Jamie siedział skulony w kącie jaskini. Wydawało mi się, że śpi.
- Jamie... Jamie, śpisz ?
- Nie. - przysunął się do mnie i przytulił do piersi. - Ale chciałbym zasnąć. Opowiedz mi coś.
- A o czym chcesz posłuchać ?
- Opowiedz mi o duszach.
- Przecież już opowiadałam ci o nich.- zdziwiłam się, ale przytuliłam go mocniej.
- Wiem, ale lubię o nich słuchać. Proszę, opowiedz.
- No dobrze. - westchnęłam, a w głowie przygotowałam sobie plan opowieści.
- No więc... Zaczęło się to dwa lata temu. Na naszą planetę przyleciały nieznane nam istoty, Zawładnęły nami, jakbyśmy byli ich lalkami. Dusze wszczepiono do ludzkich ciał, by mogły normalnie żyć. Można je poznać po bliźnie na karku oraz po srebrnych kręgach wokół źrenic. Są przyjazne, jak mi wiadomo. Ufają sobie. Nawet w sklepach nie muszą płacić. Nadal szukają pozostałych rebeliantów. Prawdopodobnie tylko my zostaliśmy w tym mieście....- Smutne. Może nawet już nigdy nie zobaczymy swoich rodziców. Chciałam już kontynuować opowieść, ale zauważyłam, że Jamie zasnął. I to bardzo szybko. Położyłam go na macie, a sama wyszłam przed grotę. Słońce już pomału chowało się za górami. Powinnam wyruszyć na wyprawę. Kończą nam się zapasy. Wyruszę jutro przed zachodem słońca. Wróciłam do jaskini i położyłam się obok Jamie'go...
- Melanie ! Melanie, obudź się ! - Jamie szarpał mnie za ramiona. W jego oczach widział lekkie przerażenie oraz zaskoczenie.
- Jamie... Co się stało ?
- Chyba tu idą ! Łowcy ! - Rzeczywiście. W oddali było słychać ciężkie kroki.
- Szybko, chowaj się ! - poderwałam się z miejsca, ciągnąc Jamie'go ze sobą. Wsadziłam go to niewielkiej szczeliny. Miałam szczęście, że jest małych proporcji. Ja sama wyjrzałam lekko za skały. Miał rację. Łowcy tu szli. Na czele szła kobieta o jasnych włosach, około czterdziestki. Z tyłu szło dwóch zbudowanych mężczyzn. Schowałam się jak najszybciej do szczeliny, by mnie nie zauważyli. Modliłam się, by tu nie weszli.
- Łowco, nie warto iść dalej. Przeszliśmy już spory kawałek i nic nie znaleźliśmy.
- Musimy wracać. Trzeba rozładować kapsuły na Planetę Mgieł.- Co ? Jaka Planeta Mgieł ? Czy na innej planecie też żyją ludzie ? A może nazwali tak tylko jakiś schowek ?
- Widziałam tu kogoś. Na pewno.
- Pewnie był to tylko jakiś turysta. Wiele osób się tu kręci.
- Dobrze.- nastała chwila ciszy - Chodzmy.- poczekałam, aż ich stłumione głosy i kroki ucichną. Gdy było już zupełnie cicho, podbiegłam do Jamie'go.
- Jamie ! Bawiłeś się przed grotą ?
- Chciałem tylko popatrzeć na pustynię... Była wtedy taka...
- Ile razy ci mówiłam, żebyś nie wychodził poza kryjówkę. Następnym razem tego nie rób, dobrze ?- chłopiec kiwnął głową, a ja go przytuliłam. - Dzisiaj muszę wyruszyć na wyprawę. Mamy mało jedzenia. Wyruszę wieczorem,a ty masz tu czekać jasne ? Powinnam wrócić o świcie. Jeżeli ktoś tu przyjdzie, uciekaj. Najlepiej do lasu.
- Ale wrócisz ?
- Oczywiście. Obiecuję...
Na wieczór pożegnałam się z Jamie'm i wyruszyłam. Trudno było iść po kamiennym szlaku. Nie miałam do tego butów. Spowalniał mnie jeszcze plecak, który był przepełniony do połowy. Pomimo, że słońce już zaszło, nadal było parno. Zadrapałam sobie całe kolana i łokcie. Chciało mi się pić, ale wiedziałam, że nie mogę się teraz napoić. Nie starczyłoby mi na resztę. Po godzinie, dotarłam na autostradę. Chowałam się za krzakami, które nie wiadomo jak wyrosły na tej pustyni. Odetchnęłam z ulgą, gdy dotarłam do miasta. Do domu Cleawoters'ów zostało mi ok. dziesięć kilometrów. Teraz szło mi się o wiele lepiej. Do mieszkania weszłam tylnymi drzwiami. Ktoś mógł nadal tam być. Na szczęście w domu było pusto. Wolałam nie zapalać światła, by nikt mnie nie nakrył. Najpierw zaczęłam przeszukiwać szafki w kuchni. Wzięłam noże, różne narzędzia i inne potrzebne rzeczy. Później zaczęłam opróżniać lodówkę. Wyjmowałam wszystko. Sery, mleko, jogurty... A wtedy... Usłyszałam za sobą kroki. Chciałam uciec, ale wtedy ten ktoś złapał mnie za ramiona i podłożył coś ostrego pod brodę.
- No, proszę ! Zabij mnie ! Na co czekasz ?! - krzyczałam. Wolałam już być martwa niż zamieniona w tego pasożyta. Upuściłam plecak przez co moje ręcę stały się wolne, ale nadal nie mogłam sobie pomóc. Mężczyzna - poznałam po budowie ciała - obrócił mnie i oparł plecami o lodówkę. Poświecił mi latarką w oczy. Długo mi się przyglądaj.
- Niewiarygodne... Jesteś człowiekiem - wydyszał i pocałował mnie. Co ?! Co ten pasożyt sobie robił ?! Wyrwałam się z jego objęć, zbierając za sobą plecak. Biegłam ile sił w nogach. Nie mógł mnie dogonić. Byłam dobra w bieganiu. A nawet bardzo dobra. Lecz nadal słyszałam go za mną. Przyśpieszyłam, ale to nic nie dało. Był szybszy. Przewrócił mnie na plecy i przytrzymał nogami moje ręcę. Nie miałam jak się wyrwać.
- Spokojnie ! Zobacz, ja też jestem człowiekiem ! - poświęcił sobie latarką w oczy.Były zielone, bez żadnego odcienia srebra. Niewiarygodne...
- Pokaż kark.
- Nie mogę. Mam tam bliznę. Musiałem sobie ją zrobić by myśleli, że jestem jednym z nim. Bolało, ale opłaciło się..
- Możesz ze mnie zejść ? - posłusznie wypełnił moje polecenie. Wstałam ocierając brud ze spodni
- Przepraszam od dwóch lat nie widziałem człowieka.
- Ani pewnie nie całowałeś. Muszę iść. Ktoś na mnie czeka.
- Nie jesteś sama ?
- Nie. Jestem z bratem, który na mnie czeka. Naprawdę muszę iśc.
- Mogę cię podrzucić moim jeepem. Tam stoi - Słucham ? Ma auto ?! Szłam tu pięć godzin, a on ma samochód... Super. Za dużo wrażeń jak na dziś.- Teraz i tak cię nie opuszczę. Gdzie macie kryjówkę ?
- W górach, nieopodal pustyni.
- Byłem tam, kiedyś. A tak w ogóle nazywam się Harry Styles.
- Melanie... Melanie Stryder.
- Miło mi cię poznać Mel. Mogę tak mówić ?
- Tak... Tak będzie nawet lepiej.
- No to co ? Idziemy do auta ? - wyciągnął do mnie rękę. Po chwili zastanowienia złapałam ją. Nie miałam nic innego do zrobienia...
~ By Olcia.
No no. Zaczyna się fajnie.
OdpowiedzUsuńczekam na dalesze części. <3
Ja to bym książkę już zaczęła pisać. Masz talent ;**
OdpowiedzUsuń