- Halo ? - odebrała po czwartym sygnale.
- Rose tak się cieszę , że odebrałaś ! - od razu się uśmiechnęłam.
- Fajnie ...- jednak w jej głosie było czuć smutek.
- Co się stało ? Jesteś smutna...
- Blaire ... Nie wiem czy to wogóle ma jakiś sens.
- Ale o co ci chodzi ? - nie rozumiałam jej.
- Nasza przyjaźń. Nasza przyjaźń się rujnuję Blaire.
- Pff - zezłościłam się.- Nie mów tak ! Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami !
- Ale nawet nie masz dla mnie czasu. To już trzeci dzień od twojego wyjazdu a ty ani razu się nie odezwałaś.
- Dlatego bo nie miałam czasu.
- Aha fajnie nie ma się czasu dla przyjaciółki. Przecież tak bardzo ich nie lubisz, a teraz co ? Nagle stali się twoimi przyjaciółmi ? Ważniejszymi ode mnie ?
- Nikt nie jest ważniejszy od ciebie. Tak wiem , że ich nie lubiłam , ale... Oni są fajni.
- Czyli widać, że wyjazd pozwolił ci zawrzeć nowe znajomości.
- Tak ale nic nie zastąpi mi ciebie.
- Posłuchaj.Na razie to nie ma sensu. Musimy od siebie odpocząć. Może póżniej się odezwę.Pa.
- Rose poczekaj - rozłączyła się. Jak ona mogła ?! "Musimy od siebie odpocząć" ?! Co to wogóle ma znaczyć ! Czy ona nie ma do mnie zaufania? ... Prawdopodobnie właśnie straciłam Rose.Moją kochaną Rose.A to wszystko przez ten wyjazd.Po chwili rozpłakałam się.Wybiegłam z pokoju ,wzięłam torebkę i wyszłam trzaskając drzwiami.Usłyszałam tylko " Blaire co się stało?". Szłam tak ulicami Londynu, nie zważając co ludzie o mnie myślą.Pewnie wyglądam jak jakiś zoombie.No ale co mam zrobić, kiedy straciłam najlepszą przyjaciółkę ?! To jest nie do pomyślenia.Po 20 minutach marszu doszłam do jakiegoś parku.Usiadłam na ławce, która stała obok wielkiej wierzby.Wyjęłam telefon z torebki.Aż 20 nieodebranych telefonów od Louis'a i Niall'a.Dziwne nawet nie słyszałam.Schowałam go z powrotem i założyłam ręce na kolana.Co ja teraz im powiem ? Że wybiegłam z domu przez nich ? Bo to oni zniszczyli moją przyjaźń z Rose ? Przecież im tego nie powiem, aż taka wredna nie jestem. Wzasadzie to częściowo moja wina.To ja to wszystko zaniedbałam.Głupia ja.Wstałam z ławki bo strasznie bolał mnie już tyłek od tego siedzenia.Trzeba wrócić do domu.Tylko jest jeden problem.Jestem pierwszy raz w Londynie i nie wiem gdzie pójść.Którędy ja szłam ? Dobra idę w prawo chrzanić to.Było już ciemno.Nie spodziewałam się, że o godzinie 18.00 będzie już tak ciemno.Tylko teraz gdzie ja jestem ? No oczywiście źle skręciłam.Szłam dalej.To chyba zły kierunek.Nie mogłam poznać tej części miasta, nigdy tu nie byłam.Nagle usłyszałam Your body czyli mój dzwonek telefonu.
- Uratowana ! - odebrałam telefon od Lou.
- Boże Blaire nareszcie odebrałaś, gdzie ty jesteś ?! - aż krzyczał.
- Louis... Zgubiłam się. - usłyszałam ciche westchnienie.Chwila ciszy.
- Gdzie jesteś ? - powiedział już spokojniej.
- A myślisz, że ja wiem ? Przecież nie mówiłabym , że się zgubiłam jakbym znała to miejsce.
- No tak. To chociaż powiedz jakiś znak.No nie wiem... Jakaś knajpka, budynek. ?
- No jest tu jakaś knajpka pod nazwą " MilkshakeCity"
- Dobra nie ruszaj się zaraz przyjadę. - rozłączył się.No to co miałam robić ? Powiedział , że mam się nie ruszać.Usiadłam na krawężniku i oparłam ręce po brodę.Teraz tylko czekać.Po chwili parking pod barem opustoszał, zgasło w niej światło i zostałam sama.Po chwili zobaczyłam czarne Bmw i już wiedziałam , że to Lou.Wstałam z chodnika i wsiadłam do środka wozu.
- Gdzieś ty była ?- ruszył.
- No wiesz trochę tu, trochę w parku.
- Czemu nie odbierałaś telefonów ? Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy ?
- Wiem. Nie słyszałam dzwonka.
- Czemu wybiegłaś nic nam nie mówiąc? - spojrzał na mnie czułym wzrokiem.
- To trudne... Wszystko się pieprzy..
- Wysłucham cię.
- No nie wiem czy chcesz o tym słyszeć - oparłam się o szybę.
- Chcę i to bardzo.Chcę poznać powód twojej ucieczki.
- Ale nikomu nie powiesz, dobrze ?
- Oczywiście, możesz na mnie liczyć.- opowiedziałam mu całą historię z Rose.Uważnie słuchał nie przerywał mi.Gdy skończyłam zorientowałam się, że siedzimy w samochodzie i jesteśmy już na miejscu.Nawet tego nie zauważyłam.Lou siedział odwrócony w moją stronę.
- Czyli to chyba przez nas.- odezwał się po mojej przemowie.
- Nie oczywiście , że nie ! To tylko moja wina.
- Nie obwiniaj się. Tak czasem jest.Jeśli jest twoją przyjaciółką to wróci.
- Wzasadzie to masz rację.Dziękuję jak zawsze poprawisz humor.- pocałowałam go w policzek i mocno przytuliłam.On po chwili wahania też to zrobił.
To idziemy ? Pewnie się martwią.- oznajmiłam puszczając go.
- T..Ta chodźmy.- wyszliśmy z auta i ruszyliśmy w stronę domu.Gdy weszliśmy od razu chłopcy na nas naskoczyli.
- Boże gdzie ty byłaś ?!
- Wiesz jak się o ciebie martwiliśmy ?!
- Nie odbierałaś telefonów !!
- Nic ci nie jest ?!
- Co się stało ?!
- Chłopaki ! - krzyknął Louis. - Ona na pewno nie odpowie na wszystkie pytania.
- No masz rację.A więc opowiadaj - oznajmił Liam.
- Może jutro ok ? Jestem zmęczona.- nie czekając na odpowiedź ruszyłam do swojego pokoju.Rozebrałam się i wzięłam gorący, odprężający prysznic.Po nim położyłam się na łóżko.Opatuliłam się kołdrą i zaczęłam rozmyślania nad dzisiejszym dniem.
Rozdział 7 już jest.Podoba się ? Zrobiłam nową zakładkę " Czytam".Są tam blogi , które czytam.Jeżeli ktoś chce , żebym umieściła tam jego bloga proszę pisać w komentarzach na zakładce "Czytam".Dziękuję.
~By Olcia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz