- Blaire... Twoja matka... Twoja matka nie żyje...
- Ciociu nie ròb sobie jaj- drwiłam. Tak na pewno umarła.
- Blaire, skarbie... Na prawdę. Miała wypadek...- nie. Ona nie mogła umrzeć. Telefon wysunął mi się z rąk i upadł na podłogę. To chyba stało się naprawdę. Mary nie lubi żartować, rzadko ma poczucie humoru. Czyli to jest prawda? Zaczęłam płakać. Najpierw tata, a teraz mama?! Nie! Położyłam się na łòżku i pozwoliłam by łzy umoczyły poduszke. Nie miałam siły wstać. Ale musiałam... Musiałam tam pojechać. Do Irlandii. Muszę wszystkiego się dowiedzieć. Wstałam i wyciągnęłam walizke spod łóżka. Nic nie widziałam, łzy płyneły strumieniami. Otworzyłam szafe i zaczęłam wyciągać ubrania. No tak, muszę zadzwonić po taxówke. Wzięłam komòrke i zadzwoniłam po taxi. Miała przyjechać za 10 minut. Wznowiłam wrzucanie ubrań do torby.
- Blaire... Co ty... Co ty wyprawiasz?!- Louis wszedł do pokoju i patrzył na mnie zdziwiony.
- Wyjeżdzam.
- Czemu? Co się stało? Powiedz!
- Moja... Moja mama. Umarła.
- Boże skarbie tak mi przykro- przytulił mnie a ja wtuliłam się w jego tors wypuszczając następne tony łez.
- Chcesz tam jechać?
- Nie mam innego wyboru.
- Zawiozę cię na lotnisko.
- Nie trzeba- odsunęłam się i pobiegłam do łazienki po kosmetyczke.- Zamówiłam taxówke.
- To ją odwołaj.
- Nie. Nie trzeba naprawdę. Zostań tu. Wròcę. Chyba...
- Jak to chyba?!
- Louis to moja matka! Nie mam już nikogo! Ani ojca ani jej!- usłyszałam trąbienie.- Widzisz taxówka już jest.
- Pojadę z tobą.
- Nie. Zaopiekuj się chłopakami.- wzięłam torbe i wyszłam z pokoju. Założyłam płaszcz i buty. Na dworze padał deszcz. Wyszłam z domu, a Louis za mną.
- Proszę, tylko wróć.
- Oczywiście. Nie zostawie cię- przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam na pożegnanie.- Do zobaczenia- weszłam do auta.
- Powiedz chłopakom!- krzyknęłam przez otwartą szybę, ale po chwili ją zamknęłam z powodu zimna.Pomachałam mu na pożegnanie. Po chwili samochód odjechał.
- Gdzie jedziemy?- spytał kierowca.
- Na lotnisko na Backstreet 16st.
- Oczywiście- oparłam głowę na szybie. Kropelki deszczu ślizgały się po oknie czasem łącząc się w całość. Czemu ja? Czemu mi musiało się to przytrafić? Głupie. Zawsze przyciągam nieszczęścia. Jak magnes. To chyba już u nas rodzinne. Staliśmy w korku. Przed nami czekało wiele samochodów.
- Przepraszam- spytałam- Ile będziemy jechać?
- Przez te korki ok. 20 minut. Szybciej nie dam rady.- jeżeli zostało mi tyle czasu wyjęłam laptop. Włączyłam twittera i napisałam jednego tweeta: " To okropne uczucie kiedy tracisz drugą, najukochańszą osobe w swoim życiu. Nawet wrogowi bym tego nie życzyła". Po chwili przyszła odpowiedź od Niall'a "Co się stało?!". A ja "Louis wam wszystko wytłumaczy". Zamknęłam laptopa, żeby nie tłumaczyć się innym. Byliśmy już blisko lotniska. Schowałam go do torby i usiadłam spokojnie.
- To tutaj. Należy się 40 dolarów.
- Proszę. Reszty nie trzeba. Do widzenia.- wysiadłam i wyjęłam torbe z bagażnika. Ruszyłam w stronę lotniska. Lało okropnie. Byłam cała mokra. Stanęłam w kolejce po bilet.
- Dobry wieczór- zaczęłam, gdy nastała moja kolej- Proszę pani jest mały problem. Nie mam biletu, a muszę jak najszybciej dostać się do Irlandii.
- Proszę pani, ale... Regulamin nie pozwala mi przyjąć pasażera bez biletu.
- Niech pani posłucha. To jest naprawdę pilna sprawa. Jest to sprawa życia i śmierci.
- Ech... No dobrze załatwie pani bilet, ale zapłaci pani więcej. 345 dolarów.
- Jasne. Zaraz dam.- wyjęłam z torby saszetke, w której trzymałam pieniądze na złą godzinę. Podała mi bilet, a ja jej pięniądze.
- Bardzo dziękuję. Do widzenia- ruszyłam w swoją stronę. Po odprawie i innych sprawach usiadłam w poczekalni i czekałam na swój samolot. Za półtorej godziny wylatuję. Poczułam w kieszeni wibracje. Na ekranie telefonu ukazał się napis "Louis".
- Tak ?- odebrałam.
- Nareszcie odebrałaś! I jak?
- Siedzę w poczekalni. Za półtorej godziny wylatuje mój samolot.
- A jak się czujesz?
- Jestem zmęczona, ale pośpie trochę w czasie lotu. Jakoś wytrwam
- Jest mi bardzo smutno. Wiem ile dla ciebie znaczyła.
- Dziękuję, że jesteś. Kocham Cię.
- Ja ciebie też. Buziaki. Pa.
- No pa - rozłączyłam się. Włożyłam telefon do torby i zamknęłam oczy. Bolały mnie od tego płaczu. Aż piekły...
* godzine później *
- Pasażerowie lotu E24 proszeni na pokład samolotu. Powtarzam pasażerowie lotu E24 proszeni na pokład samolotu.- cóż to mój samolot. Trochę wcześniej, ale to lepiej. Po wszystkim usiadłam na swoim miejscu, włączyłam na słuchawki muzykę i zamknęłam oczy. Czas się wyspać...
Godzina 11.28
To mój dom. Tu mieszkam. Stałam przed drzwiami i chciałam zapukać, ale przecież to mój dom. Otworzyłam drzwi. Chciałam poczuć zapach kurczaka, ktòrego moja mama często gotowała. Chciałam poczuć zapach jej perfum, którymi sama często się psikałam. Chciałam usłyszeć jej głos, który witał mnie po przyjściu do domu. Chciałam usłyszeć głośną metalice, ktòrej mama była fanką. Nic z tego nie czułam. Zamiast tego przywitała mbie cisza. Zupełna cisza.
- Mamo?- spytałam. Miałam nadzieję, że tu jest. Że czeka na mnie. Poszłam schodami na gòrę.
- Mamo?- weszłam do jej sypialni. Nic. Tylko puste łóżko. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Też nic. Czemu nic?! Pobiegłam na dół w nadziei, że tam ją znajde. Nie ma. Nigdzie.
- Mamo !! - upadłam na kolana i znów zaczęłam płakać. Nie ma tu jej. To jednak prawda. Zostałam sama. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Odwròciłam głowę z nadzieją, że to ona, lecz w drzwiach stała Ciocia Mary.
- Blaire wstań z tej podłogi ! - pomogła mi wstać- Nie płacz, wszystko będzie dobrze.
- Jak to się stało?! Opowiedz!
- Chodź usiądźmy- usiadłyśmy na kanapie. Ciocia była już starszą kobietą. Miała problemy ze wzrokiem i chodzeniem.
- Widziałam jak wchodzisz do domu. Uspokój się. Wszystko ci powiem. Twoja mama wyjechała na Karaiby. Skorzystała z tego, że ciebie nie ma. Wyjechała 2 dni temu. Wczoraj zadzwonili do mnie i powiedzieli, że Katherine nie żyje. Wpadła do wody i utonęła.
- Nie umiała pływać. Czemu nikt jej nie pomógł?! Mogłaby wtedy żyć!
- I tak nie dałoby to nic. Za dwa dni jest pogrzeb. W tym czasie zamieszkasz u mnie.
- Czemu nie tu.
- Nie będziesz sama tu mieszkała. Chodź idziemy do mnie- ciocia mieszkała przecznice dalej. Miała blisko.- Weź walizke.- wyszłyśmy z domu. Tu nie padał deszcz. Świeciło słońce, ale mi było zimno. Co chwile przechodziły przeze mnie dreszce.
- Rozbierz się- gdy weszłyśmy do domu cioci zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na starym, drewnianym wieszaku.- Idź do pokoju, a ja zrobie ci herbate. Ogrzejesz się.- usiadłam na sofie i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Nic się nie zmieniło. Te same meble, obrazy i roślny.
- Proszę- Mary przyniosła mi herbate.- Napij się- usiadła obok mnie.
- Mary- odzywałam się do niej po imieniu. Sama o to po prosiła.- Wiesz... Ja będę musiała za niedługo wròcić do Londynu.
- Na razie dostaniesz tutaj.
- Tak wiem. Ale tak za cztery dni będę musiała tam wròcić.
- Na razie jest dziś. Pij, pij. Ja pójdę pozałatwiać sprawy na mieście. Wròcę za godzinkę. Rozpakuj się w pokoju gościnnym.
- Jak chcesz mogę pójść z tobą. Pomogę ci.
- Nie trzeba. Do zobaczenia- wyszła. Poszłam na gòre z herbatą i walizką, żeby się rozpakować.
No i jak? Mam już pomysł na dalsze rozdziały. Myślę, że wam się podoba. Ja jestem chora. A najgorszy katar. Co chwilę apsik i wydmuchiwanie nosa. Męczarnia. Ale chociaż przedłuże sobie ferie o tydzień bo u mnie zaczynają się 11 lutego. A u was? Tak samo czy już mieliście? Czekam na odpowiedźi c:
~ By Olcia
Ja też jestem chora ;c Siedze w pokoju pod kocem i mam goraczke ;( Zobaczymy sie po feriach baby ;* Rozdzial jak zwykle swietny! ;)
OdpowiedzUsuńHejka. Super rozdział. Ja chora również ;c. Ja już miałam ale przydały by się znowu :c. Ale mam też jeden zaciesz bo w środę mam impre ;p. Czekam na następny rozdział jak zawsze c:.
OdpowiedzUsuńMarija Tomlinson
Ja też chora ;c Ale wracam w piąteczek aby zobaczyć reakcje naszej Kingusi ;D. Miałam Olciu nadzieję, że gdybyś chodziła do szkoły to nie musiała byś "opłakiwać" odwołanych obiadów xd bo ja nie mam jakoś ochoty moich odwoływac nie czuję tego że nie ma mnie na klasowej wieczerzy :)
OdpowiedzUsuńMnie niestety nie będzie w piątek ;c Ale musisz mi wszystko opowiedzieć (:
UsuńA jaka reakcja Kingi? Oo?
UsuńJa też jestem chora..;P Już nie mogę doczekać się następnego.. Dreszczyk emocji <3
OdpowiedzUsuń