aż żal serce ściska. Pewnie jest ci strasznie zimno.
- Jest mi już cieplej.
- A wy się pewnie nie znacie. Amy, to mój wnuczek Niall.- dopiero teraz lepiej przyjrzałam się chłopakowi. Miał blond włosy, gdzieniegdzie prześwitywały brunatne pasemka. Jego oczy były koloru oceanu, a twarz miał trochę dziecinną, co odróżniało go, od muskulatury jego ciała.
- Cześć - powiedział cicho, lekko machając ręką.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Właśnie idziemy do sklepu, może chcesz iść z nami ? - zagaiła pani Jefferson.
- Nie, dziękuję. Muszę się jeszcze przebrać.- przeczesałam po swoich mokrych włosach, by wykazać dowody.
- Racja. Do zobaczenia Amy - poklepała mnie po ramieniu i zeszła na kolejny schodek, podpierając się poręczy. Po chwili dołączył do niej jej wnuczek. Po klatce rozniósł się zapach męskich perfum.

27 lipca, 2013 r.

Gdybym się nie obudziła pomyślałabym, że ten sen to jawa. Był taki realistyczny, że mogłabym przysiąść, że to było naprawdę. Ale i tak budząc się wiedziałam, że to był znowu ten głupi koszmar. Ale gdy tylko się otrząsnęłam powróciłam do świata prawdziwego. Znowu - jak codziennie rano - luknęłam na wyświetlacz telefonu. Zero wiadomości, zero połączeń. Miał zadzwonić, ale nie odezwał się od dawna. A może czekał aż odezwę się pierwsza ? Nie, przecież powiedział, że zadzwoni. Dobra, jeśli nie zadzwoni do jutra, zrobię to ja.
Ubrałam się pośpiesznie w to co miałam przygotowane na krześle. Czyli w zasadzie to co nosiłam wczoraj. Gdy otworzyłam lodówkę, nie znalazłam tam nic oprócz jogurtów, wody, masła i śmietany. Trzeba było zrobić zakupy wczoraj, a nie otwieram dzisiaj lodówkę,a tam same światło. Nic, musiałam się ubrać i skoczyć do sklepu bo przecież muszę coś zjeść. Założyłam swoją skórzaną kurtkę, trampki, a włosy zarzuciłam na prawy bok. Po drodze do drzwi zabrałam torebkę wraz z portfelem i kluczami. Gdy zamykałam drzwi, usłyszałam jak ktoś wychodzi z mieszkania obok. To pewnie pani Jefferson.
- Dzień dobr..- nie dokończyłam ze zdziwienia. To nie była pani Jefferson tylko jej wnuczek Niall. Był tu codziennie ? - O, cześć. Myślałam, że to twoja babcia.
- Nie - uśmiechnął się - Wysłała mnie do sklepu, bo wczoraj zapomniała czegoś kupić.
- Ja właśnie też idę do sklepu. W mojej lodówce gości tylko światło.
- Możemy iść razem... Jeśli chcesz.- włożył ręcę do kieszeni.
- Tak, chodźmy - wyszliśmy z klatki. Dopiero teraz bardziej się mu przyjrzałam. Jego oczy, niebieskie jak ocean, oraz blond włosy dawały mu słodki wyraz twarzy. Pachniało od niego tymi samymi perfumami co wczoraj. Można byłoby powiedzieć, że jest nawet podobny do Mik'e Newton'a ze Zmierzchu, ale i tak Niall był ładniejszy.
- Często bywasz u babci ? - zagaiłam tak od niechcenia.
- Nie za często. Często robię wypady z kumplami, jestem u rodziny. Ale staram się przyjść co jakiś czas.A nawet jeśli ja mieszkam w Londynie. A ty tam mieszkasz ? sama ?
- Tak, jestem skazana na samotność... A czym się zajmujesz ?
- Lubię śpiewać, ale tak zawodowo to nic nie robię. A ty ?
- Jestem..początkującą modelką. Wiem, że to brzmi głupio i tak dalej, ale staram się zarabiać na życie.
- Modelki nie są aż takie złe. Niektóre się tylko tak podlizują, ale ty chyba nie jesteś taka.
- Staram się - odparłam cicho i pchnęłam drzwi wejściowe do sklepu.
- Harry nie lubi za bardzo modelek.- odparł Niall sięgając po sok jabłkowy.
- Kto to Harry ? - zdziwiłam się.
- To mój dobry przyjaciel. Zapoznam cię kiedyś z nim i resztą.
- Byłoby fajnie.- mruknęłam i wzięłam kilka kajzerek. Niall pomógł mi sięgnąć ser, bo był za wysoko, a ja nie mogłam go dosięgnąć.
- Czemu, nie jestem wyższa ? - zaśmiałam się.
- Jeszcze podrośniesz.- gdy wyszliśmy ze sklepu rozpadało się. Zasłoniłam głowę rękami, ale to nic nie pomagało. Horan ( okazało się, że tak ma na nazwisko ) dał mi swoją kurtkę, przez co byłam wkurzona. Było zimno, a on przez całą drogę musiał iść w krótkim rękawku.
- Miło było cię poznać - powiedział Niall gdy staliśmy na klatce.
- Mi ciebie też. Do zobaczenia.

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział 1.

26 lipca, 2013 r. 

Ciemność oplotła mnie z każdej strony, nie dając żadnej szansy na ucieczkę. Nie wiedziałam gdzie jestem. Może w lesie, a może na łące. Wiedziałam tylko, że jestem tu sama. Sama, bez nikogo, kto mógłby mi pomóc. Zaczęłam biec, nie wiedząc nawet w jakim kierunku się kieruję. Biegłam co chwilę patrząc się za siebie. Potknęłam się. Przewróciłam się o gruby konar. Wylądowałam płasko na ziemi. Nie miałam siły już wstać. Zauważyłam światło. Przebijało się przez niekończącą się ciemność i szło do mnie. Coraz bliżej...

- Niee ! - wrzasnęłam, ześlizgując się z łóżka. Zaczęłam macać podłogę, zastanawiając się czy to nadal ten sen. Wszystko było tak jak w realu. Puszysty dywan i wielkie, dwuosobowe łóżko z fioletową pościelą. Odetchnęłam z ulgą, przypominając sobie, że to tylko codzienny sen. Wstałam i niezgrabnie usiadłam na łóżku, podkładając jedną nogę pod drugą. Sprawdziłam Iphona, ciekawa czy on do mnie zadzwonił. Była już dwunasta, a on nadal nie zadzwonił. Mijały dni, a on miał przecież zadzwonić.
Ale za to dzwonił Nathan. Zapewne załatwił mi jakąś sesję. Westchnęłam. Ale dzisiaj miałam mieć dzień wolny. No trudno. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam aż odbierze. Odebrał po czterech sygnałach.
- Cześć.- powiedziałam cicho, by nie draźnić swojego gardła, które bolało od wczoraj.
- Cześć. Wcześniej nie dało się zadzwonić ? - odpowiedział ironicznie.
- Dopiero się obudziłam.
- Hm.. No dobra, ale zgadnij co ci załatwiłem.
- Miałam mieć dzisiaj dzień wolny, nie pamiętasz ?
- Oj Amy.. Amy... Kariera modelki nie jest taka łatwa. Dzisiaj pójdziesz tylko na jedną sesje i możesz wracać do domu. - zaśmiał się. Doskonale wiedziałam, że śmiał się z mojego lenistwa. No cóż taka byłam.
- Na którą mam się stawić ? - ziewnęłam.
- Bądź za dwie godziny na Wilshire. Tylko najpierw się dobrze obudź.- zaśmiał się znowu, po czym nacisnął czerwoną słuchawkę, gdyż przerwano połączenie. Nie miałam własnego zdania, więc musiałam zacząć się ubierać. Przebrałam się szybko w link i jak najszybciej wyszłam z domu, zabierając przy okazji batonik zbożowy z półki. O mały włos, a zapomniałabym zamknąć drzwi, ale przypomniało mi się gdy stałam przy windzie. Gdy wreszcie się ogarnęłam wyszłam na ulicę, kierując się do Wilshire. Nie miałam za daleko, więc szłam pieszo. Trochę świeżego powietrza mi się przyda. Na miejsce doszłam kilka minut po czasie, ale nie sądziłam, że Nathan się wkurzy. Stał tam już, nerwowo tupiąc nogą. Gdy mnie zobaczył, zaczął iść w moją stronę z założonymi rękami. Gdy do mnie dotarł złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, nie odzywając się ani słowem. Odezwał się dopiero w środku,a dokładnie w agencji John'a Links'a.
- A teraz idziesz do tamtego pomieszczenia i przebierasz się w tamte rzeczy na wieszaku. Tylko żwawiej - uśmiechnął się i popchnął mnie w kierunku przymierzalni. W głośnikach leciała przygnębiająca piosenka link, ale za to bardzo dobrze przedstawiała moje życie jeszcze kilka tygodni temu. This is a last goodbye, na na na na na...  nie, nie mogę się teraz rozkleić. Jeszcze dostanę jakąś burę od Nathana. Gdy przebrałam się już w zwiewną, zielonkawą sukieneczkę do kolan założyłam jeszcze beżowe szpilki po czym wyszłam zza zasłony. Wszystko było już przygotowane. Na tle stała fotorama ze zdjęciem morza oraz skałami, tuż obok były powystawiane sprzęty. Fotograf majstrował coś w swojej cyfrówce, a gdy mnie zobaczył uśmiechnął się i pokazał mi gdzie mam stanąć. Wyczułam, że sesja ma być oparta na kolekcji letniej. Był już koniec lipca.
Błysk fleszy mi już nie przeszkadzał. Zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Przyzwyczaiłam się też do obecności Nathana na moich sesjach. Na początku był na każdej, później już nie przychodził,a teraz znowu zaczynał. Czasami zastanawiałam się czy on też nie jest tym przytłoczony. Musiał wszystko załatwiać za mnie ( jeśli chodzi o karierę ) i prawie zawsze za mną chodzić. Zastanawiam się czy nie ma tego czasami dość.
Gdy sesja się skończyła posłusznie ubrałam się w swoje ubrania i popatrzyłam na zdjęcia. Były...fajne. Nie były takie super, ale były super. Zobaczyłam jak Nathan gada z " panem " John'em i zaraz podchodzi do mnie.
- To co, koniec sesji, możesz wreszcie odpocząć. Idziemy na kawę ?
- Tak, z przyjemnością.- złapał mnie za rękę, ale ja ją odepchnęłam. Wiedziałam, ze jesteśmy tylko przyjaciółmi i pracujemy razem, ale i tak nie chciałam, żeby ktoś pomyślał, że jesteśmy razem. Nadal nie mogłam ogarnąć się po rozstaniu z Davidem.
Zaszliśmy do Starbacks'a. Zajęliśmy miejsca przy oknie, by mieć widok na ulicę. Nathan zamówił dwie kawy po czym odwrócił się do mnie.
- No to...  Co tam u ciebie ?
- Nathan - zmieniłam temat- mam jedno pytanie.
- Pytaj śmiało.- napił się łyka kawy.
- Czy nie jesteś czasami...znudzony swoją pracą ? - wykrztusiłam wreszcie, a potem by na niego nie patrzeć napiłam się kawy. Trochę się zamyślił, bo nie odpowiadał długo.
- Nie zastanawiałem się nad tym. Ale lubię swoją pracę. Poznaję się wtedy wiele fajnych ludzi, odwiedza się nowe miejsca. A po za tym fajnie się z tobą pracuje. Jesteś bardzo... Masz duże poczucie humoru. Co mi pozwala zapomnnieć o stresie i o innych sprawach.
- Gdybym tylko ja tak mogła - mruknęłam do siebie.
- Co ?
- Nic, nic. Wiesz co ja już muszę lecieć. Mam jeszcze parę spraw.- wstałam z miejsca.
- Odprowadzę cię.- Nathan podążył za mną
- Wiesz...Nie obraź się, ale chcę być na chwilę sama. Spotkamy się pojutrze, pa - pocałowałam go przelotnie w policzek i ruszyłam w stronę wyjścia. Jeszcze zanim wyszłam usłyszałam ciche " do zobaczenia ".
 Zaczynało się ochładzać, a ja miałam tylko letnią bluzkę na sobie. Pocierałam sobie ręcę, by było mi cieplej, ale to i tak nic nie dawało. Zbierało się na burzę, przeczuwałąm to. Zaczęłam biec, by jak najszybciej znaleźć się w środku.


No i jak, podoba wam się 1 rozdział ? Piszcie w komentarzach, bo nie wiem czy się wam spodobało. < 33

wtorek, 16 lipca 2013

Zaczynam !

Jutro już zaczynam nowe opowiadanie. ;) Mam nadzieję, że wam się spodoba.;p

czwartek, 11 lipca 2013

Jednak.

Zaczęły się wakacje, a mi się po prostu nudzi. Więc postanowiłam jednak zostać na blogu, tylko z jednym pytaniem: Czy chcecie nadal to czytać ? Oczywiście zmienię opowiadanie bo to jest beznadziejne. A więc czekam. ; )

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Przykro mi.

Nadszedł dzień, w którym zadecydowałam co zrobię. Zostało tylko kilka dni, a w tedy się z Wami pożegnam. Usuwam bloga. Myślałam nad zawieszeniem, ale po co, jeżeli w zasadzie nikt na niego nie wchodzi ? Wcześniej miało się kilku czytelników, ale teraz na pewno nikt tego nie czyta. A nawet jeśli to nie mam czasu na pisanie tutaj. Mam jeszcze innego bloga, na którym też opóźniam się z pisaniem i muszę to nadrobić. Jeszcze ta szkoła. W wakacje miałabym pewnie więcej czasu, ale to już postanowione. Usuwam za kilka dni. Ciężko jest mi się z Wami żegnać, bo przyjemnie mi się tu pisało.;c Ale już postanowione. Już nigdy tutaj nie zawitam. Zostawiam Was. Za kilka dni nie będzie tutaj strony.Może jeszcze uda mi się komuś oddać tego bloga. Nie wiem. A więc... Żegnajcie drogie Directioners. Love ya.xx
                                                                                                                                                 ~ Olcia.

piątek, 17 maja 2013

Rozdział 2.

Mijały dni zanim znaleźliśmy kryjówkę, w której nikt by nas nie zauważył. Codziennie razem z Harry'm, maszerowaliśmy przez pustynię, tylko z jedną butelką wody. Wychodziliśmy po świcie, a wracaliśmy późnym wieczorem. Jamie zawsze zostawał sam. W końcu niedługo jego trzynaste urodziny. Niedługo będzie już na tyle dorosły by poradzić sobie w codziennym życiu.
Dzisiaj też wróciliśmy wieczorem, ale z lepszym nastawieniem. W końcu znaleźliśmy kryjówkę. Kryjówkę Harry'ego i jego braci. Pan Styles opowiadał, że kiedyś w dzieciństwie zrobili małą kryjówkę, nieopodal domu, by chować się przed rodzicami. Gdy wróciliśmy szybko spakowałam wszystkie rzeczy i wyszliśmy, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Był tylko jeden problem. Było za daleko.
- Mel, nie dam rady - szepnął Jamie i usiadł na skale.
- Dasz ! Zobacz ile już za nami. Jesteś dużym chłopcem. - pocieszałam go, by tylko nie stracił wiary. Bolało mnie to. Bolało mnie, że Jamie musi przechodzić takie katusze. Boli mnie to, że ja jestem w to wplątana.
Gdy po godzinnej wędrówce dotarliśmy na miejsce, byliśmy wniebowzięci. Oklapłam na ziemi nie zważając, że pobrudzę sobie spodnie. I tak były już brudne i lepkie od potu. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na dom. Domek był prostą budowlą, zakończony został szpikiem, a cały był zbudowany z gałęzi i liści. W środku były tak jakby dwa pokoje. Jeden był największy, mieściła się tam przestarzała sofa, materac, parę gazet młodzieżowych oraz kilka pudeł. W drugim zaś były tylko dwa materace oraz zardzewiała już umywalka. Te dwa pomieszczenia oddzielone były tylko jednym sznurkiem na, którym można byłoby wieszać mokre ubrania. Nie mieliśmy za wiele, ale tu było więcej niż mieliśmy w jaskini. Planowaliśmy zostać tutaj przez dwa miesiące, może trochę więcej. Zależy jak nam będzie się tutaj układać.
Jamie usiadł na jednym z materaców i wyciągnął wodę z plecaka. Harry wyszedł by bardziej zamaskować dom, a ja zaczęłam rozpakowywać rzeczy. Zaczęłam od półek. Było tam kilka opakowań ciastek i jedna paczka paluszków. Wyciągnęłam je, ale uznałam, że nie nadają się do zjedzenia. Tkwiły tu chyba z 3 lata, a może i więcej. Poukładałam na półkach wszystkie zapasy naszej żywności oraz parę narzędzie m.in: nóż. Żebym tylko pamiętała gdzie go zostawiłam.
- Zasypałem wejście paroma kamieniami. Raczej nikt nie powinien nas zauważyć.- oznajmił Harry wchodząc do pomieszczenia.
- Mam taką nadzieję. Robimy dzisiaj jakieś ognisko? Warto by było, coś zjeść.- zamknęłam szafkę i odwróciłam się do Harry'ego.
- Tak, jeżeli Jamie nie śpi.
- Nie śpię ! Nie chodzę spać tak wcześnie.- wstał z materaca i podszedł do nas - Mogę poszukać opału, dobrze ?
- Dobrze mały- Harry poczochrał jego mokre włosy - Ale idziesz ze mną.
- To ja przygotuję jedzenie. Uważajcie na siebie - wyszłam na dwór. Powietrze zrobiło się już zimne, a słońce chowało się już za horyzontem. Niedługo powinno się już ściemnić. Trzeba działaś jak najszybciej. Przygotowałam wszystko, od kiełbasek do... W zasadzie mieliśmy tylko kiełbaski i chleb, porwany ze sklepu w nocy. Gdy wrócili chłopcy i rozpalili ognisko, wokół zrobiło się jaśniej i cieplej. Ognisko jarzyło się pięknymi kolorami od żółci do czerwieni. Usiedliśmy na ziemi, rozkoszując się ciepłem kiełbasek. Jamie po chwili poszedł do domu, pod pretekstem wypakowania rzeczy, ale i tak wiedziałam, że jest już śpiący. Zostaliśmy sami - ja i Harry. Ustaliłam z nim, że czasem mogę mówić na niego Hazza. Tak mówili jego przyjaciele z zespołu. Hazza dużo mi o nich opowiadał. Mieli własny zespół, dopóki nie rozpoczęła się inwazja. Ich boysband nie był za bardzo znany, dopiero zaczynali. Ale warto mieć marzenia.
- Harry...- zaczęłam.
- Tak, Mel ?
- Od momentu, w którym się poznaliśmy... Ani razu mnie nie pocałowałeś.- Harry oblizał wargi wpatrując się w swoje buty, po czym spojrzał się na mnie, uniósł mój podbródek i pocałował mnie. Trwało to długo, dopóki nie poczułam tego, że robi to dla siebie.  Oraz dla mnie.

Przepraszam, że krótki, ale mam problemy z nerką i nie miałam czasu.I'm soory, postaram się poprawić. <3

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 1 ~ The Host.

Jamie siedział skulony w kącie jaskini. Wydawało mi się, że śpi.
- Jamie...  Jamie, śpisz ?
- Nie. - przysunął się do mnie i przytulił do piersi. - Ale chciałbym zasnąć. Opowiedz mi coś.
- A o czym chcesz posłuchać ?
- Opowiedz mi o duszach.
- Przecież już opowiadałam ci o nich.- zdziwiłam się, ale przytuliłam go mocniej.
- Wiem, ale lubię o nich słuchać. Proszę, opowiedz.
- No dobrze. - westchnęłam, a w głowie przygotowałam sobie plan opowieści.
- No więc... Zaczęło się to dwa lata temu. Na naszą planetę przyleciały nieznane nam istoty, Zawładnęły nami, jakbyśmy byli ich lalkami. Dusze wszczepiono do ludzkich ciał, by mogły normalnie żyć. Można je poznać po bliźnie na karku oraz po srebrnych kręgach wokół źrenic. Są przyjazne, jak mi wiadomo. Ufają sobie. Nawet w sklepach nie muszą płacić. Nadal szukają pozostałych rebeliantów. Prawdopodobnie tylko my zostaliśmy w tym mieście....- Smutne. Może nawet już nigdy nie zobaczymy swoich rodziców. Chciałam już kontynuować opowieść, ale zauważyłam, że Jamie zasnął. I to bardzo szybko. Położyłam go na macie, a sama wyszłam przed grotę. Słońce już pomału chowało się za górami. Powinnam wyruszyć na wyprawę. Kończą nam się zapasy. Wyruszę jutro przed zachodem słońca. Wróciłam do jaskini i położyłam się obok Jamie'go...
- Melanie ! Melanie, obudź się ! - Jamie szarpał mnie za ramiona. W jego oczach widział lekkie przerażenie oraz zaskoczenie.
- Jamie... Co się stało ?
- Chyba tu idą ! Łowcy ! - Rzeczywiście. W oddali było słychać ciężkie kroki.
- Szybko, chowaj się ! - poderwałam się z miejsca, ciągnąc Jamie'go ze sobą. Wsadziłam go to niewielkiej szczeliny. Miałam szczęście, że jest małych proporcji. Ja sama wyjrzałam lekko za skały. Miał rację. Łowcy tu szli. Na czele szła kobieta o jasnych włosach, około czterdziestki. Z tyłu szło dwóch zbudowanych mężczyzn. Schowałam się jak najszybciej do szczeliny, by mnie nie zauważyli. Modliłam się, by tu nie weszli.
- Łowco, nie warto iść dalej. Przeszliśmy już spory kawałek i nic nie znaleźliśmy.
- Musimy wracać. Trzeba rozładować kapsuły na Planetę Mgieł.- Co ? Jaka Planeta Mgieł ? Czy na innej planecie też żyją ludzie ? A może nazwali tak tylko jakiś schowek ?
- Widziałam tu kogoś. Na pewno.
- Pewnie był to tylko jakiś turysta. Wiele osób się tu kręci.
- Dobrze.- nastała chwila ciszy - Chodzmy.- poczekałam, aż ich stłumione głosy i kroki ucichną. Gdy było już zupełnie cicho, podbiegłam do Jamie'go.
- Jamie ! Bawiłeś się przed grotą ?
- Chciałem tylko popatrzeć na pustynię... Była wtedy taka...
- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie wychodził poza kryjówkę. Następnym razem tego nie rób, dobrze ?- chłopiec kiwnął głową, a ja go przytuliłam. - Dzisiaj muszę wyruszyć na wyprawę. Mamy mało jedzenia. Wyruszę wieczorem,a ty masz tu czekać jasne ? Powinnam wrócić o świcie. Jeżeli ktoś tu przyjdzie, uciekaj. Najlepiej do lasu.
- Ale wrócisz ?
- Oczywiście. Obiecuję...
Na wieczór pożegnałam się z Jamie'm i wyruszyłam. Trudno było iść po kamiennym szlaku. Nie miałam do tego butów. Spowalniał mnie jeszcze plecak, który był przepełniony do połowy. Pomimo, że słońce już zaszło, nadal było parno. Zadrapałam sobie całe kolana i łokcie. Chciało mi się pić, ale wiedziałam, że nie mogę się teraz napoić. Nie starczyłoby mi na resztę. Po godzinie, dotarłam na autostradę. Chowałam się za krzakami, które nie wiadomo jak wyrosły na tej pustyni. Odetchnęłam z ulgą, gdy dotarłam do miasta. Do domu Cleawoters'ów zostało mi ok. dziesięć kilometrów. Teraz szło mi się o wiele lepiej. Do mieszkania weszłam tylnymi drzwiami. Ktoś mógł nadal tam być. Na szczęście w domu było pusto. Wolałam nie zapalać światła, by nikt mnie nie nakrył. Najpierw zaczęłam przeszukiwać szafki w kuchni. Wzięłam noże, różne narzędzia i inne potrzebne rzeczy. Później zaczęłam opróżniać lodówkę. Wyjmowałam wszystko. Sery, mleko, jogurty... A wtedy... Usłyszałam za sobą kroki. Chciałam uciec, ale wtedy ten ktoś złapał mnie za ramiona i podłożył coś ostrego pod brodę.
- No, proszę ! Zabij mnie ! Na co czekasz ?! - krzyczałam. Wolałam już być martwa niż zamieniona w tego pasożyta. Upuściłam plecak przez co moje ręcę stały się wolne, ale nadal nie mogłam sobie pomóc. Mężczyzna - poznałam po budowie ciała - obrócił mnie i oparł plecami o lodówkę. Poświecił mi latarką w oczy. Długo mi się przyglądaj.
- Niewiarygodne... Jesteś człowiekiem - wydyszał i pocałował mnie. Co ?! Co ten pasożyt sobie robił ?! Wyrwałam się z jego objęć, zbierając za sobą plecak. Biegłam ile sił w nogach. Nie mógł mnie dogonić. Byłam dobra w bieganiu. A nawet bardzo dobra. Lecz nadal słyszałam go za mną. Przyśpieszyłam, ale to nic nie dało. Był szybszy. Przewrócił mnie na plecy i przytrzymał nogami moje ręcę. Nie miałam jak się wyrwać.
- Spokojnie ! Zobacz, ja też jestem człowiekiem ! - poświęcił sobie latarką w oczy.Były zielone, bez żadnego odcienia srebra. Niewiarygodne...
- Pokaż kark.
- Nie mogę. Mam tam bliznę. Musiałem sobie ją zrobić by myśleli, że jestem jednym z nim. Bolało, ale opłaciło się..
- Możesz ze mnie zejść ? - posłusznie wypełnił  moje polecenie. Wstałam ocierając brud ze spodni
- Przepraszam od dwóch lat nie widziałem człowieka.
- Ani pewnie nie całowałeś. Muszę iść. Ktoś na mnie czeka.
- Nie jesteś sama ?
- Nie. Jestem z bratem, który na mnie czeka. Naprawdę muszę iśc.
- Mogę cię podrzucić moim jeepem. Tam stoi - Słucham ? Ma auto ?! Szłam tu pięć godzin, a on ma samochód... Super. Za dużo wrażeń jak na dziś.- Teraz i tak cię nie opuszczę. Gdzie macie kryjówkę ?
- W górach, nieopodal pustyni.
- Byłem tam, kiedyś. A tak w ogóle nazywam się Harry Styles.
- Melanie... Melanie Stryder.
- Miło mi cię poznać Mel. Mogę tak mówić ?
- Tak... Tak będzie nawet lepiej.
- No to co ? Idziemy do auta ? - wyciągnął do mnie rękę. Po chwili zastanowienia złapałam ją. Nie miałam nic innego do zrobienia...
                                                                                                                                                     ~ By Olcia.