czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 2.

26 lipca 2013 r.
Tak jak przeczuwałam, burza rozpędziła się na dobre. Lało strasznie, w kilka sekund nie było na mnie już suchej nitki. Gdy weszłam do budynku, od razu zrobiło się cieplej i ciszej. Gdy wchodziłam na górę, drzwi mieszkania nr 14 otworzyły się. Zza drzwi wyszła starsza pani, o białych jak śnieg włosach. Znałam tą panią, była bardzo miła. Zawsze mogłyśmy pogadać, oferowała mi swoją pomoc. Zza jej pleców wyłonił się jakiś mężczyzna, a dokładniej blondyn, trochę wyższy ode mnie. Gdy pani Jefferson odwróciła się i mnie zobaczyła, westchnęła z "rozpaczy".
- Jezuniu, Amy jak ty wyglądasz! - zasłoniła usta dłońmi - jesteś cała mokra.
- Niestety nie zdążyłam wrócić przed ulewą do domu.- przystanęłam obok niej.
- Poczekaj, przyniosę ci jakieś sweter - już chciała się odwrócić, ale zaprzeczyłam.
- leż nie trzeba. Przecież mieszkasz obok pani.
- Aż żal serce ściska. Pewnie jest ci strasznie zimno.
- Jest mi już cieplej.
- A wy się pewnie nie znacie. Amy, to mój wnuczek Niall.- dopiero teraz lepiej przyjrzałam się chłopakowi. Miał blond włosy, gdzieniegdzie prześwitywały brunatne pasemka. Jego oczy były koloru oceanu, a twarz miał trochę dziecinną, co odróżniało go, od muskulatury jego ciała.
- Cześć - powiedział cicho, lekko machając ręką.
- Cześć - uśmiechnęłam się.
- Właśnie idziemy do sklepu, może chcesz iść z nami ? - zagaiła pani Jefferson.
- Nie, dziękuję. Muszę się jeszcze przebrać.- przeczesałam po swoich mokrych włosach, by wykazać dowody.
- Racja. Do zobaczenia Amy - poklepała mnie po ramieniu i zeszła na kolejny schodek, podpierając się poręczy. Po chwili dołączył do niej jej wnuczek. Po klatce rozniósł się zapach męskich perfum.

27 lipca, 2013 r.

Gdybym się nie obudziła pomyślałabym, że ten sen to jawa. Był taki realistyczny, że mogłabym przysiąść, że to było naprawdę. Ale i tak budząc się wiedziałam, że to był znowu ten głupi koszmar. Ale gdy tylko się otrząsnęłam powróciłam do świata prawdziwego. Znowu - jak codziennie rano - luknęłam na wyświetlacz telefonu. Zero wiadomości, zero połączeń. Miał zadzwonić, ale nie odezwał się od dawna. A może czekał aż odezwę się pierwsza ? Nie, przecież powiedział, że zadzwoni. Dobra, jeśli nie zadzwoni do jutra, zrobię to ja.
Ubrałam się pośpiesznie w to co miałam przygotowane na krześle. Czyli w zasadzie to co nosiłam wczoraj. Gdy otworzyłam lodówkę, nie znalazłam tam nic oprócz jogurtów, wody, masła i śmietany. Trzeba było zrobić zakupy wczoraj, a nie otwieram dzisiaj lodówkę,a tam same światło. Nic, musiałam się ubrać i skoczyć do sklepu bo przecież muszę coś zjeść. Założyłam swoją skórzaną kurtkę, trampki, a włosy zarzuciłam na prawy bok. Po drodze do drzwi zabrałam torebkę wraz z portfelem i kluczami. Gdy zamykałam drzwi, usłyszałam jak ktoś wychodzi z mieszkania obok. To pewnie pani Jefferson.
- Dzień dobr..- nie dokończyłam ze zdziwienia. To nie była pani Jefferson tylko jej wnuczek Niall. Był tu codziennie ? - O, cześć. Myślałam, że to twoja babcia.
- Nie - uśmiechnął się - Wysłała mnie do sklepu, bo wczoraj zapomniała czegoś kupić.
- Ja właśnie też idę do sklepu. W mojej lodówce gości tylko światło.
- Możemy iść razem... Jeśli chcesz.- włożył ręcę do kieszeni.
- Tak, chodźmy - wyszliśmy z klatki. Dopiero teraz bardziej się mu przyjrzałam. Jego oczy, niebieskie jak ocean, oraz blond włosy dawały mu słodki wyraz twarzy. Pachniało od niego tymi samymi perfumami co wczoraj. Można byłoby powiedzieć, że jest nawet podobny do Mik'e Newton'a ze Zmierzchu, ale i tak Niall był ładniejszy.
- Często bywasz u babci ? - zagaiłam tak od niechcenia.
- Nie za często. Często robię wypady z kumplami, jestem u rodziny. Ale staram się przyjść co jakiś czas.A nawet jeśli ja mieszkam w Londynie. A ty tam mieszkasz ? sama ?
- Tak, jestem skazana na samotność... A czym się zajmujesz ?
- Lubię śpiewać, ale tak zawodowo to nic nie robię. A ty ?
- Jestem..początkującą modelką. Wiem, że to brzmi głupio i tak dalej, ale staram się zarabiać na życie.
- Modelki nie są aż takie złe. Niektóre się tylko tak podlizują, ale ty chyba nie jesteś taka.
- Staram się - odparłam cicho i pchnęłam drzwi wejściowe do sklepu.
- Harry nie lubi za bardzo modelek.- odparł Niall sięgając po sok jabłkowy.
- Kto to Harry ? - zdziwiłam się.
- To mój dobry przyjaciel. Zapoznam cię kiedyś z nim i resztą.
- Byłoby fajnie.- mruknęłam i wzięłam kilka kajzerek. Niall pomógł mi sięgnąć ser, bo był za wysoko, a ja nie mogłam go dosięgnąć.
- Czemu, nie jestem wyższa ? - zaśmiałam się.
- Jeszcze podrośniesz.- gdy wyszliśmy ze sklepu rozpadało się. Zasłoniłam głowę rękami, ale to nic nie pomagało. Horan ( okazało się, że tak ma na nazwisko ) dał mi swoją kurtkę, przez co byłam wkurzona. Było zimno, a on przez całą drogę musiał iść w krótkim rękawku.
- Miło było cię poznać - powiedział Niall gdy staliśmy na klatce.
- Mi ciebie też. Do zobaczenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz