środa, 13 lutego 2013

Rozdział 22 #Where is Max?!

* Następnego dnia rano *
Tą noc zaliczyłam jako nie przespaną. Całą noc myślałam o tym co się stało, nawet wyłoniłam pare łez. Rano nie czułam zmęczenia. Zaczęłam wpatrywać się w zdjęcie moje i Max'a, które stało na komodzie. O mój boże! Dopiero teraz zorientowałam się, że nie wiem gdzie jest mój pies.Wyskoczyłam spod kołdry i pobiegłam na dół. Mary siedziała na kanapie i czytała gazetę.
- Gdzie jest Max?! - be żadnego przywitania, krzyknęłam.
- A może tak dzień dobry ?
- Dzień dobry
- Jaki Max?
- Mój pies.
-Aaa on. Jest w schronisku.
-  Jak to w schronisku ?!
- No w schronisku. Nikt nie mógł się nim zająć, więc nie miałam wyboru.
- Ty go tam zabrałaś ?! Musę po niego pojechać i odebrać.
- Blaire wiesz, że mam uczulenie na sierść.
- To zamieszkam sama w moim domu. Jestem pełnoletnia i mogę robić co chce. Daj mi papiery.
- Słuchaj, muszę się tobą zająć...
- Nie! Mam 19 lat i mogę robić co chce. Daj mi papiery!- Mary patrzyła na mnie chwilę, ale po chwili wstała, wyjęła z komody jakieś papiery i podała mi je. Wzięłam je i poszłam na góre. Wiem, że nie powinnam się tak odzywać, ale musiałam. Szybko ubrałam się w to < link > , wzięłam komórkę i wyszłam z domu. Poszłam na pobliski przystanek i zobaczyłam rozkład jazdy. Mój autobus miał przyjechać za pięć minut. Wtedy usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Dzwonił Lou.
- Halo ? - odebrałam.
- Cześć kotku.
- Cześć. Co tam u was ?
- Nie wiem.
-Jak nie wiesz? Wyjechałeś gdzieś ?- byłam zdziwiona
- Tak, wyjechałem.
- Gdzie ?
- Do ciebie. Jestem na lotnisku w Dublinie.
- Co ?!- naprawdę zaskoczył mnie bardzo. Wtedy przyjechał mój autokar. Weszłam, zapłaciłam i zajęłam miejsce.- Ale...Jak?
- No jestem na lotnisku w Dublinie. Za godzine będę u ciebie.
- Louis...
- Hmm ?
- Wiesz, że jesteś kochany, prawda?
- Wiem. Ale dla ciebie wszystko.
- Słuchaj, ciocia jedzie dziś do jakieś koleżanki do Dublina. Ja jadę teraz do schroniska, bo kochana Mary oddała mojego psa. Jak będziesz pod domem to puść sygnał dobrze ?
- Jasne.Muszę kończyć. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia- co za niespodzianka. Przyjedzie do mnie. Chyba nic lepszego nie mogło się stać.
* 20 minut później w schronisku *
Poszłam do recepcji i czekałam jak ta pani skończy. Tak ta pani. Gada, gada i gada. Utrapienie. Gdy nareszcie skończyła uśmiechnęła się do mnie i spytała:
- W czym mogę służyć ?
- Proszę pani. Moja ciocia oddała tu kilka dni temu mojego psa, bez mojej zgody. Chciałabym go odzyskać.
- Jest pani pełnoletnia?
- Tak.
-Po proszę dowód i papiery.- wyjęłam z torebki dowód oraz potrzebne akta i położyłam je na blacie.Patrzyła trochę na mnie, trochę na papiery.
- Proszę za mną - powiedziała, gdy nareszcie odłożyła papiery. Szliśmy jakimś korytarzem, aż wreszcie dotarłyśmy do drzwi. Już od razu zobaczyłam mojego psa.
- ma pani szczęście, że nikt go jeszcze nie wziął.- wzięłam na ręcę Max'a i mocno przytuliłam
- Dziękuję. Mam coś podpisać ?
- Tak chodźmy jeszcze do recepcji.-podpisałam wszystkie dokumenty, a potem wyszłam. Wiem, że do autobusu nie wpuszczą mnie z psem. Musiałam iść pieszo. Szłam ok.40 minut, aż wreszcie dotarłam do domu Mary. Tak, Lou siedział już na schodkach i gapił się w swój telefon.
- Lou! - krzyknęłam. Odwrócił się i wstał. Podbiegł do mnie i mocno przytulił, całując.
- Wiesz jak się stęskniłem ?!
- A wiesz jak ja? Długo czekasz ?
- Nie. Przed chwilą przyjechałem.
- Poznaj mojego psa Max'a.
- Jaki słodki.
- Wiesz... Dzisiaj postawiłam się cioci. Powiedziałam, że będę mieszkała sama, bo ona ma alergię na sierść. Więc na razie zamieszkamy u mnie.
- Masz swój dom?
- To znaczy.. Mieszkałam w nim z mamą.
- Och. Przepraszam.
- Za co? Przecież nic się nie stało. Pójdziesz z Max'em do domu? Ja pójdę po rzeczy do cioci.
- Jasne.
- Masz klucze. To tamten. Ten niebieski. Widzisz?
- Tak. Leć się spakować - weszłam do domu i nie rozbierając się poszłam do swojego pokoju. Wzięłam walizke i spakowałam wszystko co tutaj przywiozłam. Mary nie było. Po spakowaniu wróciłam do swojego prawdziwego domu. Lou stał w salonie i rozglądał się.
- Ładnie tu masz.
- Dzięki. Będziesz spał ze mną. Jeśli chcesz.
- To będzie czysta przyjemność - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Chodź rozpakujesz się, a ja zrobię coś do jedzenia - pokazałam Louis'owi pokój, a ja poszłam do kuchni, by przygotować coś do jedzenia. Nie miałam na nic pomysłu.
- Co chcesz zjeść ?! - krzyknęłam.
- Nie wiem. Najlepiej twój speciał.- ale co jest moim speciałem? Wiem. Mama zawsze mówiła, że kocha moją lazanie. Ale...Nie było tylu składników, a mi nie chciało się iść do sklepu. Dobra, zrobię naleśniki, może mu posmakują. Zaczęłam robić naleśniki, a przy okazji nakarmiłam też Max'a. Po chwili doszedł do mnie Louis.
- Ale ładnie pachnie.
- Masz- podałam mu talerz. Zaczął od razu jeść. Chyba był głodny.
- Chłopcy nie chcieli przyjechać ?
- Oni nic nie wiedzą.
- Jak to nie wiedzą? Pewnie umierają ze strachu. Musisz im powiedzieć.
- No okay. Zaraz zadzwonię.
- No. Co skłoniło cię do przyjazdu tutaj ?
- Stęskniłem się. Wiesz jak trudno jest wytrzymać bez ciebie? A chłopaki ciągle się kłócą.
- Mogli pójść do pokoju zabaw.
- Jaki pokój zabaw ?
- No ten na samej górze. Tam gdzie jest bilard i tak dalej.
- Byłaś tam ?
- Tak. Nudziło mi się, postanowiłam trochę pozwiedzać.
- Nikt tam już nie wchodzi. 2 lata temu tętniło tam życiem. Zawsze wieczorem gromadziliśmy się tam i graliśmy w różne gry. Teraz nie ma na to czasu.
- Rozumiem.
- Kiedyś było inaczej. Wcześniej ta sława była taka super, a tera bywa często męcząca.
- Ale macie fanów. I siebie. To najważniejsze.
- Masz rację.- po posiłku postanowiliśmy, że pokaże Louis'owi moje miasto. Byliśmy w różnych miejscach i przy tym świetnie się bawiliśmy. Louis nigdy tu nie był, chociaż Niall pochodzi z tąd. Wróciliśmy dopiero wieczorem, padnięci.
* Godzina 23.24 *
- Patrz ktoś już wie, że jesteś w Irlandii.- pokazałam na ekran komputera.
- Wieści szybko się rozchodzą.
- Wiesz- zeszłam z krzesełka i usiadłam mu na kolanach- Cieszę się, że tu jesteś- pocałowałam go namiętnie. Zaczęłam zdejmować mu koszulke, nie przestając go całować.
- Na pewno tego chcesz? - spytał.
- Na nic innego nie czekam.
* Następnego dnia Godzina 10.23 *
Zeszła noc była cudowna. Wzasadzie chciałam tego spróbować wcześniej, ale nie miałam odwagi. Teraz szykowaliśmy się na pogrzeb mamy. Który był na jedenastą. Ubrałam się w to < link >. Mary zapewne kazałaby mi założyć jakąś sukienkę. Nie, ja sukienki tylko na jakieś imprezy. Lou był już gotowy, czekał tylko na mnie. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ciocia Mary już tam była. Spojrzałam na nią tylko raz. Też się na mnie patrzyła, ale ja szybko odwróciłam wzrok. Mój wzrok już na niej nie spoczął. To wszystko trwało ponad dwie godziny. Nie miałam siły patrzeć na mamę. Przywróciłoby to za wiele wspomnień, a nie chciałam teraz płakać. Bardzo mi jej brakuje.Była jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Mam szczęście, że pozostał mi Louis. Po tym wszystkim nie miałam już sił. Wróciliśmy do domu.


No i jak? Jest długi. przyznam,ale to dobrze. Mam dla was przykrą wiadomość. Niedługo opowiadanie się skończy. Jeszcze kilka rozdziałów ( Może nawet tylko dwa, trzy ) i koniec. Ale będzie nowe opowiadanie. Na pewno lepsze bo całą noc myślałam i wymyśliłam super historie. Mogę tylko zdradzić, że głównym bohaterem z chłopaków będzie Harry. Tylko się nie obrażajcie.
                                                                                                                                                      ~By Olcia.

5 komentarzy:

  1. Oby do następnego rozdziału a co do tej nowej historii to jestem bardzo ciekawa jak będzie brzmiała ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super. To dasz nam link? Świetnie że będzie następny blog xD. Czekam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale nie robię nowegi bloga. Opowiadanie będzie tu (:

    OdpowiedzUsuń
  4. Olu świetny jak zawsze. Ale skąd u ciebie tak zboczone myśli...Oo? ;D

    OdpowiedzUsuń