wtorek, 26 lutego 2013
Rozdział 2 #I don't know who it is
- Specjalnie dla ciebie. Wiem, że bardzo lubisz - powiedziała mama.
- Dzięki - odpowiedziałam. Wszyscy zaczęli jeść.
- Macie jakieś plany na ten wieczòr ? - spytał tata - Moglibyśmy porobić coś razem.
- Ja bardzo chętnie - oznajmiła mama.
- Ja też - powiedział Tony.
- A ja nie mogę - oznajmiłam - Spotykam się z Nick'iem.
- A nie możesz jutro ?
- Daj jej spokój - powiedziała mama - Niech się nacieszy.
- To ja lece - odłożyłam talerz do zlewu.
- Przecież ty nawet nic nie zjadłaś.
- Nie jestem głodna. Pa - wyszłam z domu. Nareszcie spotkam się z Nick'iem. Nie widziałam go od dawna.Starałam się jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Kiedy go zobaczyłam od razu do niego podbiegłam.
- Jenna ! Nareszcie cię widzę.- przytulił mnie i pocałował.
- Ale się stęskniłam. Czemu mnie nie odwiedziłeś ?
- Przepraszam, przecież wiesz, że ćwiczymy z kolegami. Nie fochasz się ?
- No oczywiście, że nie. Idziemy coś sobie kupić ?
- No jasne. Chodź- złapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę pierwszych sklepów. Naprawdę było tego wiele. Wtedy mój wzrok przeniósł się na chłopaka w źółtej kurtce z kapturem na głowie. Mimo iż nie było widać, aż tak bardzo jego twarzy to zauważyłam, że ba brązowe loczki i zielone oczy. Wtedy spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął. Ja zrobiłam to samo tylko tylko bardziej śmiało.
- Ej- Nick mnie szturchnął - Podoba ci się inny ?
- No wiesz... Tylko się na niego spojrzałam. Nie możesz być taki zazdrosny. Chodź lepiej do tego sklepu.-Weszliśmy do mojego ulubionego ciucholandu. Zawsze było tu pełno ślicznych ciuchów. Ja upatrzyłam sobie to < link >. Tak wiem. Bluzka z tekstem Justin'a Bieber'a. Ale to nawet fajnie, ja do niego nic nie mam. Pare jego piosenek znajdzie się na moim telefonie. Nick upatrzył sobie jakąś koszule w kratke. Gdy zapłaciliśmy poszliśmy jeszcze do kawiarni.
- Czyli za tydzień wracasz do szkoły ? - spytał gdy usiedliśmy na swoich miejscach.
- Tak. Może nawet wcześniej.
- To fajnie. Wiesz ile ta Megan o tobie plotkowała ?\
- Dowiedziała się, że tam byłam ?!
- Nie na szczęście nie. Ale domyślała się. Nadal każdy myśli, że byłaś na jakiejś zamianie i mieszkałaś przez te pare miesięcy u babci.
- To dobrze - westchnęłam.
- A co u... No tej twojej przyjaciółki ?
- Vicki... Ona ma na imię Vicki. Jest okay, ale trochę się pokłóciłyśmy.
- A o co ?
- Nie ważne. Idziemy ?
- Jak chcesz.- po 10 minutach wróciliśmy pod mój dom. Jakoś nie chciałam rozstawać się z Nick'iem. Wolałabym spędzić z nim tutaj całą noc.
- Przyjdziesz jutro ? - spytałam.
- Sorki nie mogę. Trenuję z kolegami. Wiesz za kilka dni zaczyna się nowy trening piłki nożnej.
- Jasne. A bo wiesz Tony się zapisał na te lekcje... Jakby co pomożesz mu ?
- No jasne. Masz to jak w banku - pocałował mnie i odszedł.
* Następnego dnia *
Wczesnym rankiem usłyszałam dżwięk oznaczający nową wiadomość. Wolnym ruchem wyciągnęłam telefon spod poduszki i przeczytałam " Przepraszam za moje wczorajsze zachowanie. Spotkajmy się o dwunastej w MilkshakeCity." Tak to był sms od Vicki. No cóż była dziesiąta, powinnam już się szykować. Ale w ogóle nie miałam zamiaru tego zrobić. Powoli zwlekłam się z łóżka. Ubrałam to co było na krzesełku i zeszłam na dół. Nikt jeszcze się tu nie plątał, więc mam swobodę. Zrobiłam sobie tosty i poszłam do swojego pokoju.
* Godzina 12.05 *
- Jenna przepraszam cię za wczoraj. Tak mi głupio - Vicki usprawiedliwiała się pijąc swojego shake'a.
- Nie ma za co przepraszać. Rozumiem chciałaś wiedzieć jak się czuję. Zapomnijmy o tym.
- Jasne.Nie uwierzysz co znalazłam w internecie. - wyjęła swój telefon i chwilkę na nim postukała - Oni są świetni ! - dała mi telefon. Wyświetlił się jakiś filmik, a dokładnie teledysk. Na dole napisane było "One Direction - What Makes You Beautiful " Obejrzałam chwilę, a póżniej podałam jej telefon.
- I co ? Świetne głosy. Teraz wyglądają zupełnie inaczej. Ściągnęłam pare ich zdjęć. Opacz to - pokazała mi zdjęcie. Przyjrzałam się dokładnie. Byłam zaskoczona. Wśród piątki chłopaków zauważyłam tego, którego spotkałam wczoraj w centrum handlowym/. Nie, chyba mam coś ze wzrokiem. To nie może być on.
- Aż cię zatkało. I nie uwierzysz, że mieszkają tutaj w Londynie. Może ich spotkam. Pewnie ich kojarzysz.
- Nie wiem kto to jest. - wydukałam.
- Raczej ich. Posłuchaj sobie w domu. Wciągniesz się.
- No nie wiem, nie wiem.
- A ja wiem ! - krzyknęła i zaczęła pić swój koktajl.
~ By Olciaa.
piątek, 22 lutego 2013
Rozdział 1 #There is always okay.
- Stęskniłam się za tobą.- po czym odłożyłam ją na łóźko. Nie chciało mi się rozpakowywać tych walizek, więc najpierw weszłam na komputer.
" WooW już w domu, po kilku miesięcznym siedzeniu w beznadziejnym szpitalu. Nareszcie mogę nacieszyć się swoją kotką i oczywiście moim przytulnym pokojem. Pachnie tu jakoś inaczej... Może mój brat przyprowadził jakąś dziewczynę ;D Mam nadzieję, że spotkam się dzisiaj z Vicki, a może nawet z Nick'iem. Dawno ich nie widziałam. Cieszę się, że wróciłam do domu, ale już w aucie rodzice zaczęli pytać jak było, a tym zepsuli mi humor. Jakby się opanować nie mogli. Tak się zastanawiam czy ktoś będzie to czytał. Traktuję tego bloga bardziej jak pamiętnik. Zobaczymy jak dalej będzie"
Później weszłam na facebooka. Nic ciekawego. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę - odpowiedziałam. Do pokoju wszedł nie kto inny jak Tony - Tony ! - krzyknęłam i mocno go przytuliłam.
- Cześć Jenn - tak, Jenn. Tony lubił tak na mnie mówić.- Wiesz jak tęskniłem ?
- A jak ja ? Co tam ciekawego ?
- Dzwoniła Vicky i chce się spotkać za godzinę w tej waszej ulubionej kawiarni. Idziesz ?
- No jasne. Chcesz iść ze mną ? - spytałam podnosząc jedną brew ku górze.
- Jeżeli mogę to bardzo chętnie - uśmiechnął się.
- Wiem, że ci się podoba.
- Kto ?
- No Vicki...
- Co ? Coś ty...
- Ehee...
- No dobra, trochę... Ale jak coś komuś powiesz to po tobie.- pogroził mi palcem. Ja udałam, że zasuwam sobie usta.
- Nie martw się. Muszę się jeszcze rozpakować.- westchnęłam.
- Pomóc ci ?
- Gdybyś mógł - Tony pomógł mi rozpakować wszystkie rzeczy. Trochę nam to zajęło. Po czterdziestu minutach wyszliśmy z domu. kierując się do miejsca, gdzie mieliśmy się spotkać. Tak się zastanawiam czy Vicki też będzie robić mi lekcje na temat mojego zachowania. Przez ten cały odwyk zmieniłam się kompletnie. Wcześniej chociaż paliłam i się cięłam to byłam miłą i wesołą dziewczyną. Oczywiście nadal palę. Tego już nie mogę odwołać. Teraz też staram się być miła, ale nie często mi to wychodzi. Moja osobowość stała się chłodna i wybuchowa. Inna dziewczyna niż kiedyś. Staram się. tylko tyle mogę powiedzieć.
- Jenna ! - krzyknęła Vicki gdy mnie zobaczyła. Pocałowała mnie w policzek i zaczęła mi się przyglądać.- Schudłaś przez ten miesiąc. Przepraszam, że cię nie odwiedziłam, ale miałam tyle spraw. Nie gniewasz się ?
- No jasne, że nie.- uśmiechnęłam się. Usiedliśmy obok stolika.
- Zamawiamy coś ? - spytał Tony.
- Tak, muszę się czegoś napić.- powiedziała Vicki.
- Mnie też suszy w gardle - odpowiedziałam- Pójdziesz ? - spytałam Tony'ego.
- Jasne. Zamówie wam koktajle.- poszedł.
- Zrobiłaś coś z końcówkami ? Są takie ciemniejsze - oznajmiła Vicki.
- Tak. Pomyślałam, że będzie ładnie wyglądać.
- I tak wygląda.- po chwili przyszedł Tony z kubkami.- A jak się czujesz ?
- A jak miałabym się czuć ? - zdziwiłam się - Przecież jest wszystko okay.
- No, ale... Jak wrażenia. Po pobycie tam....
- Nie mów, że ty też o to pytasz... Nie chce o tym rozmawiać.
- Dobrze. Przepraszam. Ja się tylko o ciebie troszczę.
- Nie trzeba. Sama o siebie umiem zadbać.
- Tak, ale po tym co robiłaś trzeba cię przypilnować.
- Czyli po czym ? - pomału traciłam kontrole.
- Miałam powód, żeby to robić.
- Ale po co to ? A później czekać tylko na to jak będziesz tego żałować.
- Wiem co robię! I jeżeli będę chciała to robić, to będę !
- Na pewno tego nie zrobisz !
- Moje życie i moje sprawy ! Nie wtrącaj się ! - po czym wstałam i wyszłam. Złość gotowała się we mnie. Nie obchodziło mnie to, że w kawiarni wszyscy patrzyli się na mnie jak na wariatke. Nie potrzebnie się wtrącają. Wyjęłam z torby papierosa i zapaliłam. Co chwile wypuszczałam dym z ust. Jednak powinnam rzucić to palenie. Słyszałam o tych chorobach. Nawet moja ciocia, która była nałogową palaczką zmarła na raka. Chyba kupię sobie te specjalne tabletki. Zgasiłam papierosa i poszłam do domu.
Siedziałam w swoim pokoju i nadal nie mogłam pojąć czemu wszyscy wtrącają się w nie swoje sprawy. A najczęściej w moje sprawy. To mogło człowieka to szału doprowadzić. Wyjęłam z szafki małą żyletkę i podciągnęłam rękaw. Zaczęłam się ciąć. Trochę boli, ale jak zawsze dawało mi to przyjemność i ulgę. Na dywanie zauważyłam małe kropelki krwi. Szybko je starłam, żeby nie zaschły po czym włożyłam to "ostre narzędzie" z powrotem do komody. Wtedy zobaczyłam swoją listę, którą jeszcze przed wyjazdem do psychiatryka schowałam starannie i głęboko na dno półki. Od razu się uśmiechnęłam gdy ją zobaczyłam. Przed przeczytaniem włączyłam muzykę na swoim smartfonie.
Podcięcie żył26.11.2012Zastrzelenie02.12.2012Podcięcie gardła14.12.2012Powieszenie30.12.2012- Skok z budynku
Rozdział 1 już jest. Chciałabym tylko zaznaczyć, że na początku nie będzie za bardzo o One Direction. Ale później się rozwinie ;D
~By Olcia.
wtorek, 19 lutego 2013
Prolog. # Can i count on you
Wyłączyłam laptopa i schowałam go do torby. Wszystko było już spakowane i grzecznie leżało na łóżku. Wtedy do pokoju weszła pielęgniarka.
- Jenna, rodzice już na ciebie czekają. Są na dole.- oznajmiła, wieszając się na drzwiach.
- Nareszcie wyjdę z tego miejsca.-prychnęłam. Kobieta spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i wyszła, zamykając delikatnie drzwi. Wzięłam wszystkie torby i ostatni raz po patrzyłam na pokój. Pora wymazać ten okropny widok z mojego umysłu. Koniec koszmarów i nieprzespanych nocy. Już nigdy tu nie wrócę, na pewno. Wyszłam z pokoju i zostawiłam klucz w zamku. Zjechałam windą na dół. Po drodze żegnałam się z poznanymi tu osobami, aż wreszcie dotarłam do głównego holu.Gdy rodzice mnie zobaczyli uśmiechnęli się, ale ja nie odwzajemniłam uśmiechu. Jakoś nie miałam ochoty okazywać dzisiaj uczuć.
- Córciu - mama przytuliła mnie, ale ja nadal zostawałam w bezruchu.- Nareszcie będziesz razem z nami. Nie cieszysz się ?
- Cieszę, ale nadal pamiętam, że to wy mnie tutaj zostawiliście.
- Jenna przecież dobrze wiesz, że to dla twojego dobra. Chodzmy już do samochodu. Po drodze nam trochę poopowiadasz. Wyszliśmy z szpitala i ruszyliśmy w stronę auta. Ja szłam za rodzicami z torbą na ramieniu, a reszte rzeczy wziął tata. Włożył je do bagażnika, a ja rozsiadłam się wygodnie na tylnym siedzeniu. Wyjęłam telefon i słuchawki z kieszeni i zaczęłam słuchać muzyki. po chwili ruszyliśmy. Londyn o tej porze dnia zdawał się być ciemną mogiłą. Słońce chowało się za chmurami, czemu skutkiem był półmrok. Deszcz padał od samego rana i wyglądało na to, że będzie tak do końca dnia. Ale przyzwyczaiłam się do takiej pogody. To nazywało się życie w Londynie.
niedziela, 17 lutego 2013
Rozdział 24 #When you be happy
- Za chwilę powinna się wybudzić. - usłyszałam głos mężczyzny. Nic nie widziałam, tylko słyszałam.
- Ale przeżyje ? Ona musi się obudzić ten głos znałam od dawna. To głos Lou. Cieszę się, że nic mu nie jest.
- Trzeba chwilkę zaczekać. Zostawie pana samego, a wrócę za dziesięć minut by sprawdzić jej stan.- usłyszałam kroki oraz trzaśnięcie drzwiami. Nie wiedziałam gdzie jestem. Próbowałam otworzyć oczy. Pomału otworzyłam powieki. Zaczęłam mrugać, z powodu światła które mnie oślepiało.
- Blaire ! Blaire to ja - Louis złapał mnie za rękę i mocno ją ścisnął.
- Lou ? To ty ? - spytałam ochrypłym głosem.
- Tak to ja. Jak się czujesz ?
- Słabo. Gdzie ja jestem ?
- Jesteś w szpitalu. Tu w Londynie. Miałaś wypadek.
- Pamiętam.
- Naprawdę ? Byłaś w śpiączce dwa tygodnie. Naprawdę to pamiętasz ?
- Jak to byłam w śpiączce ?
- Wpadłaś pod koła samochodu. Uderzenie było bardzo silne. Myśleliśmy, że się nie obudzisz. Uratowałaś mnie. Będę ci wdzięczny do końca życia.
- Musiałam to zrobić - spróbowałam się uśmiechnąć. Poczułam ostry ból brzucha.- Auu...
- Co się dzieje ? - przestraszył się.
- Mój brzuch. Boli.
- Blaire muszę ci coś powiedzieć.
- Tak ?
- Kochanie... Ty... Ty jesteś w ciąży.
- Słucham ? - doszczędnie mnie zatkało.
- Jesteś w ciąży. Będziemy mieli dziecko.- uśmiechną się. Ja po chwili zrobiłam to samo. Jestem w ciąży. To niesamowite. Noszę w sobie dziecko moje i Louis'a.
- Myślałam, że to matka powinna dowiedzieć się pierwsza.- zaśmiał się.
- Cieszysz się ? - spytał.
- Oczywiście. Jak mogłabym się nie cieszyć.
- No widzę, że wszystko w porządku ? - do sali wszedł mężczyzna, a na sobie miał kitel.- I jak się pani czuje ?
- Jest dobrze.
- Prosiłbym, żeby pan na chwilkę wyszedł dobrze ? Muszę ją zbadać - Lou wstał z krzesełka i wyszedł.
- Może pani usiąść ? Trzeba rozruszać te mięśnie.- podparłam się łokciami o łóżko i próbowałam usiąść. Zajęło mi to wiele trudu, ale udało się.
- No dobrze, a jak brzuch ? Boli ?
- Na razie nie. Przed chwilą lekko bolał, ale jest już wszystko w porządku.
- Mąż już powiadomił ?
- Mąż ? On nie jest moim mężem.
- Myślałem, że jest. To przepraszam. A coś panią boli oprócz brzucha ?
- Nie. Jest okay.
- Zostanie pani jeszcze u nas tydzień, a później wypisze cię do domu. Zawołam twojego chłopaka - wyszedł i powiedział coś do Louis'a, który siedział na krzesełku. Wstał i wszedł do mnie.
- No i co ? Wszystko w porządku ?
- Tak. W jak najlepszym.
- Zobacz kto do ciebie przyszedł - wtedy do sali weszli po kolei Niall, Liam, Harry i Zayn.
- Cześć chłopcy !
- Blaire jak miło widzieć cię żywą ! - każdy mnie przytulił, a Zayn dał mi kwiaty.
- Dziękuję. A czemu miałabym nie żyć ?
- Byłaś w tak krytycznym stanie, że myśleliśmy, że cię stracimy. Ale na szczęście jesteś z nami.
- Tak, całe szczęście. Pewnie rozwaliliście by całe mieszkanie.
- Aż tak źle nie jest.
- Dzięki, że przyszliście. Bardzo was kocham
- My ciebie też. No to co ? Aaa no właśnie... My musimy się ulotnić.
- Co tak krótko ? - zdziwiłam się.
- A zaraz się dowiesz.- wyszli tak szybko jak weszli.
- Szybko ich zwiało.
- Tak, ale jest tego powód - Lou obdarował mnie tym uroczym uśmiechem. Zawsze jak go widze zaczynam się rumienić. Tak jak teraz.\
- Czyli jaki ?
- Nie podoba mi się twoje nazwisko.
- A co jest w nim złego ?
- Trzeba je zmienić- wtedy Louis wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko kształcie serca i klęknął. Otworzył, a w środku ujrzałam pierścionek.- Blaire wiem, że nie znamy się za długo, ale bardzo cię kocham. Czy zostaniesz moją panią Tomlinson i wyjdziesz za mnie ?- o mój boże. Czy on właśnie mi się oświadczył ?
- Tak, Lou. Wyjdę za ciebie.- po czym założył mi pierścionek na palec i delikatnie pocałował.
KONIEC.
No i co skarbki ? Koniec. Myślę, że koniec się wam podoba. Jedno opowiadanie już za mną i zaczynam nowe ;D Ale myślę, że nie zapomnicie o Blaire i Louis'ie. Musicie pamiętać. Kocham Was.
Tak wyglądał ich ślub ;D HeeH
~ By Olcia.
sobota, 16 lutego 2013
Rozdział 23 #When darkness sets in
Po pogrzebie wròciliśmy z Lou do domu. Zdjęłam marynarke i powiesiłam ją na wieszaku.
- Chcesz coś zjeść ? - spytałam.
- Nie, nie jestem głodny.
- Ja też nie. To co robimy ?
- Nie wiem. A kiedy wracamy do Londynu ?
- Kiedy chcesz.
- Chciałbym już tam być. Boję się, że coś nabroili. Wiesz jacy są.
- Wiem. Możemy zacząć się pakować. Ale nie mamy biletów - wtedy Lou wyciągnął z kieszeni dwa bilety.
- Jak je zdobyłeś ?!
- No wiesz... Kupiłem je jak wylatywałem z Londynu.
- Kochany jesteś - przytuliłam go i pocałowałam w policzek. - To idziemy się pakować ?
- Jasne.
Godzina 12.43 W Samolocie
- Jak będziemy lądować to cię obudze - powiedział Louis.
- Na razie nie zasne. Najwyżej za pół godziny.
- Źle się czujesz ?
- Nie. Jest okay. Muszę trochę pomyśleć.
- O czym ?
- Nieważne. Lepiej się prześpie teraz.
- Dobranoc - przytulił mnie.
- Dobranoc.
Godzine Później Londyn
- Zamówić taxówke czy wolisz zadzwonić po Niall'a ?
- Zamów tax'ówke.
- Okay - Louis zadzwonił po tax'ówke. Po dziesięciu minutach przyjechała. Pogoda nie była za ładna. Padało, na ulicy nie było żywego ducha. Gdy dojechaliśmy szybko weszliśmy do domu. Chłopcy siedzieli na kanapie.
- Blaire ! - krzyknął Harry, gdy mnie zobaczył i mocno przytulił.- Nareszcie! Wiesz jak długo na was czekaliśmy ?
- No, ale już jesteśmy. A wy co tak siedzicie ? Narozrabialiście ?
- Co ? Nie. Oprócz nowego telewizora, nowej lodòwki i nowej kanapy wszystko w porządku.
- Tamten telewizor był dobry, ale ktoś musiał go zepsuć - Liam spojrzał na Zayn'a.
- To nie była moja wina. Sam spadł!
- Ale ktoś musiał go szturchnąć
- Dobra chłopaki nie kłòćmy się. Poròbmy coś razem.
- Ja nie mogę - powiedział Zayn - Ide do Pierrie
- A ja do Danielle - oznajmił Liam
- Ja lecę do Eda - zagadał Harry
- Ja miałem zamiar iść do Nando's - powiedział Niall - Możecie iść ze mną.
- Ja chętnie - odpowiedziałam.
- No to chodzmy
Kilka tygodni później
Szłam z Louis'em do galerii handlowej. Musiałam kupić coś nowego, bo Louis zaprosił mnie na kolacje.
- A powiesz chociaż gdzie idziemy na tą kolacje ?
- Nie. To niespodzianka, mówiłem już ci.
- Ale wiesz, że nie jestem cierpliwa. - Wiem. - przechodziliśmy przez pasy. Wtedy zauważyłam samochód, ktòry jechał prosto na Louis'a. Odepchnęłam go, a sama trafiłam pod koła samochodu. Poczułam ostry ból z boku. Wtedy nastała ciemność.
Tak wiem kròtki, ale nie mogłam się tego doczekać. To jest przedostatni rozdział tego opowiadania. Nie wiem kiedy dodam ostatni. Może jutro lub w poniedziałek. Myślę, że spodoba wam się koniec (:
~ By Olcia.
czwartek, 14 lutego 2013
Nowi bohaterowie.
~By Olcia.
środa, 13 lutego 2013
Rozdział 22 #Where is Max?!
Tą noc zaliczyłam jako nie przespaną. Całą noc myślałam o tym co się stało, nawet wyłoniłam pare łez. Rano nie czułam zmęczenia. Zaczęłam wpatrywać się w zdjęcie moje i Max'a, które stało na komodzie. O mój boże! Dopiero teraz zorientowałam się, że nie wiem gdzie jest mój pies.Wyskoczyłam spod kołdry i pobiegłam na dół. Mary siedziała na kanapie i czytała gazetę.
- Gdzie jest Max?! - be żadnego przywitania, krzyknęłam.
- A może tak dzień dobry ?
- Dzień dobry
- Jaki Max?
- Mój pies.
-Aaa on. Jest w schronisku.
- Jak to w schronisku ?!
- No w schronisku. Nikt nie mógł się nim zająć, więc nie miałam wyboru.
- Ty go tam zabrałaś ?! Musę po niego pojechać i odebrać.
- Blaire wiesz, że mam uczulenie na sierść.
- To zamieszkam sama w moim domu. Jestem pełnoletnia i mogę robić co chce. Daj mi papiery.
- Słuchaj, muszę się tobą zająć...
- Nie! Mam 19 lat i mogę robić co chce. Daj mi papiery!- Mary patrzyła na mnie chwilę, ale po chwili wstała, wyjęła z komody jakieś papiery i podała mi je. Wzięłam je i poszłam na góre. Wiem, że nie powinnam się tak odzywać, ale musiałam. Szybko ubrałam się w to < link > , wzięłam komórkę i wyszłam z domu. Poszłam na pobliski przystanek i zobaczyłam rozkład jazdy. Mój autobus miał przyjechać za pięć minut. Wtedy usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dzwonił Lou.
- Cześć kotku.
- Cześć. Co tam u was ?
- Nie wiem.
-Jak nie wiesz? Wyjechałeś gdzieś ?- byłam zdziwiona
- Tak, wyjechałem.
- Gdzie ?
- Do ciebie. Jestem na lotnisku w Dublinie.
- Co ?!- naprawdę zaskoczył mnie bardzo. Wtedy przyjechał mój autokar. Weszłam, zapłaciłam i zajęłam miejsce.- Ale...Jak?
- No jestem na lotnisku w Dublinie. Za godzine będę u ciebie.
- Louis...
- Hmm ?
- Wiesz, że jesteś kochany, prawda?
- Wiem. Ale dla ciebie wszystko.
- Słuchaj, ciocia jedzie dziś do jakieś koleżanki do Dublina. Ja jadę teraz do schroniska, bo kochana Mary oddała mojego psa. Jak będziesz pod domem to puść sygnał dobrze ?
- Jasne.Muszę kończyć. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- co za niespodzianka. Przyjedzie do mnie. Chyba nic lepszego nie mogło się stać.
* 20 minut później w schronisku *
Poszłam do recepcji i czekałam jak ta pani skończy. Tak ta pani. Gada, gada i gada. Utrapienie. Gdy nareszcie skończyła uśmiechnęła się do mnie i spytała:
- W czym mogę służyć ?
- Proszę pani. Moja ciocia oddała tu kilka dni temu mojego psa, bez mojej zgody. Chciałabym go odzyskać.
- Jest pani pełnoletnia?
- Tak.
-Po proszę dowód i papiery.- wyjęłam z torebki dowód oraz potrzebne akta i położyłam je na blacie.Patrzyła trochę na mnie, trochę na papiery.
- Proszę za mną - powiedziała, gdy nareszcie odłożyła papiery. Szliśmy jakimś korytarzem, aż wreszcie dotarłyśmy do drzwi. Już od razu zobaczyłam mojego psa.
- ma pani szczęście, że nikt go jeszcze nie wziął.- wzięłam na ręcę Max'a i mocno przytuliłam
- Dziękuję. Mam coś podpisać ?
- Tak chodźmy jeszcze do recepcji.-podpisałam wszystkie dokumenty, a potem wyszłam. Wiem, że do autobusu nie wpuszczą mnie z psem. Musiałam iść pieszo. Szłam ok.40 minut, aż wreszcie dotarłam do domu Mary. Tak, Lou siedział już na schodkach i gapił się w swój telefon.
- Lou! - krzyknęłam. Odwrócił się i wstał. Podbiegł do mnie i mocno przytulił, całując.
- Wiesz jak się stęskniłem ?!
- A wiesz jak ja? Długo czekasz ?
- Nie. Przed chwilą przyjechałem.
- Poznaj mojego psa Max'a.
- Jaki słodki.
- Wiesz... Dzisiaj postawiłam się cioci. Powiedziałam, że będę mieszkała sama, bo ona ma alergię na sierść. Więc na razie zamieszkamy u mnie.
- Masz swój dom?
- To znaczy.. Mieszkałam w nim z mamą.
- Och. Przepraszam.
- Za co? Przecież nic się nie stało. Pójdziesz z Max'em do domu? Ja pójdę po rzeczy do cioci.
- Jasne.
- Masz klucze. To tamten. Ten niebieski. Widzisz?
- Tak. Leć się spakować - weszłam do domu i nie rozbierając się poszłam do swojego pokoju. Wzięłam walizke i spakowałam wszystko co tutaj przywiozłam. Mary nie było. Po spakowaniu wróciłam do swojego prawdziwego domu. Lou stał w salonie i rozglądał się.
- Ładnie tu masz.
- Dzięki. Będziesz spał ze mną. Jeśli chcesz.
- To będzie czysta przyjemność - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Chodź rozpakujesz się, a ja zrobię coś do jedzenia - pokazałam Louis'owi pokój, a ja poszłam do kuchni, by przygotować coś do jedzenia. Nie miałam na nic pomysłu.
- Co chcesz zjeść ?! - krzyknęłam.
- Nie wiem. Najlepiej twój speciał.- ale co jest moim speciałem? Wiem. Mama zawsze mówiła, że kocha moją lazanie. Ale...Nie było tylu składników, a mi nie chciało się iść do sklepu. Dobra, zrobię naleśniki, może mu posmakują. Zaczęłam robić naleśniki, a przy okazji nakarmiłam też Max'a. Po chwili doszedł do mnie Louis.
- Ale ładnie pachnie.
- Masz- podałam mu talerz. Zaczął od razu jeść. Chyba był głodny.
- Chłopcy nie chcieli przyjechać ?
- Oni nic nie wiedzą.
- Jak to nie wiedzą? Pewnie umierają ze strachu. Musisz im powiedzieć.
- No okay. Zaraz zadzwonię.
- No. Co skłoniło cię do przyjazdu tutaj ?
- Stęskniłem się. Wiesz jak trudno jest wytrzymać bez ciebie? A chłopaki ciągle się kłócą.
- Mogli pójść do pokoju zabaw.
- Jaki pokój zabaw ?
- No ten na samej górze. Tam gdzie jest bilard i tak dalej.
- Byłaś tam ?
- Tak. Nudziło mi się, postanowiłam trochę pozwiedzać.
- Nikt tam już nie wchodzi. 2 lata temu tętniło tam życiem. Zawsze wieczorem gromadziliśmy się tam i graliśmy w różne gry. Teraz nie ma na to czasu.
- Rozumiem.
- Kiedyś było inaczej. Wcześniej ta sława była taka super, a tera bywa często męcząca.
- Ale macie fanów. I siebie. To najważniejsze.
- Masz rację.- po posiłku postanowiliśmy, że pokaże Louis'owi moje miasto. Byliśmy w różnych miejscach i przy tym świetnie się bawiliśmy. Louis nigdy tu nie był, chociaż Niall pochodzi z tąd. Wróciliśmy dopiero wieczorem, padnięci.
* Godzina 23.24 *
- Patrz ktoś już wie, że jesteś w Irlandii.- pokazałam na ekran komputera.
- Wieści szybko się rozchodzą.
- Wiesz- zeszłam z krzesełka i usiadłam mu na kolanach- Cieszę się, że tu jesteś- pocałowałam go namiętnie. Zaczęłam zdejmować mu koszulke, nie przestając go całować.
- Na pewno tego chcesz? - spytał.
- Na nic innego nie czekam.
* Następnego dnia Godzina 10.23 *
Zeszła noc była cudowna. Wzasadzie chciałam tego spróbować wcześniej, ale nie miałam odwagi. Teraz szykowaliśmy się na pogrzeb mamy. Który był na jedenastą. Ubrałam się w to < link >. Mary zapewne kazałaby mi założyć jakąś sukienkę. Nie, ja sukienki tylko na jakieś imprezy. Lou był już gotowy, czekał tylko na mnie. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ciocia Mary już tam była. Spojrzałam na nią tylko raz. Też się na mnie patrzyła, ale ja szybko odwróciłam wzrok. Mój wzrok już na niej nie spoczął. To wszystko trwało ponad dwie godziny. Nie miałam siły patrzeć na mamę. Przywróciłoby to za wiele wspomnień, a nie chciałam teraz płakać. Bardzo mi jej brakuje.Była jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Mam szczęście, że pozostał mi Louis. Po tym wszystkim nie miałam już sił. Wróciliśmy do domu.
No i jak? Jest długi. przyznam,ale to dobrze. Mam dla was przykrą wiadomość. Niedługo opowiadanie się skończy. Jeszcze kilka rozdziałów ( Może nawet tylko dwa, trzy ) i koniec. Ale będzie nowe opowiadanie. Na pewno lepsze bo całą noc myślałam i wymyśliłam super historie. Mogę tylko zdradzić, że głównym bohaterem z chłopaków będzie Harry. Tylko się nie obrażajcie.
~By Olcia.
wtorek, 12 lutego 2013
Niespotykany wpis.
No cześć (: Pewnie zastanawiacie się co oznacza tytuł tego posta. To zaraz wytłumacze. Zauważyliście, że teraz nie za szybko dodaje rozdziały. To przez szkołe ( chociaż w poniedziałek zaczęły się u mnie ferie ) a do tego nie za często jestem na komputerze, a na telefonie aż tak bardzo nie chce mi się pisać. Mam już pomysł na następne opowiadanie. Będzie lepsze od tego napewno. Przepraszam za niektóre błędy, ale telefon a więc wiecie. Okay nie przynudzam. Jeżeli chodzi o tytuł. Już dawno temu napisałam, że będę czasem dodawać imaginy. To napisze. Teraz. A więc ZAPRASZAM NA IMAGIN Z HARRY'M.
- Czemu ty mi to robisz ?! - wydzierałam się na niego, nie powstrzymując łez.
- Skarbie... Przecież wiesz, że cię kocham.
- Nie wierzę ci. Nawet się mną nie interesujesz!
- [T.I] to nie moja wina, że nie miałem czasu.
- Dowiedziałam się, że jestem chora na nowotwór. A ty ? A ty Nick nie przejąłeś się bo wolałeś kolegów!
- Graliśmy ważny mecz!
- A ja nie jestem ważna?! Dobra Nick z nami koniec! - wyszłam trzaskając drzwiami. Pogoda sprzyjała mojemu humorowi. Było ciemno, padał deszcz. Na ulicy nie było żywego ducha. Tylko ja. Samotna i chora dziewczyna. W pobliskim sklepie kupiłam butelkę piwa i przysiadłam na mokrym krawężniku. Nie powinnam pić z powodu choroby, ale teraz nie interesowało mnie to. Znowu zaczęłam płakać i wypiłam łyk piwa. Ciesze się, że z nim zerwałam. Nir miał dla mnie czasu, nie interesował się. Drugi łyk piwa.
- Ej nic ci nie jest ? - podszedł do mnie chłopak i przykucnął obok.
- Jest. Wszystko jest źle!
- Czemu tu siedzisz ? - spojrzałam na twarz chłopaka. Dopiero teraz zobaczyłam jego mokre loki, opadające na jego twarz i czułe zielone tęczówki, które patrzyły na mnie z troską.
- To jest bardzo, bardzo długa historia.
- Wysłucham.
- No... Przed chwilą zerwałam z moim chłopakiem. Tym idiotą, pucybusem, głupkiem i mogłabym jeszcze wiele wymieniać. Powiedziałam mu, że jestem chora na nowotwór, a on w ogóle się nie przejął. W domu kłóciliśmy się i z nim zerwałam. Teraz nie mam gdzie mieszkać, więc zamieszkam tu.
- Przepraszam. Jesteś chora ?
- Tak.
- Oddawaj - wyrwał mi z ręki butelke- To nie jest rozwiązanie.
- Wiem, ale czuję się okropnie.
- Wstań - wstał i wyciągnął do mnie ręcę - No wstań - posłusznie wstałam i stanęłam przed nim. Byłam od niego niższa o pare centymetrów.
- Naprawdę nie masz gdzie mieszkać ? A rozdzice ?
- Wystawili mnie. Ich nienawidzę tak samo jak Nick'a. Piją i tylko kase wydają.
- Przenocujesz u mnie.
- Nie. Ja nie mogę się wprosić.
- Możesz - uśmiechnął się - To nie problem. Mieszkam sam.
- Nie. Nawet się nie znamy.
- Jestem Harry.
- [T.I]
- No teraz się znamy. Pojedziemy po twoje rzeczy i na razie przenocujesz u mnie.
- Ech... No dobrze. Dziękuję... Harry.- po tym poszliśmy z Harry'm to mojego byłego domu. Harry to naprawdę uroczy chłopak. Pomógł mi. Zatrzymał się, a mógł mnie olać. Nick siedział na kanapie i oglądał mecz, gdy przyszłam. Myślał, że do niego wróciłam, ale wzięłam tylko swoje rzeczy i wyszłam. Trochę się awanturował, ale skończył gdy wyszłam. Z powrotem wróciłam do Harry'ego, i poszliśmy do jego domu...
* Rok później *
Mieszkałam z Harry'm i jesteśmy parą. Cieszę się, że jest mam takiego chłopaka. Jest troskliwy i opiekuńczy. Ale minął rok, a ze mną jest coraz gorzej. Teraz leżę na szpitalnym łóżku i czekam na Styles'a. Czuję się okropnie. Nie mam siły jeść, ruszać się ani w ogóle żyć. Przypomniałam sobie ten dzień w, którym Harry powiedział to:
* Retrospekcja *
- [T.I] możemy porozmawiać ? - spytał Harry. Wyglądał na zdenerwowanego. Jego zielone tęczówki lśniły.
- No jasne- odłożyłam komórke i po patrzyłam na niego. Przybliżył się do mnie.
- Mieszkasz ze mną już pół roku..
- Harry jeśli chcesz, żebym się wyprowadziła to powiedz.
- Nie! Za żadne skarby masz się nie wyprowadzać! Chodzi mi o to, że... Przez te sześć miesięcy. Ja... Ty mi się bardzo spodobałaś i... Chciałem spytać czy chcesz... Być ze mną ? - głośno przełknął ślinę.
- Harry. Wiesz... Bardzo mi się podobasz, ale... To nie ma sensu.
- Czemu? Jak chcesz mogę nie spotykać się tyle z chłopakami.
- Nie no coś ty nie o to mi chodzi. Po prostu... Przecież ja jestem chora, prawdopodobnie niedługo umrę. Nie ma sensu.
- [T.I]... Nie umrzesz. Wiem, że jest coraz gorzej, ale ja ci pomogę. Wiele dla mnie znaczysz. Nie obchodzi mnie to. Będę z tobą na zawsze.
- Naprawdę? - łza popłynęła mi po policzku.
- Naprawdę- starł ją swoją dłonią i pocałował, przywracjąc mnie o dreszce *
Tak. Była to najpiękniejsza chwila mojego, nędznego życia. Wtedy zobaczyłam Harry'ego, który wchodził na sale i usiadł obok mnie. W ręku trzymał czerwone róże.
- Cześć skarbie - pocałował mnie w policzek - To dla cieebie. Wiem, że je kochasz.
- Cześć misiu. Dziękuję jesteś kochany.
- Wiem. Każdy mi to mówi.- zaśmiałam się.- [T.I] mam jeszcze coś.
- Nie musisz obsypywać mnie prezentami.
- Muszę. A o to to- wyjął z kieszeni kurtki srebrny naszyjnik z serduszkiem.
- Jaki śliczny!
- Zobacz co jest w środku- otworzyłam małe serduszko i zobaczyłam zdjęcie moje i Harry'ego.
- Kocham Cię po prostu. Założysz mi?
- Jasne - założył mi łańcuszek na szyję, a po chwili położyłam się na łóżku. Dzisiejszy dzień był najgorszy ze wszystkich. Czułam się tak okropnie źle.
- Harry... Dziękuję za to, że wtedy pomogłeś mi.
- To był mój obowiązek.
- Dziękuję za to, że cały czas byłeś przy mnie i opiekowałeś się mną.
- To była dla mnie przyjemność.
- Dziękuję za to, że cały czas mnie kochałeś.
- Czemu mówisz to teraz?
- Dziękuję za to, że byłeś. Kochałeś. Płakałeś. Przytulałeś.
- [T.I]
- I jeszcze jedno. Pamiętaj Kocham Cię całym sercem. Jesteś moim bohaterem. - i zamknęłam oczy słysząc tylko cichy dźwięk pikającej maszyny i krzyk Harry'ego.
Popłakałam się przy własnym imaginie. Myślę, że się podoba.
~ By Olcia.
czwartek, 7 lutego 2013
Rozdział 21.# I don't understand.
Wyobrażaliście sobie kiedyś jak to jest stracić wszystko ? Jeżeli tak, to pewnie nie chcieliście, żeby stało się to naprawdę. W moim przypadku tak było. Myślałam jakby to było stracić tate i mame. Teraz nie musze myśleć, bo tak stało się naprawdę.
- Hej, co jest ?- spytał Lou po drugiej stronie monitora.
- Nic. Tak sobie myślę.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
- No nie wiem. Nie mam już nikogo.
- Masz. Masz Rose. Amy. Mnie. Harry'ego, Niall'a, Zayn'a i Liam'a. Kochamy Cię.
- Ja was też i to bardzo.
- To twój pokój ?
- Nie. Jestem u cioci. Nie chciała, żebym sama mieszkała w tamtym domu.
- A kiedy wracasz ?
- Nie wiem. Pogrzeb jest za dwa dni. Nie wiem co powie ciocia. Taka maruda. Pewnie powie, żebym nigdzie nie wyjeżdzała i została tu.
- Podasz mi swój aktualny adres ?
- A po co ci ?
- No podaj.
- Valerie 34/35st.- zapisał to na kartce- Ale powiedz do czego jest ci potrzebny.
- Tajemnica- wtedy usłyszałam trzask drzwi.
- No Mary wròciła. Muszę spadać. Buziaki- przesłałam mu całusa, a on go złapał.
- Cześć. Kocham Cię - zamknęłam komputer i schowałam go do walizki.
- A ty jeszcze nie rozpakowana ?- Mary weszła do pokoju bez pukania. Chciałabym jej to wygarnąć, ale do starszych osòb nie wypada.
- Przepraszam. Robiłam coś innego i zapomniałam.
- To pòźniej to zrobisz. Ktoś czeka na ciebie na dole.
- Kto? - byłam zdziwiona.
- Sama zobacz.- zeszłam na dół do kuchni. Nie wierzę.
- Rose ! - podbiegłam do niej i mocno przytuliłam.
- Cześć Blaire. Jak dawno cię nie widziałam!
- Musimy porozmawiać.
- No musimy.
- Poczekaj powiem Mary, że wychodze i ubiorę się - założyłam płaszcz i otworzyłam drzwi- Wychodzę! - wyszłyśmy na dwòr. Usiadłyśmy na ławce przed domem.
- Muszę ci coś powiedzieć - zaczęła Rose- Ja... Nie powiedziałam ci tego... Bo wiesz ja poznałam takiego chłopaka.
- James'a. Wiem jest twoim chłopakiem.
- Skąd to wiesz ?
- Widziałam na blogu. Cieszę się.
- Ooo... Myślałam, że już na niego nie wchodzisz. Przepraszam, że ci nie powiedziałam. Pewnie czujesz się oszukana.
- Nie no co ty. Nie mogę być zła za to, że z kimś jesteś. Ja też mam chłopaka.
- Serio ? Jak ma na imię ?
- On... No to... Louis.
- Woow jak Louis Tomlinson...
- Bo to jest Louis Tomlinson...
- Co ?- najpierw się uśmiechnęła, ale potem mina jej zrzedła.- Blaire..
- Naprawdę. Nie kłamę cię. Mogę ci to udowodnić - pokazałam jej sms-a od Lou z treścią "Czekam. Kocham cię".
- Woow. Masz szczęście. Właśnie bardzo długo tam byłaś.
- Taak. Trochę przedłużył mi się wyjazd.
- Ale teraz będziesz musiała z nim zerwać
- A niby czemu ?
- No przecież skończył się wyjazd. Przecież... Zostajesz tu prawda ?
- Ja... Ja jeszcze nie wiem, ale... Prawdopodobnie tam wròcę.
- Co ?! Znowu mnie zostawisz ?
- Rosie to nie tak.
- Po pierwsze nie zdrabniaj mojego imienia, a po drugie... Jak możesz ? Chyba... Nie mów, że przez głupi Londyn skończy się nasza przyjaźń ?!
- Nie mówię tak !
- Ale na to wygląda. To nie ma sensu!
- Rose. Ma.
- Nie. Wiesz co. Ja mam 19 lat ty masz 19 lat. Rządzimy się same.
- Proszę. Nie przekreślaj tego.
- Twoja decyzja - wstała z ławki i poszła w stronę furtki.
- Rose! Wracaj!- nic nie powiedziała. Po chwili zniknęła za drzewami...
- Blaire! - Mary wyjrzała zza okna - Czemu tak krzyczysz ? Nie jesteś tu sama. Wracaj do domu.
- Przepraszam. Już idę.- weszłam do domu.
- Blaire. Jutro wyjeżdzam na cały dzień do koleżanki z Dublina. Poradzisz sobie sama ?
- Tak. Jestem samodzielna.
- Tak myślę. Jadłaś coś ?
- Nie, als nie jestem głodna.
- Musisz coś zjeść. Jeszcze zemdlejesz z głodu.
- Dobrze zrobię sobie coś.
- Ja idę się trochę zdrzemnąć. Jestem zmęczona dzisiejszym dniem. No, ale już 21. Ty też zaraz idź spać.
- Dobrze. Dobranoc Mary.- wyjęłam z lodówki sałatkę i nałożyła ją na talerz. Poszłam z nim na gòre, rozsiadłam się i znowu włączyłam laptopa. Najpierw twitter. Boże pobiłam rekord. 5 467 obserwujących. Matko. Widać, że interakcje nie śpią. Następny ask. Tu też wiele pytań. Nie chcę mi się odpowiadać. A facebook? Tam już wole nie wchodzić. To blog. Nic nowego. Ale posta nie zaszkodzi napisać.
Na początku tego posta chciałabym Wam coś uświadomić. Cieszcie się, że macie rodziców. Bo ja nie mam. Nie mam taty. A teraz zmarła moja mama. To jest okropne uczucie. Pustka. Rozpacz. Ale również gniew. Czemu akurat ja? Zawiniłam? Przecież nic nie zrobiłam. Potrzebowałam tylko miłości i opieki. A co się okazało ? Zamiast tego przyszło to : samotność i lęk. Lęk przed przyszłością
Blaire.
Zaraz przyszedł komentarz " coś się jeszcze może zdarzyć " Odpowiedziałam "Do czego dążysz ? " a on : " Nie trać czujności. Lęk powinna zastąpić siła "... O co mu chodzi ? " Coś się może jeszcze zdarzyć " ? Ale co ? Przecież to i tak koniec.
~ By Olcia.
poniedziałek, 4 lutego 2013
Rozdział 20 # Why me?!
- Blaire... Twoja matka... Twoja matka nie żyje...
- Ciociu nie ròb sobie jaj- drwiłam. Tak na pewno umarła.
- Blaire, skarbie... Na prawdę. Miała wypadek...- nie. Ona nie mogła umrzeć. Telefon wysunął mi się z rąk i upadł na podłogę. To chyba stało się naprawdę. Mary nie lubi żartować, rzadko ma poczucie humoru. Czyli to jest prawda? Zaczęłam płakać. Najpierw tata, a teraz mama?! Nie! Położyłam się na łòżku i pozwoliłam by łzy umoczyły poduszke. Nie miałam siły wstać. Ale musiałam... Musiałam tam pojechać. Do Irlandii. Muszę wszystkiego się dowiedzieć. Wstałam i wyciągnęłam walizke spod łóżka. Nic nie widziałam, łzy płyneły strumieniami. Otworzyłam szafe i zaczęłam wyciągać ubrania. No tak, muszę zadzwonić po taxówke. Wzięłam komòrke i zadzwoniłam po taxi. Miała przyjechać za 10 minut. Wznowiłam wrzucanie ubrań do torby.
- Blaire... Co ty... Co ty wyprawiasz?!- Louis wszedł do pokoju i patrzył na mnie zdziwiony.
- Wyjeżdzam.
- Czemu? Co się stało? Powiedz!
- Moja... Moja mama. Umarła.
- Boże skarbie tak mi przykro- przytulił mnie a ja wtuliłam się w jego tors wypuszczając następne tony łez.
- Chcesz tam jechać?
- Nie mam innego wyboru.
- Zawiozę cię na lotnisko.
- Nie trzeba- odsunęłam się i pobiegłam do łazienki po kosmetyczke.- Zamówiłam taxówke.
- To ją odwołaj.
- Nie. Nie trzeba naprawdę. Zostań tu. Wròcę. Chyba...
- Jak to chyba?!
- Louis to moja matka! Nie mam już nikogo! Ani ojca ani jej!- usłyszałam trąbienie.- Widzisz taxówka już jest.
- Pojadę z tobą.
- Nie. Zaopiekuj się chłopakami.- wzięłam torbe i wyszłam z pokoju. Założyłam płaszcz i buty. Na dworze padał deszcz. Wyszłam z domu, a Louis za mną.
- Proszę, tylko wróć.
- Oczywiście. Nie zostawie cię- przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam na pożegnanie.- Do zobaczenia- weszłam do auta.
- Powiedz chłopakom!- krzyknęłam przez otwartą szybę, ale po chwili ją zamknęłam z powodu zimna.Pomachałam mu na pożegnanie. Po chwili samochód odjechał.
- Gdzie jedziemy?- spytał kierowca.
- Na lotnisko na Backstreet 16st.
- Oczywiście- oparłam głowę na szybie. Kropelki deszczu ślizgały się po oknie czasem łącząc się w całość. Czemu ja? Czemu mi musiało się to przytrafić? Głupie. Zawsze przyciągam nieszczęścia. Jak magnes. To chyba już u nas rodzinne. Staliśmy w korku. Przed nami czekało wiele samochodów.
- Przepraszam- spytałam- Ile będziemy jechać?
- Przez te korki ok. 20 minut. Szybciej nie dam rady.- jeżeli zostało mi tyle czasu wyjęłam laptop. Włączyłam twittera i napisałam jednego tweeta: " To okropne uczucie kiedy tracisz drugą, najukochańszą osobe w swoim życiu. Nawet wrogowi bym tego nie życzyła". Po chwili przyszła odpowiedź od Niall'a "Co się stało?!". A ja "Louis wam wszystko wytłumaczy". Zamknęłam laptopa, żeby nie tłumaczyć się innym. Byliśmy już blisko lotniska. Schowałam go do torby i usiadłam spokojnie.
- To tutaj. Należy się 40 dolarów.
- Proszę. Reszty nie trzeba. Do widzenia.- wysiadłam i wyjęłam torbe z bagażnika. Ruszyłam w stronę lotniska. Lało okropnie. Byłam cała mokra. Stanęłam w kolejce po bilet.
- Dobry wieczór- zaczęłam, gdy nastała moja kolej- Proszę pani jest mały problem. Nie mam biletu, a muszę jak najszybciej dostać się do Irlandii.
- Proszę pani, ale... Regulamin nie pozwala mi przyjąć pasażera bez biletu.
- Niech pani posłucha. To jest naprawdę pilna sprawa. Jest to sprawa życia i śmierci.
- Ech... No dobrze załatwie pani bilet, ale zapłaci pani więcej. 345 dolarów.
- Jasne. Zaraz dam.- wyjęłam z torby saszetke, w której trzymałam pieniądze na złą godzinę. Podała mi bilet, a ja jej pięniądze.
- Bardzo dziękuję. Do widzenia- ruszyłam w swoją stronę. Po odprawie i innych sprawach usiadłam w poczekalni i czekałam na swój samolot. Za półtorej godziny wylatuję. Poczułam w kieszeni wibracje. Na ekranie telefonu ukazał się napis "Louis".
- Tak ?- odebrałam.
- Nareszcie odebrałaś! I jak?
- Siedzę w poczekalni. Za półtorej godziny wylatuje mój samolot.
- A jak się czujesz?
- Jestem zmęczona, ale pośpie trochę w czasie lotu. Jakoś wytrwam
- Jest mi bardzo smutno. Wiem ile dla ciebie znaczyła.
- Dziękuję, że jesteś. Kocham Cię.
- Ja ciebie też. Buziaki. Pa.
- No pa - rozłączyłam się. Włożyłam telefon do torby i zamknęłam oczy. Bolały mnie od tego płaczu. Aż piekły...
* godzine później *
- Pasażerowie lotu E24 proszeni na pokład samolotu. Powtarzam pasażerowie lotu E24 proszeni na pokład samolotu.- cóż to mój samolot. Trochę wcześniej, ale to lepiej. Po wszystkim usiadłam na swoim miejscu, włączyłam na słuchawki muzykę i zamknęłam oczy. Czas się wyspać...
Godzina 11.28
To mój dom. Tu mieszkam. Stałam przed drzwiami i chciałam zapukać, ale przecież to mój dom. Otworzyłam drzwi. Chciałam poczuć zapach kurczaka, ktòrego moja mama często gotowała. Chciałam poczuć zapach jej perfum, którymi sama często się psikałam. Chciałam usłyszeć jej głos, który witał mnie po przyjściu do domu. Chciałam usłyszeć głośną metalice, ktòrej mama była fanką. Nic z tego nie czułam. Zamiast tego przywitała mbie cisza. Zupełna cisza.
- Mamo?- spytałam. Miałam nadzieję, że tu jest. Że czeka na mnie. Poszłam schodami na gòrę.
- Mamo?- weszłam do jej sypialni. Nic. Tylko puste łóżko. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Też nic. Czemu nic?! Pobiegłam na dół w nadziei, że tam ją znajde. Nie ma. Nigdzie.
- Mamo !! - upadłam na kolana i znów zaczęłam płakać. Nie ma tu jej. To jednak prawda. Zostałam sama. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Odwròciłam głowę z nadzieją, że to ona, lecz w drzwiach stała Ciocia Mary.
- Blaire wstań z tej podłogi ! - pomogła mi wstać- Nie płacz, wszystko będzie dobrze.
- Jak to się stało?! Opowiedz!
- Chodź usiądźmy- usiadłyśmy na kanapie. Ciocia była już starszą kobietą. Miała problemy ze wzrokiem i chodzeniem.
- Widziałam jak wchodzisz do domu. Uspokój się. Wszystko ci powiem. Twoja mama wyjechała na Karaiby. Skorzystała z tego, że ciebie nie ma. Wyjechała 2 dni temu. Wczoraj zadzwonili do mnie i powiedzieli, że Katherine nie żyje. Wpadła do wody i utonęła.
- Nie umiała pływać. Czemu nikt jej nie pomógł?! Mogłaby wtedy żyć!
- I tak nie dałoby to nic. Za dwa dni jest pogrzeb. W tym czasie zamieszkasz u mnie.
- Czemu nie tu.
- Nie będziesz sama tu mieszkała. Chodź idziemy do mnie- ciocia mieszkała przecznice dalej. Miała blisko.- Weź walizke.- wyszłyśmy z domu. Tu nie padał deszcz. Świeciło słońce, ale mi było zimno. Co chwile przechodziły przeze mnie dreszce.
- Rozbierz się- gdy weszłyśmy do domu cioci zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na starym, drewnianym wieszaku.- Idź do pokoju, a ja zrobie ci herbate. Ogrzejesz się.- usiadłam na sofie i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Te same meble, obrazy i roślny.
- Proszę- Mary przyniosła mi herbate.- Napij się- usiadła obok mnie.
- Mary- odzywałam się do niej po imieniu. Sama o to po prosiła.- Wiesz... Ja będę musiała za niedługo wròcić do Londynu.
- Na razie dostaniesz tutaj.
- Tak wiem. Ale tak za cztery dni będę musiała tam wròcić.
- Na razie jest dziś. Pij, pij. Ja pójdę pozałatwiać sprawy na mieście. Wròcę za godzinkę. Rozpakuj się w pokoju gościnnym.
- Jak chcesz mogę pójść z tobą. Pomogę ci.
- Nie trzeba. Do zobaczenia- wyszła. Poszłam na gòre z herbatą i walizką, żeby się rozpakować.
No i jak? Mam już pomysł na dalsze rozdziały. Myślę, że wam się podoba. Ja jestem chora. A najgorszy katar. Co chwilę apsik i wydmuchiwanie nosa. Męczarnia. Ale chociaż przedłuże sobie ferie o tydzień bo u mnie zaczynają się 11 lutego. A u was? Tak samo czy już mieliście? Czekam na odpowiedźi c:
~ By Olcia
Zdjęcia & Gify
Piesek Zayn'a i Pierrie. Niestety niedawno zdechła ;c
I Love u too !
Do Pierrie: Weż wyjdź i zbrzydnij.
Pisze z grobu.
Niall to by całą zeżarł xd
To było by na tyle.Bay xx.
~By Olcia.
.





















