czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 21.# I don't understand.

Wyobrażaliście sobie kiedyś jak to jest stracić wszystko ? Jeżeli tak, to pewnie nie chcieliście, żeby stało się to naprawdę. W moim przypadku tak było. Myślałam jakby to było stracić tate i mame. Teraz nie musze myśleć, bo tak stało się naprawdę.
- Hej, co jest ?- spytał Lou po drugiej stronie monitora.
- Nic. Tak sobie myślę.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
- No nie wiem. Nie mam już nikogo.
- Masz. Masz Rose. Amy. Mnie. Harry'ego, Niall'a, Zayn'a i Liam'a. Kochamy Cię.
- Ja was też i to bardzo.
- To twój pokój ?
- Nie. Jestem u cioci. Nie chciała, żebym sama mieszkała w tamtym domu.
- A kiedy wracasz ?
- Nie wiem. Pogrzeb jest za dwa dni. Nie wiem co powie ciocia. Taka maruda. Pewnie powie, żebym nigdzie nie wyjeżdzała i została tu.
- Podasz mi swój aktualny adres ?
- A po co ci ?
- No podaj.
- Valerie 34/35st.- zapisał to na kartce- Ale powiedz do czego jest ci potrzebny.
- Tajemnica- wtedy usłyszałam trzask drzwi.
- No Mary wròciła. Muszę spadać. Buziaki- przesłałam mu całusa, a on go złapał.
- Cześć. Kocham Cię - zamknęłam komputer i schowałam go do walizki.
- A ty jeszcze nie rozpakowana ?- Mary weszła do pokoju bez pukania. Chciałabym jej to wygarnąć, ale do starszych osòb nie wypada.
- Przepraszam. Robiłam coś innego i zapomniałam.
- To pòźniej to zrobisz. Ktoś czeka na ciebie na dole.
- Kto? - byłam zdziwiona.
- Sama zobacz.- zeszłam na dół do kuchni. Nie wierzę.
- Rose ! - podbiegłam do niej i mocno przytuliłam.
- Cześć Blaire. Jak dawno cię nie widziałam!
- Musimy porozmawiać.
- No musimy.
- Poczekaj powiem Mary, że wychodze i ubiorę się - założyłam płaszcz i otworzyłam drzwi- Wychodzę! - wyszłyśmy na dwòr. Usiadłyśmy na ławce przed domem.
- Muszę ci coś powiedzieć - zaczęła Rose- Ja... Nie powiedziałam ci tego... Bo wiesz ja poznałam takiego chłopaka.
- James'a. Wiem jest twoim chłopakiem.
- Skąd to wiesz ?
- Widziałam na blogu. Cieszę się.
- Ooo... Myślałam, że już na niego nie wchodzisz. Przepraszam, że ci nie powiedziałam. Pewnie czujesz się oszukana.
- Nie no co ty. Nie mogę być zła za to, że z kimś jesteś. Ja też mam chłopaka.
- Serio ? Jak ma na imię ?
- On... No to... Louis.
- Woow jak Louis Tomlinson...
- Bo to jest Louis Tomlinson...
- Co ?- najpierw się uśmiechnęła, ale potem mina jej zrzedła.- Blaire..
- Naprawdę. Nie kłamę cię. Mogę ci to udowodnić - pokazałam jej sms-a od Lou z treścią "Czekam. Kocham cię".
- Woow. Masz szczęście. Właśnie bardzo długo tam byłaś.
- Taak. Trochę przedłużył mi się wyjazd.
- Ale teraz będziesz musiała z nim zerwać
- A niby czemu ?
- No przecież skończył się wyjazd. Przecież... Zostajesz tu prawda ?
- Ja... Ja jeszcze nie wiem, ale... Prawdopodobnie tam wròcę.
- Co ?! Znowu mnie zostawisz ?
- Rosie to nie tak.
- Po pierwsze nie zdrabniaj mojego imienia, a po drugie... Jak możesz ? Chyba... Nie mów, że przez głupi Londyn skończy się nasza przyjaźń ?!
- Nie mówię tak !
- Ale na to wygląda. To nie ma sensu!
- Rose. Ma.
- Nie. Wiesz co. Ja mam 19 lat ty masz 19 lat. Rządzimy się same.
- Proszę. Nie przekreślaj tego.
- Twoja decyzja - wstała z ławki i poszła w stronę furtki.
- Rose! Wracaj!- nic nie powiedziała. Po chwili zniknęła za drzewami...
- Blaire! - Mary wyjrzała zza okna - Czemu tak krzyczysz ? Nie jesteś tu sama. Wracaj do domu.
- Przepraszam. Już idę.- weszłam do domu.
- Blaire. Jutro wyjeżdzam na cały dzień do koleżanki z Dublina. Poradzisz sobie sama ?
- Tak. Jestem samodzielna.
- Tak myślę. Jadłaś coś ?
- Nie, als nie jestem głodna.
- Musisz coś zjeść. Jeszcze zemdlejesz z głodu.
- Dobrze zrobię sobie coś.
- Ja idę się trochę zdrzemnąć. Jestem zmęczona dzisiejszym dniem. No, ale już 21. Ty też zaraz idź spać.
- Dobrze. Dobranoc Mary.- wyjęłam z lodówki sałatkę i nałożyła ją na talerz. Poszłam z nim na gòre, rozsiadłam się i znowu włączyłam laptopa. Najpierw twitter. Boże pobiłam rekord. 5 467 obserwujących. Matko. Widać, że interakcje nie śpią. Następny ask. Tu też wiele pytań. Nie chcę mi się odpowiadać. A facebook? Tam już wole nie wchodzić. To blog. Nic nowego. Ale posta nie zaszkodzi napisać.

Na początku tego posta chciałabym Wam coś uświadomić. Cieszcie się, że macie rodziców. Bo ja nie mam. Nie mam taty. A teraz zmarła moja mama. To jest okropne uczucie. Pustka. Rozpacz. Ale również gniew. Czemu akurat ja? Zawiniłam? Przecież nic nie zrobiłam. Potrzebowałam tylko miłości i opieki. A co się okazało ? Zamiast tego przyszło to : samotność i lęk. Lęk przed przyszłością
                                             Blaire.

Zaraz przyszedł komentarz " coś się jeszcze może zdarzyć " Odpowiedziałam "Do czego dążysz ? " a on : " Nie trać czujności. Lęk powinna zastąpić siła "... O co mu chodzi ? " Coś się może jeszcze zdarzyć " ? Ale co ? Przecież to i tak koniec.
                                                ~ By Olcia.

2 komentarze:

  1. Super rozdział<3. Czekaam na następny. :)
    Marija Tomlinson

    OdpowiedzUsuń
  2. Tajemniczy komentarz.. No więc co ciekawego się wydarzy ? (:

    OdpowiedzUsuń