piątek, 17 maja 2013

Rozdział 2.

Mijały dni zanim znaleźliśmy kryjówkę, w której nikt by nas nie zauważył. Codziennie razem z Harry'm, maszerowaliśmy przez pustynię, tylko z jedną butelką wody. Wychodziliśmy po świcie, a wracaliśmy późnym wieczorem. Jamie zawsze zostawał sam. W końcu niedługo jego trzynaste urodziny. Niedługo będzie już na tyle dorosły by poradzić sobie w codziennym życiu.
Dzisiaj też wróciliśmy wieczorem, ale z lepszym nastawieniem. W końcu znaleźliśmy kryjówkę. Kryjówkę Harry'ego i jego braci. Pan Styles opowiadał, że kiedyś w dzieciństwie zrobili małą kryjówkę, nieopodal domu, by chować się przed rodzicami. Gdy wróciliśmy szybko spakowałam wszystkie rzeczy i wyszliśmy, by jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Był tylko jeden problem. Było za daleko.
- Mel, nie dam rady - szepnął Jamie i usiadł na skale.
- Dasz ! Zobacz ile już za nami. Jesteś dużym chłopcem. - pocieszałam go, by tylko nie stracił wiary. Bolało mnie to. Bolało mnie, że Jamie musi przechodzić takie katusze. Boli mnie to, że ja jestem w to wplątana.
Gdy po godzinnej wędrówce dotarliśmy na miejsce, byliśmy wniebowzięci. Oklapłam na ziemi nie zważając, że pobrudzę sobie spodnie. I tak były już brudne i lepkie od potu. Dopiero po chwili zwróciłam uwagę na dom. Domek był prostą budowlą, zakończony został szpikiem, a cały był zbudowany z gałęzi i liści. W środku były tak jakby dwa pokoje. Jeden był największy, mieściła się tam przestarzała sofa, materac, parę gazet młodzieżowych oraz kilka pudeł. W drugim zaś były tylko dwa materace oraz zardzewiała już umywalka. Te dwa pomieszczenia oddzielone były tylko jednym sznurkiem na, którym można byłoby wieszać mokre ubrania. Nie mieliśmy za wiele, ale tu było więcej niż mieliśmy w jaskini. Planowaliśmy zostać tutaj przez dwa miesiące, może trochę więcej. Zależy jak nam będzie się tutaj układać.
Jamie usiadł na jednym z materaców i wyciągnął wodę z plecaka. Harry wyszedł by bardziej zamaskować dom, a ja zaczęłam rozpakowywać rzeczy. Zaczęłam od półek. Było tam kilka opakowań ciastek i jedna paczka paluszków. Wyciągnęłam je, ale uznałam, że nie nadają się do zjedzenia. Tkwiły tu chyba z 3 lata, a może i więcej. Poukładałam na półkach wszystkie zapasy naszej żywności oraz parę narzędzie m.in: nóż. Żebym tylko pamiętała gdzie go zostawiłam.
- Zasypałem wejście paroma kamieniami. Raczej nikt nie powinien nas zauważyć.- oznajmił Harry wchodząc do pomieszczenia.
- Mam taką nadzieję. Robimy dzisiaj jakieś ognisko? Warto by było, coś zjeść.- zamknęłam szafkę i odwróciłam się do Harry'ego.
- Tak, jeżeli Jamie nie śpi.
- Nie śpię ! Nie chodzę spać tak wcześnie.- wstał z materaca i podszedł do nas - Mogę poszukać opału, dobrze ?
- Dobrze mały- Harry poczochrał jego mokre włosy - Ale idziesz ze mną.
- To ja przygotuję jedzenie. Uważajcie na siebie - wyszłam na dwór. Powietrze zrobiło się już zimne, a słońce chowało się już za horyzontem. Niedługo powinno się już ściemnić. Trzeba działaś jak najszybciej. Przygotowałam wszystko, od kiełbasek do... W zasadzie mieliśmy tylko kiełbaski i chleb, porwany ze sklepu w nocy. Gdy wrócili chłopcy i rozpalili ognisko, wokół zrobiło się jaśniej i cieplej. Ognisko jarzyło się pięknymi kolorami od żółci do czerwieni. Usiedliśmy na ziemi, rozkoszując się ciepłem kiełbasek. Jamie po chwili poszedł do domu, pod pretekstem wypakowania rzeczy, ale i tak wiedziałam, że jest już śpiący. Zostaliśmy sami - ja i Harry. Ustaliłam z nim, że czasem mogę mówić na niego Hazza. Tak mówili jego przyjaciele z zespołu. Hazza dużo mi o nich opowiadał. Mieli własny zespół, dopóki nie rozpoczęła się inwazja. Ich boysband nie był za bardzo znany, dopiero zaczynali. Ale warto mieć marzenia.
- Harry...- zaczęłam.
- Tak, Mel ?
- Od momentu, w którym się poznaliśmy... Ani razu mnie nie pocałowałeś.- Harry oblizał wargi wpatrując się w swoje buty, po czym spojrzał się na mnie, uniósł mój podbródek i pocałował mnie. Trwało to długo, dopóki nie poczułam tego, że robi to dla siebie.  Oraz dla mnie.

Przepraszam, że krótki, ale mam problemy z nerką i nie miałam czasu.I'm soory, postaram się poprawić. <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz